Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Kocia rodzinka i kocia sierotka

ewazdublina

Podobno w kazdym hotelu gdzies w jego czelusciach zadomowi sie jakis kot albo nawet kilka kotow. I podobno w kazdym zawsze znajdzie sie jakis kotofil zeby te zwierzaki dokarmiac (co za problem resztki z kuchni dawac kotu a nie wyrzucac do smietnika). Czasem nawet uzbiera sie cala zorganizowana grupa kotofili ktorzy beda poswiecac czas a nierzadko i swoje pieniadze zeby futrzakowi niczego nie brakowalo. Czasem beda to ludzie ktorych by sie o to nigdy nie podejrzewalo :)

W naszym hotelu zaczal sie pojawiac dorodny samiec, moze jakies pol roku temu. Mamy dwa podziemne ogromne parkingi na ktorych terenie sa przerozne pomieszczenia do przechowywania gratow, dekoracji bozonarodzeniowych, pudel itp. Pare z nich zajeli nasi panowie od maintenance, manager i jego pomocnik zlota raczka, R. i J. Sobie tam cos rabia, przycinaja, lutuja i tak dalej. Z jakichs powodow stoi tam trumna ktora ktos kiedys mial na halloween party, jako ciekawy szczegol dekoracyjny :) R. to pan kolo piecdziesiatki, taki Lowell ze Skrzydel tylko starszy, z nieodlacznym pasem z narzedziami. J. jest moze w moim wieku. Obaj sa wielcy, umorusani jakas farba czy wapnem. Nigdy bym ich nie podejrzewala o zamilowanie do kotow.

Dopiero niedawno wyszlo na jaw ze kot wlasnie w ich pomieszczeniach mieszkal i mial sie calkiem dobrze, bo zarowno J i R w spisku z szefem kuchni go niezle tuczyli tym czego goscie nie dojedli ;) Oboje chyba nie byli pewni jak na kota zareaguje nowy wlasciciel i jednoczesnie GM. Razu pewnego GM zlazl jednak do podziemi szukac J. ktory mial wylaczony telefon, i zastal go na milej pogawedce z kotem z ktorym sie wlasnie dzielil swoim lunchem. GM powiedzial mi potem ze stal za drzwiami i sie zasmiewal w kulak widzac tego wielkiego chlopa w kucki przy kocie, ladujacego mu swojego kurczaka do miski i przemawiajacego czule.

Tak wiec sprawa sie rypla, ale GM nic przeciw kotu nie mial, ani przeciw podkarmianiu go z hotelowej kuchni. 

Potem jednak kot (ktory zostal nazwany Tomcatem) przyprowadzil sobie narzeczona ktora z nim zamieszkala. Nie od razu to wyszlo na jaw bo pani kotka byla bardzo plochliwa i skutecznie sie chowala. J i R mieli w planie zlapac ja, zaplacic za sterylizacje i wypuscic z powrotem (przeciez jak sie jeden kot wyzywi to dwa tez, przynajmniej im smutno nie bedzie) ale juz bylo za pozno bo kotka okazala sie byc w ciazy.

I tu na arene wkraczam ja, bo choc wczesniej obilo mi sie o uszy o nowym hotelowym rezydencie, to na haslo MALE KOTKI od razu poderwalam sie z miejsca. J. zaprowadzil mnie na dol. Po otworzeniu dwoch par drzwi uslyszalam tylko szuru buru a potem zobaczylam dwoje uszu i pare oczu obserwujaca nas z najwyzszej polki. Kotka byla tak dzika ze choc glodna, nie ruszyla sie z miejsca dopoki nie wyszlismy, mimo ze miska stala w duzej odleglosci od nas.

Tymczasem Tomcat ulotnil sie (jak niektorzy faceci kiedy dowiedza sie ze zostana tatusiem ;) a kotka nie opuszczala pomieszczenia na parkingu ani na moment, wciaz dokarmiana. Wreszcie gdzies zniknela (J.odchodzil od zmyslow) a potem sie zmaterializowala po 2 tygodniach z czworka malych kociat ktore ledwo moglismy dojrzec, tak je sprytnie zamaskowala. Troche zmienilo sie jej zachowanie - juz nie uciekala od nas ale stawala przed dziecmi i patrzyla na nas takimi wystraszonymi oczami ze az nam sie lezki w oczach pojawialy. Pewnie sie bala o nie jak to mama. 

Ale po kolejnych paru tygodniach chyba sie przekonala ze krzywdy ani jej ani jej malym nie tylko nie wyrzadzamy ale jeszcze jej znosimy miecho i inne zarelko, nie mowiac o wyscieleniu calego rogu pomieszczenia starymi koldrami, wiec troche odpuscila i nawet pozwalala nam podejsc do kotkow i je ogladac (sama w tym czasie siadala z gracja nieopodal).

Oczywiscie pojawilo sie pytanie - co z kotkami jak juz beda wieksze. J.i R. postanowili im znalezc domy, ale tez najpierw trzeba bylo je troche oswoic i przyzwyczaic do czlowieka. Rozpoczelo sie wiec udomowianie. Maluchy na poczatku uciekaly i syczaly, ale panowie nie odpuszczali i oto pewnego razu kiedy zaszlam na dol zobaczylam J. i R. siedzacych na trumnie i trzymajacych w rekach kijki z przymocowanymi na koncu piorkami, a wkolo nich podskakujace i bawiace sie kociaki. Oczywiscie cala nasza trojka kupowala im specjalne pozywienie jak juz zaczely same jesc. Na obecnym etapie mozna je juz glaskac (szczegolnie jak sa zajete jedzeniem i im zwisa co sie dzieje) ale jeszcze nie daja sie wziac na rece. 

O kotkach jakos dowiedzialy sie panie z sasiedniego biurowca, poprosily o pokazanie gdzie maluszki sa i spytaly czy moga tez cos przynosic do jedzenia.  Kolejnego dnia doniesiono mi ze 5 z nich widziano jak przemykaja gesiego do kotow z pakunkami w rekach. Kiedy pozniej tam poszlam poczulam sie jak w sklepie zoologicznym - na polkach pietrzyly sie zapasy suchego i mokrego jedzenia (osobno dla malych i osobno dla doroslych kotow) i specjalnego mleka. Koty wzbogacily sie tez o koc i nowa miske (bo roznorodnosc posilkow wymogla posiadanie wiecej niz dwoch). 

Poniewaz wszyscy zaangazowani w cala sytuacje (ja, R. i J) nie pracujemy w weekendy, mamy roster - tak tak :) i przyjezdzamy na zmiane w soboty i niedziele dwa razy dziennie zeby koty karmic i pilnowac by mialy mleko i wode, a takze by troche z nimi posiedziec. J. zreszta ma swoja ulubienice - tak mysli ze to samiczka jest - i nawet zdecydowal sie ja zabrac do domu kiedy troche podrosnie.

Ale w miedzyczasie ...przychodze sobie pewnego poniedzialku do pracy a tu J. mowi ze mamy nowego kociaka! Zupelnie innego wiec na pewno nie z tego samego miotu. Znalazl go w nocy na parkingu pracownik security, kotek petal sie pod kolami ale zlapac sie nie dal, za to udalo sie go zapedzic do innego zamykanego pomieszczenia do ktorego ochroniarz mial klucz. Mily ten pan naznosil kotu jedzenia i picia i go tam zostawil, a rano poinformowal o tym naszego GMa ktory doradzil - prosze isc do J. i R, on juz ma piec kotow wiec moze sie zajac jeszcze jednym.

J. i R. musieli kotka zwabic jedzeniem do klatki bo dzikus straszny, a potem przeniesli go do pozostalych. Bali sie go wypuscic zeby nie uciekl ale tez zeby matka kocica mu nic nie zrobila, bo jakos nieprzychylnie sie odniosla do nowego malucha w tym samym pomieszczeniu. Na szczescie klatka byla wielka wiec zorganizowalismy mini kuwetke do srodka, poslanie i dwie miseczki. Ale zapomnialam wspomniec o najwazniejszym - kotek nie byl takim zwyklym kotkiem dachowcem ale puchatym slicznym stworzonkiem o dlugich wlosach, mozliwe ze jedno z rodzicow bylo rasowe. Zdjecie ponizej niestety nie jest najepszej jakosci ale chyba widac jego niezwykla urode.

Troche syczal jak wlozylam reke zeby go poglaskac ale potem przestal i nawet zaczal sie nadstawiac do pieszczot. Ech gdybym nie miala Kitty to wzielabym go od razu! 

No ale kotka juz nie ma. Zabral go do siebie J. ktory zrezygnowal ze swej ulubienicy na jego korzysc, bo jak mi wyjasnil mala kotka ma mame i rodzenstwo i bryka na wolnosci a jemu sie serce krajalo patrzac na tego nieboraka w klatce.

Teraz kiedy to pisze maly juz mieszka u J. niecaly tydzien i ma juz imie - Muffy. Wymyty, dozywiony, kochany - okazal sie byc zwawym baraszkujacym swtworzonkiem i strasznie sie ciesze ze znalazl domek.

Gdyby ktos z Was chcial przygarnac kotka albo znal kogos kto chce, mamy do oddania 4 w typie "krowka" (2 biale w czarne latki, dwa biale w siwe latki, jeden z nich ma charakterystyczne serduszko na grzbiecie kiedy lezy zwiniety w klebek) Troche jeszcze dzikuski i jak to nie domowe koty troche zakurzone, ale sliczne. Transport moge zapewnic prawie w kazde miejsce w Irlandii. 

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • Gość: [wiedźma] *.t-mobile.co.uk

    Już dawno nie czytałam z taką przyjemnością posta :)

  • ewazdublina

    :)

  • marga77

    cudus jest!
    tutaj klik opisalam historie kotka, ktory znalazl sobie rodzicow :)
    moja Corka mieszka w samiutkim srodku lasu, a jej dom przylega do hali tenisowej, w okolicy sie jakos roznioslo, ze ona kcoiara, albowiem ma kotow sztuk dziesiec, dzieki wlasnie tej hali tenisowej se pozwala na tyle, bo maja koty wybieg jak sie paczy, ma tez psa i konia :) a jak sie roznioslo, to wszystkie znalezione koty przynosza do niej, a ona je, jak trzeba, a trzeba przewaznie, wyleczy, wyszczepi, odglodzi i szuka im domow, tym sposobem stala sie wlascicielka Kitty vel Bejbi, ktora wykonczona z waga 800 gram, znalezli spacerowicze, po doprowadzeniu Bejbi do ludzkosci okazalo sie, ze jest ona czysto rasowa Turecka Angora, Dziecie dalo wiec ogloszenie i wydzwanialo po okolicznych zwierzyncach oraz nieludzkich doktorach czy ktos nie szuka takiej kotki, nie szukal jakos nikt, a kotke wzielismy my, pozniej okazalo sie, ze Teddy, jeden z kotow Corki, krotko przed kastracja, zapylil Bejbi i mielismy my siedem kociat, a w tym naszego Królewiczka, wszystkie siedem jest puchate po mamie, mamie tez poszukalismy domu z ogrodem i niepracujaca sluzba, w postaci wlascicielki tegoz domu, albowiem mama byla idywidualistka i innych kotow nie tolerowala, nie jadla tez kociego jedzenia, trzeba bylo mielic jej wolowine i podawac na surowo z suplementami, nie gardzila tez schabowym w panierce, ani szyneczka, Merlin ma to chyba po niej, ze je doslownie wszystko, nawet salate, ale kocim jedzeniem nie gardzi, bo od poczatku pilnowalismy, zeby cala siodemka nie nabrala manier po mamuni ;)
    a tu KLIK Kitty vel Bejbi, gdy wstawilam ogloszenie na Quoka z jej zdjeciem, zasypali mnie w ciagu godziny mejlami, a wieczorem juz byli po nia jej nowi sluzacy, do dzisiaj mam kontakt z nimi, tak jak i ze sluzacymi Szesciu Krasnoludkow, wszyscy szczesliwi i koty i ich sluzba :D

  • ewazdublina

    Ale fajna historia :) A Kitty vej Bejbi - CUD nad CUDY!

  • marga77

    jak mozna TAKIEGO kota wyrzucic, nie pojme! przez pierwsze dwa miesiace, nowa sluzaca Kitty vel Bejbi, zameczala mnie telefonami i majlami, a ze Kyra, bo taj ja nazwala, za malo spi, ona siedziala przy niej, jak ta spala :D ze robi kupe tylko co dwa dni :D ze nie che jesc, kiedy ta jej da, a jedynie z reki :D, ze nie chce wychodzic sama do ogrodu itepe, itede, normalnie myslalam, ze zwariuje i prawie juz kazalam jej dawac piersia jesc :D ... ale sie powstrzymalam w koncu, z czasem sie to uspokoilo i Kyra rzadzi, a mnie tylko o to chodzi, zeby miala dobrze :)))

  • ewazdublina

    haha dobra rada z ta piersia ;)

  • Gość 109.255.106.*

    Gdybym nie miał psów to takiego kotka już bym brał po tej historii. A obrazek facetów siedzących na trumnie w podziemnym garażu i bawiących się z kotami pozostanie ze mną do końca życia :) Dzięki!

  • ewazdublina

    Ze mna tez pozostanie ;)

  • misspilat

    Swietny, pozytywny post! I to: "Transport moge zapewnic prawie w kazde miejsce w Irlandii." - jestes wielka Ewa!

  • ewazdublina

    Wlasciwie to nie w prawie kazde ale w kazde:)

  • Gość: [dvt] *.as13285.net

    Super post! Macie zatem Cat Dungeon :)

  • ewazdublina

    haha :) na to wyglada ;)

  • tessa37

    A do brata Twojego Ciacha sie nie wybiaracie;) To ja bym jednego wziela od reki:)

  • ewazdublina

    Wybieramy sie na przyszly Oktoberfest - takie sa plany przynajmniej ;)

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci