Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Mrocznie i przygnębiająco czyli "Anne with an E"

ewazdublina

Muszę zacząć od wyjaśnienia - jako dziecko nie byłam wielką milośniczką serii L.M. Montgomery o Anii z Zielonego Wzgórza. Owszem, przeczytałam wszystkie tomy, jedne mi sie podobały mniej inne więcej, ale zdecydowanie bardziej zafascynowana byłam przygodami Tomka Wilmowskiego z powieści Szklarskiego czy hobbitów we Władcy Pierścieni. Czytając całość ponownie już jako dorosła osoba zauważyłam rzeczy których wcześniej nie dostrzegałam. Bo choć saga o Anii jest ciepła i krzepiąca to gdzieś w tle przewijały się wątki które tłumaczyłam sobie ukrytymi kompleksami autorki oraz jej niechęcia do samej postaci Ani (do której sie przyznawała). 

Pisałam już o tym TUTAJ. L.M. Montgomery zawsze karała czymś bohaterki drugoplanowe które były ładne i bogate (Diana sie roztyła, Ruby zmarła na suchoty, Janka wyszła za milionera ale starego i nieatrakcyjnego, Ewa Moore - piękność nad pięknościami - przeżyła katorgę zanim znalazła szczęście) a do tego z ciekawej świata, utalentowanej i ambitej Ani zrobiła w końcu matronę z szóstka dzieci, wyszywającą na tamborku i plotkującą wespól z innymi matronami. 

Mimo to wydzwięk całej sagi wydawał mi się zawsze optymistyczny, podszyty humorem, ciepły i zdecydowanie w konwencji jakie kręci np kanał Hallmark -  rodzinna historia może i z problemami czy intrygami ale przez różowe okulary i bez większych tragedii.  Taka którą można spokojnie czytać czy oglądać z dziećmi bo jej się nie przerażą. Jedyne czego autorce nie wybaczę i co zniszczyło najlepszą według mnie część: Rillę ze Złotego Brzegu, to zabicie przez bachora dziecko kota.

Jak do tej pory za najlepszą ekranizację powieści o Ani uważana jest wersja filmowa z 1985 roku z Megan Follows w roli rudzielca i Jonathana Crombie jako Gilberta (aktor zmarł 2 lata temu w wieku zaledwie 48 lat).

Byłam bardzo podekscytowana kiedy Netflix zapowiedział że będzie współtworzył i dystrybuował nową wersję przygód Ani, bo choć nie jest to moja ukochana książka to jednak jest to pozycja kultowa, tak samo zresztą jak film z Megan Follows. Netflix słynie z doskonałych seriali więc oczekiwania były spore. Wczoraj zaczęłam a dziś rano skończyłam sezon I czyli 7 odcinków z których każdy oprócz pilota trwa 44 minuty. Wrażenia poniżej, pełne spojlerów.

anne_with_an_e

Zacznę od castingu - wszyscy aktorzy są bardzo dobrze dobrani, szczególnie Mateusz i Maryla, a także Gilbert który akurat w filmie z 1985 nie wzbudził mojego entuzjazmu. Problem mam z Anią, i to nie dlatego że jest bardzo brzydka (w końcu książkowa Ania urodą nie grzeszyła a można się też domyślić ze jako sierota nie mogła być zbyt dobrze odżywiona czy zadbana) ale jest dość przerażająca, taka w typie dziecka z Lśnienia. Widzę ją w horrorze. Zresztą w trakcie czytania książki zawsze odnosiłam wrażenie że opinia samej Anii o jej brzydocie była jednak mocno przesadzona i wynikała z faktu posiadania rudych włosów i piegów oraz jej kompleksów na tym punkcie. 

anne_with_an_e

Ale niech będzie. Po odcinku pierwszym, który jest dość zgodny z oryginałem I-go tomu powieści, nadchodzi odcinek drugi i od tej pory wygląd Ani wydaje się jak najbardziej adekwatny. Bo oto powoli ale nieubłaganie dochodzi do widza że nie ogląda Ani Z Zielonego Wzgórza, ale kompletnie inna historię wykorzystującą niektóre wątki z książki i postacie. Jest to mroczna i smutna opowieść.

Zdaję sobie sprawę że cienka książka którą się czyta w godzinę to nie jest wystarczający materiał na serial. Myślałam jednak że cały cykl będzie wykorzystany, a jeśli dopisze się nowe wątki czy poboczne historie to w klimacie powieści. Kiedyś ktoś zabawił się w zrobienie trailera znanych komedii ale w taki sposób by wydała się ona horrorem albo thrillerem. Np Pani Doubtfire, czyli film o ojcu udającym nianię by po rozwodzie mieć kontakt z dziećmi, po takim trailerze wydawał się być ohydnym filmem o pedofilu. Takie miałam wrażenia po zobaczeniu Anne with an E - jakby celowo starano się wyłapać same złe rzeczy, uwydatnić je i dodać nowe, jeszcze bardziej przygnębiające. Dlatego Ania jest taka "creepy" - najlepsze angielskie określenie jakie przychodzi mi do głowy. Bo to nie jest ta Ania którą znamy z książki czyli dziecko samotne, niekochane, przerażone i bardzo smutne, ale też pokręcone, mające tendencję do tworzenia wyimaginowanych światów (w książce to było urocze a tu jest niepokojące) i często agresywne i wybuchowe.

W scenie kiedy pani Linde poznaje Anię i dość obcesowo wyraża się o niej, dziewczynka dostaje takiego ataku furii jakby w nią demon wstąpił, i szczerze mówiąc jak czytając o tym w powieści było mi jej żal, tak oglądąc serialową interpretację pomyślałam: co za wredny bachor! ja bym ją odesłała do sierocińca bo to same kłopoty na przyszłość. I do tego te jej nieszczere przeprosiny, to porozumiewawcze cwane spojrzenie które rzuca Maryli kiedy już nie musi udawać skruchy...

anne_with_an_e

W powieści wspomina sie życie Ani zanim przybyla do  państwa Cuthbertów - wiadomo że lekko nie miała, pracowała ponad siły i była poniżana jako sierota. W filmie Ania często ma wspomnienia z tamtego okresu które nie pozostawiają miejsca na domysły - Anię bito, pomiatano nią, wyzywano, dzieci męczyły ją w okropny sposób. W książce ten czas zakończył się kiedy dziewczynka przyjechala na Zielone Wzgorze - owszem, Maryla była surowa i chciała początkowo odesłać ją z powrotem do przytułku bo nie byla "zamówionym" chłopcem, owszem - Ania popadła w tarapaty kiedy posądzono ją o ukradzenie broszki (za karę miała nie pójść na piknik), owszem - kolega z klasy jej dokuczył więc mu przywaliła w glowę tabliczką. Ale czym to jest w porownaniu z netfixowa Anne?

W serialu problemy dziecka wcale nie kończą sie po zamieszkaniu u Cuthbertów, niech iddyliczna okolica i kwitnące drzewo czereśni za oknem jej pokoju nikogo nie omamią. Kiedy Maryla zgubi broszkę, to nie udział Ani w pikniku będzie zagrożny, bowiem Maryla zagrozi że odeśle ją do sierocińca. To spowoduje ze Ania ucieknie a Mateusz będzie ścigał ją na koniu ze wszystkimi przeszkodami jakie mogą go po drodze spotkać, łacznie z wypadkiem i znalezieniem się w szpitalu. Dzieci w szkole są okrutne, nazywają ją bezpańskim psem i szczekają za nią, a dorośli wcale nie są lepsi. Zaczepiona przez Gilberta owszem, przywali mu ale brutalnie, prosto w twarz. To nie jest śmieszne jak w książce. Na dworcu gdzie znalazła się uciekająca Ania zaczepia ją jakiś podejrzany osobnik, usiłując uprowadzić: kidnaper? pedofil? Kiedy Ania wyrywa sie z jego łap, ten zaczyna wabić dwóch chłopczyków - z jakim skutkiem to można się tylko domyślić. Świat jest straszny, dorośli i dzieci okrutne, los niepewny. W pewnym momencie przyszło mi do głowy że nie zdziwiłabym się jakby bohaterka próbowała sie zabić .

anne_with_an_e

Odchodzimy coraz bardziej od oryginału i nieszczęścia zaczynają sie piętrzyć - a to pożar wybucha, a to Mateusz ma zawał, a to ojciec Gilberta umiera i ten zostaje sierota, a to farma Cuthbertów jest zagrożona. W ostanim odcinku Maryla, aby wyjść z opresji, musi przyjąć do domu lokatorów i któż to będzie? Ano dwaj podejrzani osobnicy którzy wcześniej pobili dziecko by mu ukraść pieniądze...Nie zdziwiłabym się gdyby kolejny sezon byl jeszcze bardziej przygnębiający - może jakaś dziewczynka będzie molestowana albo zgwałcona?

Zwolennicy serialu pieją na temat jego feministycznej wymowy. Niestety aby podkreślić feministyczną postawę Ani oraz niektorych pań z jej grona, dla kontrastu przedstawiono pół miasta jako szowinistów. Ksiądz uważa że dziewczynki nie muszą chodzić do szkoły, powinny sie uczyć gospodarstwa by być dobrymi żonami. Chlopcy ze szkoły wyśmiewają się z koleżanek dając do zrozumienia że mogą tylko  gotować i piec ciasta. Nawet matki które odwiedzają Maryle i namawiają ją do uczestnictwa w spotkaniach ich grupy popierającej kształcenie dziewcząt, tak naprawdę uważają że to alternatywa dla tych które - jak Ania - mogą mieć problemy ze znalezieniem męża.  

Silą książki było przedstawienie spoleczności miasteczka jako grupy miłych, wspierających się ludzi. Owszem, zdarzyla sie jakaś nieszkodliwa plotkara czy wkurzający dziad (choć często i takie postacie miały swe dobre strony które po czasie ukazywały) ale to było miejsce które nie było zbiorowiskiem wrednych i knujących dorosłych lub dzieci i nastolatków znęcających się nad innymi. I wszyscy byl dumni z Ani kiedy dostała się do college'u, i nikt nie wygłaszał haseł o niższości kobiet. 

anne_with_an_e

Zdaję sobie sprawę że sytuacja dzieci w początkach XX wieku była trudna i tak naprawdę nikt się z nimi nie liczył ani się nimi nie przejmował. Można było zrobić serial o takich dzieciach, ale bez wykorzystywania postaci z Ani z Zielonego Wzgorza. Bo tak jakby ktoś przerobił bajkę o Krolewnie Śnieżce która trafia do siedmiu zboczeńców zamiast krasnoludków, zostaje zamknięta w piwnicy i wykorzystywana seksualnie. Tego się nie robi! 

Ten serial miał być nostalgicznym powrotem do dziecięcej lektury, jednej z kanonów literatury. Okazał sie szokującą wersją jakby w krzywym zwierciadle. Ponieważ mam w swych zbiorach film z Megan Follows, zaraz oglądnę jako odtrutkę.

 

Komentarze (33)

Dodaj komentarz
  • marga77

    pół godziny temu skończyłam oglądać i mam dokładnie takie same odczucia, normalnie jeszcze jeden odcinek i musiałabym brać dodatkowo różową tableteczkę, deprecha murowana! ;)

    zaś książkę przeczytałam bo chciałam wiedzieć czym się tak koleżanki zachwycają, niestety do dzisiaj nie pojmuję zjawiska, mnie ona po prostu nudziła szczerze i niewiele ogólnie z tej książki pamiętam

  • Gość: [dvt] *.opaltelecom.net

    A taki dobry material na udany serial...mimo to obejrzalabym (gdybym miala Netflix).

  • ewazdublina

    Dita, teraz jak masz nowy laptop to moze czas na Netflix :) Przez miesiac mozesz ogladac za darmo a potem zrezygnowac, zreszta zrezygnowac mozna w kazdej chwili, no strings attached :)

  • ewazdublina

    Marga, no wlasnie :)

  • tessa37

    No i mam dylemat ogladac, czy nie:) Chyba najpierw musialabym przeczytac jeszcze raz ksiazki, bo jako dziecko czytalam wielokrotnie, ale percepcja jest wtedy inna, ciekawa jestem, jak teraz bym je odebrala. Co do urody Ani, to dla mnie byla typowym "brzydkim kaczatkiem", ktory wyrosl na piekna kobiete (w sumie mloda dziewczyne;). W sumie to jestem chyba ciekawa, jak ozswiegotanej i rozmarzonej dziewczynki wyciagneli te "mroczna strone" i obejrze;)

  • Gość: [dvt] *.opaltelecom.net

    Rozwazam Netflix, o i tyle tylko nasz Intenet nie okaze sie zbyt wolny na czterech uzytkownikow...

  • ewazdublina

    Dita, no wiec masz miesiac za free I mozesz sprawdzic :)

  • ewazdublina

    Tessa, zobacz I daj znac jak wrazenia. Moze akurat Tobie taka mroczna wersja sie spodoba :)

  • Gość: [Evka07002] *.nyc.res.rr.com

    Ojej..obejrzalam pierwszy odcinek I mnie sie spodobal ....a tu piszesz ze dalej jest juz tylko gorzej.... Az odechcialo mi sie ogladac. Ksiazke Uwielbialam ..jedna z ulubionych moich z dziecinstwa ..taka urocza . I podobnie jak Tessa zawsze wyobrazalam sobie ze Ania wyrosla na sliczna ruda panne .Wrazliwa ,ciepla osobe.Pamietam ze wzruszalam sie bardzo poplakujac z tych wzruszen . Nie chce sie rozczarowac .Moze obejrze najpierw ta wersje z 1985 .. Chyba ogladalam ale niewiele pamietam. A pozniej wroce do tej ..jesli wroce li tylko dla porownan.

  • ewazdublina

    Evka, ogladaj :) Nie chce nikogo zniechecac bo moze komus akurat taka wersja, bardziej na powaznie i mrocznie, sie spodoba. Serial jako serial nie jest zly.

  • tessa37

    A propos filmow, kiecki z Cannes beda?;)

  • ewazdublina

    Nie, robie tylko Oscary i Globy ;)

  • tessa37

    Rozumie, waska specjalizacja;)

  • ewazdublina

    ;)

  • Gość: [steeve] 78.9.6.*

    Większość komentarzy smuci bo świadczy o niezrozumieniu źródła. Zarówno, fenomen twórczości L.M. Montgomery, jak i tak uwielbianej do naszych czasów J. Austen, polegał między innymi na tym, że główne bohaterki uciekały w świat marzeń, a te marzenia się spełniały choć były kompletnie nierealne, jak na tamte i nawet dzisiejsze czasy. Siłą opowieści o Ani nie była żadna mroczność tylko ta właśnie magia wynikająca z ucieczki w świat baśni bez niepotrzebnych wstawek, tak chętnie stosowanych w filmie o seksualności, nietolerancji czy brutalności społeczeństwa tamtej epoki. Ten film, to nie jest opowieść o Ani z Zielonego Wzgórza tylko zupełnie inna historia, która może się podobać lub nie, ale nic wspólnego z Anią nie ma, poza zawłaszczeniem sobie głównych bohaterów książki L.M. Montgomery. Magia zniknęła i została trudna rzeczywistość... której i tak mamy w naddatku.

  • Gość: [Adam] *.dynamic.chello.pl

    Serial warto obejrzeć mi się strasznie podobał, porusza w niektórych momentach naprawdę umiał wycisnąć ze mnie łzę.

  • ewazdublina

    Adam, oczywiscie ze warto obejrzec. Wcale nie zniechecam :)

  • ewazdublina

    Steeve, dokladnie tak.

  • Gość: [aga g] *.dynamic-ww-08.vectranet.pl

    Mam dokładnie takie same odczucia. Po pierwszym odcinku byłam zachwycona, przede wszystkim za sprawą fantastycznie dobranych aktorów. Im dalej, tym niestety coraz dalej od treści książki. Zdarzają się fantastyczne sceny - szkoła, ratowanie siostry Diany - ale to już nie ta historia...

  • ewazdublina

    Aga, no wlasnie, pierwszy odcinek byl w tonacji powiesci a potem to z gorki ;)

  • Gość: [Ania nie Andzia] *.ip-point.pl

    Nie widziałam serialu ale muszę przyznać, że"trudna uroda" aktorki grającej Anię jest przesadą. Książkowa Ania miała w sobie urok i była dość urodziwa, choć nie wedle ówczesnych kanonów urody, gdyż preferowano wówczas pulchne, rumiane dziewczęta. Aktorka jest zwyczajnie za brzydka na Anię, nawet zretuszowana na potrzeby amerykańskiej wersji plakatu, nie grzeszy urodą. W obu wcześniejszych wersjach serialu aktorki do roli Ani dobrano szczęśliwiej. Przyznam ,że od Ani zawsze wolałam Emilkę i mam nadzieję,że jej leczący swoje fobie scenarzyści Netflixa nie tkną...

  • ewazdublina

    Ania nie Andzia, no wlasnie, dlatego napomknelam ze Anne z serialu jest w typie dziecka z horroru Lsnienie ;) Mysle ze to wlasnie z powodu tej naturalistycznej, powaznej i na serio stylistyki jaka zapodal Netflix. Bardzo chcialabym zobaczyc Emilke na malym ekranie bo z tego co wiem to nie bylo jeszcze zadnej ekranizacji oprocz animacji. Ale oczywiscie w klimacie ksiazki.

  • Gość: [Ewa z Kanady] *.cpe.net.cable.rogers.com

    To, że Ania przybyła na Z.W. wcale nie oznaczało, ze horror jej dzieciństwa się zakończył. Takie przeżycia jak sierociniec, gdzie było się niechcianym przez nikogo podrzutkiem lub niewolnicza praca u Hammondów - szczególnie w umyśle wrażliwego dziecka pozostają na zawsze. Zresztą Ani często o jej sierocym pochodzeniu przypominano przy różnych okazjach.
    Co Wy z tym horrorem. Ta aktorka ma w sobie magię, o Ani czesto mowiono, ze jest brzydka (ubolewała nad swoja chudościa) natomiast w chwilach uniesienia jej twarz rozjaśniała się tym uduchowieniem.
    Twórcy tej adaptacji zdecydowanie nadają jej nowy kontekst, wyciągają te społeczne problemy, które w słodkiej wersji z Megan zupełnie pominięto. A w ksiazce one sa - nie tak wyraziste bo jak sama Lucy Maud Montgomery pisała - wydawcy nie pozwolili jej pisać o dorastających dziewczynach takich jakimi naprawdę były.
    Dla mnie całość - świetna. Amybeth - doskonała.

  • ewazdublina

    Ewa z Kanady, opinie na temat serialu sa bardzo rozne. Ja osobiscie wole wersje slodka, spoleczne problemy sa poruszane na okraglo w innych serialach chocby w "13 powodow". A Ania to przeciez serial dla dzieci, nie tylko dla nostalgicznie nastawionych doroslych ktorzy moga docenic inne, powazne aspekty opowiesci. Ja swoim dzieciom (gdybym takowe posiadala) wolala pokazac Anie z Megan Follows. Co nie mienia faktu ze obejrze na pewno drugi sezon.

  • rosynanta

    A mnie się podobało :) Nie jest to wierna ekranizacja (ta z Follows też nie), ale rozumiem, dlaczego dokonano tylu zmian. Gdyby serial był kropka w kropkę taki sam jak książka, byłby a) nudny, b) fiaskiem finansowym, bo obejrzałyby go tylko dzieciaki i fanki powieści.

    Część zmian nie do końca mi pasuje, przyznam, ale mimo to jestem zachwycona. A Amybeth nie jest brzydka. Jak się uśmiecha czy "wyobraża sobie", wygląda tak, jak powieściowa Ania powinna była wyglądać: brzydkie kaczątko, które wyrosło na interesującą, pociągającą kobietę.

  • Gość: [Gość] *.088.072.pools.vodafone-ip.de

    Bardzo muszę sie zgodzić z Autorką. Mam niestety podobne odczucia. Sagę o Ani przeczytałam jako nastolatka od deski do deski (dodam, że trzykrotnie). Być może nowa wersja przypadnie do gustu osobom, które nie czytały książki (książek) ale nie mnie. Rozumiem jest bardziej realistyczna i uwspółcześniona. Ma to może jakiś cel..
    Ja mam problem z główną bohaterką, która jak dla mnie, mało przypomina książkową Anię. Były momenty kiedy myślałam po prostu: co za rozpuszczony i pokrętny bachor! I ja niestety tej bohaterki nie lubię. Współczuję jej, ale jej nie lubię.

  • ewazdublina

    Gosc, wlasnie, tez jej nie polubilam w ogole i mialam takie same mysli ;)

  • ewazdublina

    Rosynanta, oczywiscie ta z Follows tez nie byla, pamietam ze jakies czesci dokrecono kompletnie improwizujac - Ania byla wtedy na wojnie, pracowala w gazecie bodajze i chyba nawet jakis interesujacy mezczyzna z dzieckiem byl nia zainteresowany. Dobrze ze serial wzbudza rozne emocje i niektorym sie podoba a niektorym nie.

  • Gość: [monnallisa] *.ihit.waw.pl

    rosynanta zgadzam się z tobą, mi serial opowiada i własnie taka powinna być Ania, piegowata chuda i gadatliwa. Najbardziej w pierwszym odcinku podobała mi się droga na zielone Wzgórza i milczący Mateusz tak jak powinno być.

  • Gość: [Ewa z Kanady] *.cpe.net.cable.rogers.com

    Myślę, że bardzo mało wiesz o realiach Wyspy Księcia Edwarda epoki wiktoriańskiej. Oczywiście, że społeczeństwo uważało, ze rola kobiety to praca domowa i szukanie męża. To nie producenci serialu przedstawiają społeczność Avonlea jako szowinistów - oni po prostu tacy byli. Przesada jest kółko feministyczne w Avonlea ale stosunek chłopców do dziewcząt absolutnie nie. Przypomnij sobie ile razy Ania słyszała, ze jej edukacja niweczy szanse na znalezienie męża. Polecam "Dzienniki" Lucy Maud Montgomery.

  • ewazdublina

    Ewa, ja sie odnosze do ksiazki a nie do realiow ani Dziennikow. Szowinizm zostal zdecydowanie przesadzony glownie po to by podkrecic feministyczny wydzwiek serialu.

  • Gość: [Ewa z Kanady] *.cpe.net.cable.rogers.com

    Piszesz "co za wredny bachor! ja bym ją odesłała do sierocińca bo to same kłopoty na przyszłość. I do tego te jej nieszczere przeprosiny, to porozumiewawcze cwane spojrzenie które rzuca Maryli kiedy już nie musi udawać skruchy..."
    czyli tak naprawdę potrzebujesz Polyanny a nie Ani :)

  • ewazdublina

    Dokladnie takie wrazenie wywarla na mnie filmowa Anne jak napisalas i jak cytujesz. Mam nadzieje ze Pollyanny nie bedzie Netflix robil na nowo...

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci