Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Macierzyństwo bez powołania

ewazdublina

W Wysokich Obcasach niedawno poruszano temat kobiet ktore dzieci mieć nie chcą. A teraz piszą o tych które z różnych powodów (najczęściej pod presją partnera, rodziny czy społeczeństwa) dzieci mają i tej decyzji żałują. I nie są to żadne "mamy Madzi" ani takie które swoje dzieci krzywdzą czy zaniedbują. Nie. To są troskliwe, poświęcające się kobiety które wręcz boją się aby dziecko jakoś tego nie wyczuło.

Czytelniczki piszą:

"Moja córka ma dwa lata. Kocham ją, wychowuję i chronię, jak tylko potrafię. Ubieram, myję, uczę, przytulam i trzymam za rękę. Nigdy bym jej nie skrzywdziła ani nie pozwoliła na to komukolwiek. Wszystko jest w porządku poza tym, że ciągle pamiętam swoje życie "przed". Chciałabym cofnąć czas i nie dać zmienić swojej decyzji o nieposiadaniu dzieci. Przestałam być sobą. Stałam się rozgoryczona, zmęczona, przeciążona obowiązkami i odpowiedzialnością. Kocham moją rodzinę, choć czasem wydaje mi się, że dlatego, że "muszę". Mąż robi wszystko, co może, ale nadal nie wie, dlaczego nie jestem szczęśliwa, spełniona. Jak mu o tym powiedzieć?"

Moja córka ma 3,5 roku, właściwie od końca ciąży jestem z nią sama... Kocham ją, cieszę się z nią i z niej i staram się wychowywać z poczuciem bezpieczeństwa i własnej wartości - zupełnie inaczej, niż mnie wychowywano. Ale gdybym tylko mogła cofnąć czas i nie urodzić, tobym cofnęła

"Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, po długich rozważaniach z partnerem zdecydowaliśmy, że dziecko przyjdzie na świat. Byłam pełna nadziei, że kiedy je zobaczę, zapomnę o wszelkich wątpliwościach, że stanie się sensem mojego życia. Wydawało mi się, że jestem na to gotowa. Wiedziałam, że będzie ciężko, że wszystko się zmieni, wywróci do góry nogami, jak mówią, ale wydawało mi się, że będzie warto. Moja córka ma teraz 4 lata, jest zdrowym, świetnie rozwijającym się dzieckiem, a ja w ciągu tych kilku lat stałam się rozgoryczoną zołzą. Nie pomogła terapia, nie pomaga wsparcie i miłość ojca córki. Co z tego, że staram się, że gardzę sobą, że mam ciągłe wyrzuty sumienia – ile kobiet chciałoby być na moim miejscu? Jak mogę być taką egoistką? Tęsknię za swoim, naszym, poprzednim życiem, za wolnością, za brakiem ciągłego lęku o człowieka całkowicie ode mnie zależnego, za brakiem odpowiedzialności."

Interesujące są komentarze pod takimi tekstami - wiele osób (matek) sie z piszącymi utożsamia. Ale więcej potępia. Optymistyczne jest to że nie brakuje glosów szczęśliwych mam które rozumieją problem: "Macierzyństwo jest piękne. Pisze to z 5 miesięcznym dzieckiem na ręku, który właśnie zasnął wtulony. Ale żeby był to piękny czas trzeba tego chcieć. Jeżeli ktoś nie chce nie powinien być zmuszany. Nigdy. Bardzo dobry cykl, oby więcej takich głosów w świecie, w którym przecież ,,każda kobieta musi chcieć dziecko"

Jedna z moich podwładnych, bardzo ambitna, sympatyczna dziewczyna - wiek 28 lat - jakiś czas temu zaczęła mnie podpytywać: czy zawsze wiedziałam że nie chcę mieć dzieci, co na to moi mężowie czy partnerzy, czy im mówiłam od razu itp. (Od razu wyjaśniam - tak, mówiłam tym którzy chcieli być moimi mężami czy partnerami że w razie jakby jeszcze nie zauważyli, to ja potomka im nie dam. Jeden - pierwszy - nie uwierzył i też po krótkim czasie po ślubie zaczął insynuować rozmnażanie. Pytam się go: czyś ty ogłuchł był kiedy ci mówiłam że ja nie z tych rozpłodowych? Owszem słyszał ale na poważnie nie wziął. Zrozumiał na rozprawie rozwodowej).

W końcu zaczęłyśmy na ten temat poważnie rozmawiać i okazało się - tak jak przypuszczałam - że ona dzieci mieć nie chce w ogóle. Kiedyś myślała ze może "później", po trzydziestce. I teraz jak się do tej trzydziestki zbliża to się boi że wtedy musi coś zdecydować: albo w jedną albo w drugą stronę. I jedyny argument "za" jest taki że jej mąż dzieci chce i ją "ciśnie". Non stop jej pokazuje jakieś bachorki na fejsbuku, bo wiadomo że znajomi sie rozmnażają na potęgę i pytają: a kiedy wy?

Oczywiście nie brakuje wielepów (wie lepiej) którzy twierdzą że jak sie urodzi to się pokocha, jak kopnie w brzuch to sie poczuje instynkt itp. Inna moja pracownica jest w ciąży w siódmym miesiącu i kiedyś jak plód kopał to zaproponowała tej drugiej żeby położyła jej ręke na brzuchu i poczuła. Zobaczyłam minę koleżanki i pomyślałam - moja krew. Nie rajcują jej takie rzeczy i jak sama potem przyznała, takie ruchy pod skórą kojarzą się jej z Obcym (jak i mnie).

Dziewczyna nie pytała mnie o żadne rady bo jest mądra i wie że to jej życie i jej decyzja. Wyraziłam opnię, a jakże, że powinna się kierować tylko swoimi pragnieniami, nie tym czego chcą rodzice, teściowie czy mąż. Dziecko się ma na całe życie i ono to całe życie zmienia raz na zawsze. To nie jest decyzja typu: ach, przefarbuję włosy na blond i zobaczę, jak się będę źle w tym czuć to sie przefabuję z powrotem. 

Ona głównie martwi się że mąż by ją zostawił. I nie, nie dlatego ze "sobie rady sama nie da" itp. Po prostu kocha go. Bardzo fajna z nich para. Ona jest bardzo ambitna, chce być supervisorem, potem menadżerem, chce iść w tym samym kierunku co ja: revenue. Powiedziała że zna wiele kobiet w moim wieku i starszych, bezdzietnych, które są szczęśliwe, spełnione, często w związkach. To ją jeszcze bardziej przekonuje że kobieta nie musi być matką bo takie jej przenaczenie, jak wciska jej mama. 

Osobiście zauważam że więcej jest kobiet które dzieci mieć nie chcą, niż mężczyzn którzy nie chcą. Pewnie dlatego że życie mężczyzny, jakkolwiek jest on zaangażowany w wychowanie, się tak nie zmieni. I nie kupuję tego gadania: jesteśmy z żoną w ciąży. Dopóki facet nie będzie w tej ciąży chodził i rodził, to niech głupot nie gada. Mężczyźni nie rujnują swoich ciał, zdrowia, karier - jak kobiety. I jak się jakiemuś zachce odejść, to następna go zagospodaruje, jakimis alimentami rzuci - albo i nie - i tyle.

Uważam że moja znajoma się w końcu ugnie i to dziecko będzie mieć. Dla świętego spokoju i dla faceta.

Cytaty pochodzą z Wysokich Obcasów.

sztucznefiolki

Zdjęcie: Sztuczne Fiołki

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • lifebreath

    Oczywiście, że prawdą jest że stwierdzenie "jesteśmy w ciąży" to jakaś ostra głupota. Nie wiem jak można tak mówić. I jak słyszę, że mężczyźni mają jakieś "symptomy ciąży" (czyli np. poranne mdłości) bo tak kochają swoją ciężarną żonę - to mam ochotę zabić się własną pięścią.

    Obserwuję co się dzieje w Polsce, wielu moich znajomych zdecydowało się na dzieci, ale dość dużo zrzuciło prawie całą odpowiedzialność za dzeci na swoje partnerki. Ich życie (partnerek) zmieniło się diametralinie - życie moich kolegów - tylko troszkę. Często jest tak, że kobiety nie mają czasu dla siebie prawie wcale, a "facet" się obrusza, że dlaczego niby nie może w niedzielę "jak zawsze" grać z kolegami w piłkę. Paranoja.

    Presja społeczna w tym temacie jest straszna, a dziwi to jeszcze bardziej, że taka presja - z tego co piszesz - występuje też na "Małej Wyspie". Jak mieszkałem w UK to nie widziałem tego w Anglii (mieszkałem tylko w Anglii, nie zapuszczałem się ani do Szkocji ani do Walii). Mam jednak wrażenie, że rodziny angielskie są "zimne" - to konglomerat interesów, a nie rodzina w takim znaczeniu jak ja to rozumiem.

    Ja w tym moencie nie wyobrażam sobie posiadania dziecka. Trochę ze względów zdrowotnych, a trochę też dlatego że planuję opuścić kraj jak wszystko już wyprostuję w swoim życiu (duszę się tutaj). A wiele osób mi mówi, że mam taki fantastyczny kontakt z dziećmi (bo mam) i że powinienem sobie partnerkę znaleźć i "wreszcie" założyć rodzinę.

    Moja własna siostra powiedziała mi kiedyś w przypływie szczerości, że ją okłamano, że macierzyństwo jest piękne. Ona nie żałuje, ale mówi że przedstawia się macierzyństwo wszem i wobec jako spełnienie kobiety itp. a dla niej (dla siostry) pierwsze półtora roku życia pierwszego dziecka to był koszmar. W dodatku większość obowiązków związanych z dziećmi to jej odpowiedzialność.

    Ogólnie: z jednej strony szkoda, że w XXI wieku taka silna jest presja na realizowanie się dalej tylko w ten sposób. Ale szkoda również że przemyślenia co do posiadania bądź nie posiadania dzieci mają zazwyczaj osoby ponadprzeciętnie inteligentne, a patusy jakoś nie bardzo.

  • Gość: [Monika z Donegalu] *.static.chello.pl

    Jest też jeszcze jedna kategoria matek. Takich jak ja. Nie z powołania ale też nie żałuących decyzji o dziecku. Nasz syn był planowany, a ja do dziś nie czuje jakiegos strasznego instynktu macierzynskiego. Jego życie dostosowuje do naszego, a nie odwrotnie. Tzn wiadomo pewne rzeczy sie zmienily, ale nie odwróciły naszego świata do góry nogami. Jest czas na rozrywki, podróze, kariere i hobby. Da sie to wszystko pogodzić jeśli sie chce (i dziecko jest zdrowe) a dodatkowo wychowujemy samodzielnego i mądrego mężczyznę, w środowisku gdzie mama spełnia się zawodowo, a nie przy garach ;)

  • ewazdublina

    Lifebreath, akurat ta znajoma to Rumunka. Z tego co obserwuje to Irlandczycy nie maja takiego parcia na rodzenie.

  • ewazdublina

    Monika, tez znam takie :)

  • Gość: [Jaro] *.stansat.pl

    mam całkiem inne zdanie na ten temat. Ale uważam, że faktycznie nie każdy musi mieć dzieci. Poniżej wklejam linka konta cartiasu, gdzie można wpłacać jakieś całkiem groszowe kwoty żeby pomóc ludziom w Syrii i Libanie (w tym również dzieciakom). Mam nadzieję, że nie łamię w ten sposób jakichś niepisanych zasad tego forum, ale cel jest całkowicie uczciwy.

    rodzinarodzinie.caritas.pl/

  • Gość: [dvt] *.dynamic.dsl.as9105.com

    Czytalam ostatnio bardzo interesujacy tekst o mieszkancach dawnej Babilonii, ktorzy uwazali, ze celem i sensem zycia kazdego czlowieka jest posiadanie potomstwa. Tym samym osoby niesparowane czy bezplodne byly uwazane za ulomne, a ich zycie za nieszczesliwe. Chyba nikt sie wtedy nie zastanawial na powolaniem ;) A dzis, jakby zrobic bardzo szczera ankiete wsrod swiezo upieczonych rodzicow, to zakladam sie ze z 50 % jak nie wiecej przyznaloby sie do braku tegoz powolania. Babilonczycy przynajmniej uznawali rozwody, darzyli seks aprobata, akceptowali gejow i pozwalali kobietom na prowadzenie biznesow, wiec mozna im to zaczadzenie dziecmi wybaczyc :)

  • ewazdublina

    Dita a propos zalu nad osobami bezdzietnymi - sasiadka mojej mamy kiedys pytala ja co u mnie slychac, mama jej na to ze mam dobra prace, duzo zarabiam, jezdze czesto na urlopy, a ona na to ze smutkiem w glosie: no tak, a co ma robic biedna, po rozwodzie, bez dzieci...

  • beacon1234

    Wlasnie przeczytalam ten artykul w WO.I absolutnie uwazam ze to kwestia wyboru .Kobieta powinna uczciwie (tak jak Ty to uczynilas)I jasno okreslic swoje priorytety.Zadnych presji rodzicow ,sasiadek ,kolezanek czy spoleczenstwa (500+lol)
    Ja jak wiesz mam syna.Calkowicie zaplanowanego z nalezyta oprawa.Byl wyczekiwanym dzieckiem .Jego urodzenie to najlepsza decyzja w moim zyciu.Kocham go ale tez daje mu przestrzen.W tym momencie jest juz zonaty I on ktory kiedys nie bardzo opowiadal sie w temacie posiadania potomstwa zmienil zdanie .Zona jeszcze przez slubem postawila sprawe ze pragnie rodzic:-) i to nie jedno tylko co najmniej trojke (sama ma jeszcze dwie siostry).Wydaje sie jednak ze ta liczba zostanie zredukowana!!;-) .Za obopolnym porozumieniem :-)Faktem jest ze to ja troszke bylam oburzona .ze jeszcze przez slubem zazadala aby moj syn sie przebadal w kierunku plodnosci.No coz ...przynajmniej wie czego chce I jest klarowna.:-).
    Pamietam ze Ty rowniez kiedys mialas taki moment ze zmienilabys swoje zdanie na ten temat .
    U Mnie juz nie ma dylematow ..the biznes is closed :-)

  • ewazdublina

    Evka, to co kiedys 10 lat temu pisalam na blogu pod wplywem rumu nie moze byc brane na powaznie ;) MOj pierwszy blog byl bardziej kreatywna pisanina niz tym co ja sama soba przedstawiam. Na poczatku tylko. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zadalabym od partnera badan plodnosci przed slubem. Bierze sie slub z czlowiekiem na dobre i zle, a nie z krowa badz bykiem rozplodowym. Szczerze - jakby mnie narzeczony poprosil o takie badanie to bym zerwala :) No ale kazdy ma inne podejscie do tematu ;)

  • beacon1234

    Ach he pragmatyczne Amerykanki lol.:-)
    Jak juz wspomnialam ja tez mialam mieszane uczucia ale nie buntowalam I nie ingerowalam.
    Razem musza stawiac czola zyciowym sytuacjom I uczyc sie siebie nawzajem. Ona jest cudowna ale tez nie pozbawiona wad. On tez .Musza tak dzialac aby spotykac sie posrodku drogi.W kwestii dzieci I nie tylko .I tyle.
    I tylko I az :-)

  • ewazdublina

    :)

  • Gość: [Ania] *.dynamic-zab-07.vectranet.pl

    poruszyłaś ciekawy temat i w sumie powinno więcej się o tym rozmawiać i uświadamiać o wolnym wyborze...wiele z moich znajomych decydowało się na dzieci pod wpływem presji wieku, rodziny, wizji cukierkowej rodziny z reklam itd....oczywiście większość z nich kocha swoje dzieci, ale przytłoczenie obowiązkami, brak współpracy małżonków, brak dobrej organizacji czy choroba dziecka stają się przyczynami małego koszmaru...każdy powinien znać swoje możliwości, swoją wytrzymałość, psychikę, popatrzeć na to wszystko realnie...
    Ja akurat jestem z tych co nie mają, nie chcą, nie czują instynktu macierzyńskiego itd..ok, może jakby się urodziło pokochałabym, może..., dogaduję się z dziećmi i generalnie jak by nie było wyjścia może i spełniłabym się w tej roli?...jednak są poważne ale:
    - kwestia wolności i świętego spokoju (wolność wyborów, podróży itd, wizja, że wracam po ciężkim dniu do domu, a tam czeka nawet najwspanialsze dziecko, które trzeba oprać, nakarmić i odpowiedzieć na milion pytań mnie przeraża, kocham ciszę i chwile, kiedy nikt nic ode mnie nie chce...),
    - odpowiedzialność i empatia (nie mam łatwego charakteru, więc mogłoby być różnie, a jednocześnie posiadając dziecko chciałabym być prawdziwym rodzicem, a nie takim, który ucieka w pracę i widzi swoje dzieci tylko 2h wieczorem i dziwi się skąd dzieci mają problemy),
    - sytuacja finansowa/służba zdrowia itd - kolejne realne ograniczenia - ok, można mieć szczęśliwą rodzinę bez milionów na koncie, ale przy chorej służbie zdrowia przy chorym dziecku bym pewnie sama potrzebowała szpitala...
    Jest jeszcze kilka ograniczeń, natury fizyczno-psychicznej, ale nie chcę już o tym mówić i racjonalnie mówiąc, nawet jak czasem pomyśli mi się, że fajnie byłoby przytulić maleństwo, to jest zbyt wiele realnych powodów, alby na to się nie decydować.
    Dlatego też apeluję do wszystkich agresywnych pro dziecięcych środowisk - miejcie trochę więcej empatii, zrozumienia dla bezdzietnych, a przede wszystkim szacunku, bo znając swoje ograniczenia i potrzeby podjęliśmy o wiele lepszą decyzję, niż Ci, którzy na siłę mają dzieci, a nie potrafią się tym cieszyć ani tych dzieci właściwie wychować na porządnego i szczęśliwego CZŁOWIEKA.
    Pozdrawiam :)

  • ewazdublina

    Ania, bardzo ladnie i wyczerpujaco napisane, nic dodac nic ujac :) Pozdrawiam!

  • Gość: [Jaro] *.stansat.pl

    jak się ma się ma dzieciaki to się wchodzi na 3 razy większe obroty i tym prostym sposobem starcza czasu na wszystko. Czyli: spotkanie z kolesiami raz na rok albo i rzadziej, ochlejstwa jak wyżej albo wcale, sport jak wyżej albo wcale, na wakacjach: zamiast leżeć i się byczyć latasz za jednym, drugim, trzecim albo za wszystkimi naraz. Do tego uodparniasz się na wrzaski. Są również inne tego strony: w robocie lejesz na problemy, szefa i firme bo problemy domowe są ważniejsze; jak szefu cie opieprza to nawet nie słuchasz bo masz inne problemy, dodatkowo widzi, że masz w dupie jego wrzaski. Za to jesteś bardziej asertywny jeśli chodzi o zarobki, płatne nadgodziny bo kasa staje się dużo bardziej ważna. No i generalnie priorytety są oczywiste: rodzina a nie jakieś tam pierdoły. Tak spójrzcie na to dziewczyny.

  • ewazdublina

    Jaro, dla mnie sprawa jest prosta. Chcesz dzieci - miej je. Nie chcesz - nie miej. Nie chodzi o przekonywanie tych co nie chca jak jest fajnie miec, albo odwrotnie.

  • tessa37

    Jaro, tak, jasne...chyba, ze nie;)
    znam mase matek, ktroe absolutnie dzieci nie powinny miec, ani nie sa lepiej zorganizowane, ani bardziej asertywne, a. zapuszczone, zgorzkniale i agresywne.
    Kazdy powinien wybrac to, na co ma ochote, nie to co, idiotyczne "normy spoleczne" narzucaja.
    Co do rozmow o potomkach przed slubem, uwazam, ze to wazne (znam pary, ktore sie nie dogadaly i jest to teraz duzy problem), ale uzaleznianie tego, czy z kims sie jest tylko od tego, czy jest plodny, czy nie uwazam za absolutne "no go"...

  • lifebreath

    Przeczytałem wszystkie komentarze pod tym wpisem i wydaje mi się, że problem jest zwyczajnie taki: zbyt mało osób zastanawia się jak *naprawdę* chcą żyć, a zbyt wiele osób ulega presji, ulega namowom, bądź też realizuje w swoim życiu wzorce znane z najbliższego otoczenia.

    Dla mnie największą wartością zachodniej kultury jest właśnie skupienie na sobie, nie na narodzie, czy innej grupy - skupienie się na własnym, egoistycznym szczęściu. I szkoda, że tak mało osób ma siłę być nonkonformistami, szkoda że tak mało osób wspiera innych w wyborach "pod prąd".

    I często mam wrażenie, że ludzie podejmujący decyzje "inne niż wszyscy" czują presję by się tłumaczyć dlaczego akurat tak.
    (A już granie na emocjach, które można było zauważac w kampanii społecznej w Polsce jakiś czas temu - to ogólnie żenada przebijająca wszystko poziomem).

  • ewazdublina

    Lifebreath, masz absolutna racje :)

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci