Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Nadzieja umiera ostatnia

ewazdublina

Od dłuższego już czasu nurtuje mnie tematyka zaginięć. To temat bardzo smutny i trudny. Ktoś wyszedł z domu i przepadł bez śladu. Dziecko bawiło się na podwórku i nagle go nie ma. Poszukiwania, śledztwo, apele w mediach i nic, jak kamień w wodę. Kiedy umrze bliska osoba, czy to smiercią naturalną czy w wypadku, czy nawet wskutek zabójstwa - to straszna tragedia. Ale wydaje mi się że dużo gorzej jest kiedy nie wiadomo co się stało. Kiedy ciągle czeka się na cud, kiedy człowiek wyobraża sobie co mogło się wydarzyć albo co się ciągle dzieje.

Kiedy miałam 20 kilka lat, mój drugi z kolei narzeczony wyjechał robić biznes w RPA. Po to by mieć z nim kontakt kupiłam telefon komórkowy który wtedy był szczytem luksusu. Rozmowy były drogie ale lepsze to niż faksowanie listów. Niby to tak niedawno a komunikacja była niesamowicie organiczona w porównaniu z dniem dzisiejszym. Narzeczony ciągnął mnie tam na stałe, ja powiedziałam że w Afryce mieszkać nie będę i albo ja albo RPA. W końcu ustaliliśmy że on kupi mi bilety lotnicze i przylecę na 3 tygodnie żeby zobaczyć jak tam jest. Powiedziałam szefowi o tym że potrzebuje długi urlop i nie było z tym problemu. Ale nagle kontakt z narzeczonym sie urwał. Przestał dzwonić.

W pierwszej chwili pomyślałam - odwidziało mu się, może kogoś poznał, krzyżyk mu na drogę. Byłam tylko zdziwiona bo znając go przypuszczałam że po prostu powiedziałby mi o tym i tyle. Nie był osobą która się tak zachowuje. Po tygodniu ciszy skontaktowała się ze mną jego mama. Okazało się że do niej też się nie odzywa.

Jego telefon nie odpowiadał, w sumie obie tak naprawdę nie wiedziałyśmy o nikim z kim się tam przyjaźnił i do kogo mogłybyśmy się zwrócić. Oczywiście  miałyśmy jego adres więc jego brat pojechal tam sprawdzić co i jak. Na miejscu okazało się ze W. razem z kolegą pojechali załatwiać coś mając przy sobie sporo gotówki i już nie wrócili. Skracając całą historię - szukano go na wiele sposobów przez mniej więcej 10 lat. Jego mama sprzedała kamienicę żeby opłacić przeróżnych detektywów. Już kiedy byłam w Irlandii brat W. odnalazł mnie na fejsbuku i zawiadomił ze wreszcie sprawa się wyjaśniła. W Mozambiku znaleziono wrak samochodu a w nim szczątki które okazały sie pozostałością po W. i jego kumplu. Zostali zastrzeleni. 

Ta cała historia poskutkowała tym że bardzo nie lubię kiedy wiem że ktoś miał gdzieś być o określonym czasie i go nie ma. Kiedy C. mówił że wychodzi z pracy o piątej a o ósmej go nie było w domu, to odzywała się trauma i musiałam zadzonić żeby sprawdzić czy żyje. Wyjaśniłam mu czemu bo nie chciałam żeby myślał że go kontroluje. Niech mi powie że wyjeżdża sobie na 5 dni, nie obchodzi mnie gdzie i z kim. Chcę tylko wiedzieć ze nie zniknął nagle w niewyjaśnionych okolicznościach.

Może z powodu takich doświadczeń tematyka zaginięc mnie interesuje i mam do niej emocjonalne podejście. Każdy przypadek odnalezienia osoby zaginionej mnie cieszy ale i przeraża, bo często taki ktoś padł ofiarą jakiegoś świra. W tegorocznej edycji Britain's got talent wystąpił chór o nazwie "The missing people choir", złożony z rodziców którym zaginęło dziecko. Podczas występu w tle pojawiły się zdjęcia zaginionych. Miałam łzy w oczach przy każdym występie. Poźniej przeczytałam że jedno z dzieci się odnalazło - chłopak zobaczył się w programie i skontaktował z rodziną. Nie podano żadnych detali ale wywnioskowałam że to był uciekinier a nie ofiara przestępstwa.

Po tym przydługim wstępie dochodzę do sedna a więc do znakomitego serialu The missing (Zaginiony). Serial nie nowy bo z 2014 roku. Często na forach Filmebu go polecano więc w końcu zaczęłam oglądać i pochłonęłam 8 odcinków w 2 dni. Małżeństwo Brytyjczyków jedzie samochodem na wakacje do Francji. Samochód się psuje więc zatrzymują sie w jakimś miasteczku, w nie za pięknym hoteliku. Tony, ojciec, zabiera syna do zatłoczonego pubu, spuszcza na chwilę z oka i dziecko po prostu znika. Śledztwo nie przynosi rezulatów ale ojciec nie daje za wygraną. Po ośmiu latach trafia na nowy trop i powraca do Francji by szukać chłopca.

Przejmująco pokazano sytuacje rodziców którym zaginęło dziecko. Ból, rozpacz, obwinianie drugiej osoby, wreszcie rozpad małżeństwa. Pary które przeżyły taką tragedie przeważnie się rozstają. Kobieta zaczęła nowe życie, ma faceta, matkuje jego synowi. Mężczyzna popada w obsesję która go niszczy. Tony nie jest kryształowy, ma skłonności do przemocy, nie wydaje się być sympatycznym facetem. W swoim prywatym śledztwie sam posuwa się do przestępstw które osobiście usprawiedliwiam. Wciąż ma nadzieję że syn żyje, albo że przynajmniej dowie się prawdy. 

Aktor James Nesbitt nie gra Tony'ego, on jest Tonym. Co za kreacja. Po tym poznaję dobrego aktora - że nie gra postaci ale się nią staje. I wszystkie swoje emocje Nesbitt wyraził głównie oczami. Jest taka jedna scena kiedy Tony kogoś dusi i kamera pokazuje tylko jego oczy. Przed kilkanaście sekund widzimy w nich całe spektrum emocji, miałam gęsią skórkę oglądając. Wspaniała rola. Obok Nesbitta bryluje jeden z moich ulubionych aktorów Tchéky Karyo jako francuski policjant.

Serial mnie trochę przygnębił (na końcu łzy lały się no może nie strumieniem ale strumykiem), ale bardzo polecam wszystkim którzy lubią być wyciorani przez ciężką tematycznie historię. Dodam że chyba pierwszy raz na małym ekranie pokazano pedofila któremu się w jakiś sposób współczuje. To młody człowiek którego przerażają własne skłonności. Nie skrzywdził żadnego dziecka i zdecydował sie dobrowolnie na chemiczną kastrację. 

Powstał drugi sezon The Missing, opowiadający inna historię. Recenzenci piszą że jest jeszcze lepszy od pierwszego więc jak tylko sie "odtruje" eleganckim Downton Abbey który zaczęłam ponownie oglądać na Netflixie, na pewno się za niego zabiorę. 

The_Missing

Komentarze (19)

Dodaj komentarz
  • chiara76

    Wiesz, też jakoś przeżywam zaginięcie. Tym bardziej, że w dalekiej rodzinie P. pewna pani wyszła z domu (starsza kobieta, już babcia) i...nigdy jej nie znaleźli :( U Mamy w pracy znajomej mąż wyszedł z domu, zniknął, (ludzie okropne ploty na jego temat rozpowszechniali), okazało się, że padł ofiarą przestępstwa (zamordowano go dla kilku złotych dosłownie koło Stadionu Dziesięciolecia gdzie wyszedł kupić rękawiczki :(). Ja tego serialu, o którym Piszesz nie byłabym na pewno w stanie oglądać . Każde zaginięcie jest okropne, ale dziecka wiem, że nie byłabym w stanie tego obejrzeć. Pozdrawiam.

  • ewazdublina

    Chiara, prawda, bardzo ciezko sie takie seriale czy filmy oglada zwlaszcza jak chodzi o dziecko. Zaskakujace co piszesz bo wiele osob z ktorymi kiedykolwiek na taki teamat rozmawialo, powiedzialo mi o przypadkach zagineic w ich otoczeniu, czyli to nie jest takie rzadkie - niestety - zjawisko. Sprawdzalam statystyki i w samej Polsce liczby sa zatrwazajace i rosna, na szczescie wiele zaginionych osob odnajduje sie bardzo szybko i nie sa to przypadki gdzie doszlo do przestepstwa.

  • krisskala

    Niewątpliwie temat bardzo trudny i mający bardzo wiele aspektów. Niestety gdyby to prześledzić w historii świata, to takie sytuacje zawsze miały miejsce i zawsze się działy, skala obecna i tak jest o wiele mniejsza a poza tym dostęp do informacji jest błyskawiczny, więc zawsze są większe szanse...

  • tessa37

    Bardzo ciężki temat, szczególnie, jeśli chodzi o dzieci.
    Znam, bo niestety też w mojej rodzinie jest taki przypadek (podobny do historii Twojego narzeczonego, tyle, że nadal nie wiadomo co z nim), mam też znajoma, której brat przepadł jak kamień w wodę:(
    Czy ten serial to ten zainspirowany historią Maddy?
    Jak jak piszesz, śmierć bliskiej osoby, to największa tragedia, ale takie zaginięcie to jeszcze gorszy dramat, taka niepewność.
    Mam podobnie, Jestem bardzo tolerancyjna (bo tez sama tego oczekuje), ale mam szacunek do uczuc i lekow drugiej strony i tez tego oczekuje. Na szczescie H.widzi to tak samo.

  • marga77

    nie obejrzę, mój narzeczony też wyszedł z domu i nie wrócił, nie zaginał wprawdzie, ale zginał tragicznie, stad tez i mój strach gdy Misiek nie wróci o tej godzinie, o której miał wrócić, nie jesteśmy z tych ludzi, którzy muszą do siebie codziennie dzwonić czy esemesowac, robimy to w momencie kiedy jest coś na prawdę bardzo ważnego do przekazania, nie opowiadałam tez mojemu mężowi o traumach z przeszłości, nie mniej jednak raz jeden kiedy był u przyjaciół i nie było go do późnego wieczora z powrotem, zadzwoniłam i nie udało mnie się ukryć histerii w glosie, i po powrocie powiedziałam dlaczego tak panikuje, od tej pory gdy coś się u niego przedłuża, daje znak życia, a ja jestem spokojna ... mam wrażenie, że taka niewiedza o losach bliskiego człowieka, o ile to możliwe, jest gorsza od wiedzy, ze ten człowiek nie żyje ...

  • ewazdublina

    Krisskala, niestety to sie zawsze dzialo i bedzie, racja.

  • ewazdublina

    Marga :(

  • ewazdublina

    Tessa, nie, serial nie ma nic wspolnego z Maddy.

  • lifebreath

    Ten człowiek, który zostawił syna w pubie - zostawił go pod opieką konkretnej osoby, czy po prostu posadził gdzieś i kazał czekać?

    Dużo się zastanawiałem na temat "łączności" - wiadomo, dziś dzięki telefonom, internetowi jest to znacznie łatwiejsze niż choćby 20 lat temu. Kiedyś ludzie mogli co najwyżej pisać do siebie listy, ale jedno się nie zmieniło. Już w sekundę po napisaniu listu, czy też po odłożeniu słuchawki może zacząć dziać się "coś niedobrego". Dla własnego komfortu staramy się o tym nie myśleć (by nie zwariować) i przyjmujemy że nadal jest wszystko ok, bo przecież "rozmawialiśmy wczoraj", "dzwonił w zeszłym tygodniu".

  • ewazdublina

    Lifebreath, akcja toczy sie najpierw w 2006 roku podczas mistrzowstw swiata w pilce noznej w 2006 roku, o ile sie nie myle to w tym pubie akurat lecial finalowy mecz Wlochy Francja, wiec byly tlumy. Ojciec chcial sie przecisnac do baru i trzymal syna za reke, ale on sie puscil. Ojciec spuscil go z oka doslownie na pol minuty. Fakt ze byly tlumy wszedzie, na zewnatrz i na ulicy, nie ulatwial szukania.

  • Gość: [troll30] 47.199.135.*

    Ja wiele razy, natykajac sie na temat zaginionych osob, zastanawialam sie jak z czyms takim zyc, a juz szczegolnie jak zyc gdy zaginie dziecko. Sama jestem matka i nie potrafie sobie wyobrazic jak funkcjonuja w takich sytuacjach rodzice. Smierc dziecka jest tragedia ale zaginiecie to jak zycie bez powietrza.

  • ewazdublina

    Troll30, mimo ze nie jestem matka to potrafie sobie wyobrazic jaka to tragedia dla rodzica. Tez sie zastanawialam jak potem zyc? Ale ludzie sa silniejsi niz sie im wydaje.

  • beacon1234

    Zawsze prosze o odzew i sama tez tego przestrzegam .Wystarczy zwykle OK i juz jestem spokojniejsza.Mam wrecz obsesje na tym punkcie .Tutaj wiele sie slyszy o tego typu zniknieciach.

  • ewazdublina

    Czasem to mysle ze ludzie powinni byc zaczipowani...

  • beacon1234

    Ja mysle ze to nas czeka wczesniej czy pozniej .Niestety z tym bedzie sie wiazac wiele naduzyc.Ale to juz inny temat.

  • ewazdublina

    Oj tak, wszystko ma swoje "zady i walety " ;)

  • carmen_v

    O tej tematyce czytałam kiedyś bardzo ciekawą i też niestety smutna książkę "Nikt nie widział, nikt nie słyszał" Małgorzata Warda. Polecam.
    Ostatnio widziałam na TVP1 fragment programu o osobach zaginionych więc może w tym temacie znowu coś się dzieje. Niestety nie wiem czy to jest cykl czy był to pojedynczy program.
    Zacziypowania mimo wszytko bym nie chciała ;) Już same wszędobylskie kamery są dla mnie nieco irytujące ;)

  • ewazdublina

    Carmen_v - ja uwazam ze jak sie nie ma nic do ukrycia to sie nie powinno miec nic przeciw inwigilacji :) niestety w takich czasach zyjemy, prywatnosc prywatnoscia ale zagrozen na kazdym kroku jest za duzo zeby ja chronic.

  • carmen_v

    Ja nie mam nic do ukrycia, ale mimo wszytko lubię tą poza kamerową i poza chipową odrobinę wolności ;) Być może to wynik zbyt dużej ilości przeczytanej i obejrzanej fantastyki ;)

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci