Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

W małym miasteczku za oknem

ewazdublina

Dopóki nie zamieszkałam na (prawie) wsi nad rzeką, nie zdawałam sobie sprawy jak obserwowanie przyrody i ptactwa absorbuje. Kiedyś człowiek przychodził do domu i sobie siedział w salonie, oglądając filmy, czytając książki czy pisząc bloga. Teraz człowiek usiłuje to robić ale wzrok leci w stronę okien a tam ryby w rzece skaczą nad powierzchnię, łabędzie pływają a krowy się poją no i jak tu się skupić na czymś innym ;)

Home_Sweet_Home

Home_Sweet_Home

Pod koniec zimy kupiłam karmniki dla ptaków i powiesiłam na drzewach które rosną przy bocznym wejściu do budynku, i które widać z moich okien. Początkowo może jeden, dwa ptaki z nich jadły, więc myślałam że wielkie pudło z pokarmem w postaci 100 kul wystarczy mi na rok. Ale gdzie tam. Karmniki szybko stały się niezmiernie popularne i kiedy tylko nie spojrzę zawsze są przy nich głodomory w ilości od 2 do pięciu sztuk. Wiem że teraz nie ma już potrzeby dokarmiania ptactwa ale jak tu nic nie dokładać do żłobu skoro ptaki siedzą w rządku na poręczy i się nam patrzą w okna kiedy karmnik pusty? Tak więc do listy zakupowej dołaczyło ptasie jedzenie a do rutynowych obowiązków uzupełnianie karmników. 

karmnik

karmnik

Koty uwielbiają obserwować jak ptaszki jedzą a ja przyznam się również. Rozpoznaję stałych bywalców, na przykład jest taki jeden wróbel który dziobie inne po głowie żeby sobie zrobić miejsce. Niedawno kiedy pojawiły się maluchy, rodzice zabierali je na wyżerkę. Dzieci siedziały na gałęzi w rządku jak w animacji Pixara, a rodzice pokarm z karmnika wkładali im do dzióbków. 

rudzik

Jeden z młodych ptaszków wylądował na naszym balkonie podczas nauki fruwania i zaplątał się w siatce która uniemożliwia kotom wydostanie się na zewnątrz po progu jaki biegnie wzdłuż budynku. C. był akurat w domu i wyplątał ptaszka. Chwilę go trzymał zawiniętego w ręcznik i głaskał go po glówce by go odstresować, a potem wyniósł go na dwór i posadził na poręczy. Po kilku minutach rodzice pojawili się przy ćwierkającym rozpaczliwie maluchu, pogadali sobie z nim ;) i wszyscy razem odlecieli a więc eskapada dobrze sie skończyła. 

pliszka

Moim ulubieńcem jest Rocky, ptak którego nazwaliśmy tak bo przeważnie siada na czubku skały wystającej z rzeki. To pluszcz zwyczajny (po angielsku dipper) - jak dla mnie to on taki zwyczajny nie jest bo uwielbia sobie pływać i nurkować. Kiedy zaczęłam go obserwować po raz pierwszy, myślałam ze popełnia właśnie samobójstwo bo skoczył ze skałki w wodę i nie było go widać długi czas. Już się zastanawiałam czy mam biec, wyławiać i reanimować ;) kiedy Rocky pojawił się na powierzchni i zaczął płynać do kamienia używając skrzydeł jak wioseł. Rocky kiedy nie pływa wykonuje non stop przysiady, jakby cały czas ćwiczył na mięśnie pośladków ;)

Niespecjalnie znam się na gatunkach ptaków ale ciąglę się uczę, wynajdując nazwy tych które widzę za oknem. A tam fruwają różne rodzaje pliszek - white wagtail (z nieco kościotrupią główką) i grey wagtail (żółto-szara), sikorki, rudziki, wydaje mi się że również zięby oraz oczywiście wróble, gołębie, gawrony i takie które nie wiem kto zacz. Bardzo rzadko pojawia się przelotem kingfisher (po polsku chyba zimorodek).

koty

Z większych okazów to oczywiście czapla która jest stałym rezydentem oraz para łabędzi. Łabędzie rok temu miały 7 małych z których niestety przetrwały tylko dwa. Kiedy dzieci dorosły, rodzice wygonili je ze swojego rewiru za most. W tym roku wykluło się aż 9 łabędziątek i na dzień dzisiejszy jest już tylko 6. Jeden z nich to wielki indywidualista. Kiedy wszystkie zaczęły pływać, on jeden wciąż jeździł na mamie niczym radża na słoniu. A jak już pływa to zawsze na końcu, zawsze sie odłącza od reszty a potem piszczy i panikuje. Nawet jak małe śpią to pięć sie do siebie przytula a ten jeden osobno. Oczywiście jest moim ulubieńcem ;)

czapla

Oboje z C. bardzo sie stresujemy malejącą liczbą łabędziątek i liczenie ich jest czynnością obowiązkową, jak również powiadomienie drugiej osoby o obecnym stanie. Wczoraj miałam spotkanie służbowe kiedy C. zadzwonił więc wyszłam by odebrać. Okazało się że dwa łabędziątka są same na kawałku lądu zaraz pod naszym balkonem, a reszty ani widu ani słychu. C. postanowił stać na czatach (a raczej siedzieć przy oknie) i pilnować by małym się nic nie stało, bo nie tak dawno byliśmy świadkami jak wydra usiłowała się do całej grupy zbliżyć pewnie w niecnych zamiarach, ale rodzice przegonili ją sykiem i machaniem skrzydłami. Po jakimś czasie dwóm małym sie znudziło czekanie bo z piskiem ruszyły do rzeki. C. zadzonił do mnie ponownie żeby mi o  tym powiedzieć i niestety nie chciał posłuchać mojej sugestii by wszedł do rzeki i podążył ich śladem.

 labedzie

 labedzie

Wróciłam na spotkanie i może po 10 min C. dzwoni znów - rodzice i cała szóstka sa znów razem. Przeprosiłam wszystkich obecnych i powiedziałam że to była sprawa nie cierpiąca zwłoki ;) 

Na koniec wypada też wspomnieć o wołach które pasą się na drugiej stronie rzeki i nietoperzach mieszkających w tunelu pod naszym budynkiem. 

krowy

Komentarze (12)

Dodaj komentarz
  • Gość: [dvt] *.dynamic.dsl.as9105.com

    Mysmy ostatnio w pracy sie rzucili do okien bo jakis rzadki ptaszek sie pojawil, z czerwonym brzuszkiem. Potem wszyscy googlowali, co to za gatunek. Lis z parkingu niestety przepadl bez wiesci.

  • lifebreath

    Zazdroszczę ;)

    Ja tak zacząłem obserwować przyrodę - szczególnie kaczki, zimorodki, a czasami (chyba) czaple (albo może żurawie?) gdy pracowałem w "parku biznesowym", który nie bez powodu był parkiem. Dużo drzew i ogólnie bardzo dużo zieleni. Do tego mały staw pośrodku tego wszystkiego. W PL nie wiem czy taki staw nie przepadłby w momencie planowania (tam spokojnie by się zmieściły dość duże budynki). Z kaczkami się bardzo zaprzyjaźniłem. I było mi smutno jak widziałem jak (chyba sum) wciągnął małą kaczkę pod wodę...

    W Lodndynie mieszkałem m.in. w dzielnicy gdzie kiedyś były doki i tam obserwowałem ptactwo żyjące na pozostawionych kanałach :) A już spotkać lisa w okolicy gdzie mieszkali znajomi (2/3 strefa na północy) to nie było nic tak niezwykłego...

    Dziwne, że w Polsce w moim (dużym) mieście mam wrażenie, że tej przyrody jest jakoś mniej. Może i zieleni nie jest mniej, może i teraz mam jerzyki za oknem, ale ogólnie mam takie wrażenie że pod względem "zwierzęcym" jest tu jakoś pustawo...

  • tessa37

    Pieknie:)
    My teraz mamy las za oknem, w przyszlym mieszkaniu będzie on ciut dalej, a w poblizu "tylko" ogrody, pola i łąki, ale mieszkania w srodku wielkiego muasta juz sobie nie wyobrażam; )
    Widze, ze C .jest wrażliwy jak moj H., ktory ostatnio pi deszczu....slimaki przenosił;) O ratowanych ptakach nie wspomne:) Jedynie do wytepienia os z naszej skrzyni na zaluzje sie przekonal, po tym jak zobaczyl, jak zabijaja i zżeraja one pszczoly...
    Nie wiedziałam, jak bardzo (choc, ze tak, to czułam) brakuje mi natury i świeżego powietrza, zanim die rowno 8 lat temu nie przeprowadzilam do mojej palacowi-zamkowej "wioski":)

  • ewazdublina

    Dita, i znalezliscie jaki to byl gatunek?

  • ewazdublina

    Lifebreath, jakbys kiedys przebigl moje stare posty z tagem Irlandia to znajdziesz wspominki z poprzedniego miejsca zamieszkania, gdzie pod balkon podchodzily mi lisy i sarny :) Lisy w Dublinie natomiast, w samym centrum to juz normalka. Obcowanie z przyroda uspokaja i nastawia pozytywnie :)
    Tez mi smutno kiedy widze takie przypadki, ja nawet fimow przyrodniczych nie ogladam bo nie moge patrzec jak jeden gatunek zabija drugi, ale to w koncu "circle of life" i naturalna selekcja. Mimo to - przykro.

  • ewazdublina

    Tessa jakby C. nie mial takiego stosunku do przyrody i zwierzat jak ja to bysmy z soba nie byli :)

  • marga77

    jak u mnie przed tarasem wygląda, widziałaś, wiosną i latem, kiedy jest już totalnie zielono, życie na przytarasowych drzewach kwitnie od bladego świtu do późnej nocy, a w tym roku i w nocy, bo znowu, jak przed trzema laty, mamy rodzinę puszczyków, mieliśmy też pustułki, no i od początku parę kruków, kłócących się ciągle ze srokami, jednym zdaniem życie kwitnie i świergoli, stąd też taras jest moim ulubionym miejscem od wiosny, do jesieni, że o kotach nie wspomnę ;) dwa lata temu Kot Sajmon, z którego w temacie łowów wychodzi jego syberyjska część, złapał młodego, ale już samodzielnego kosa, którego Misiek wydarł mu z paszczy (Merlin na ten widok uciekł :D w końcu Królewiczek jest c'nie? a nie jakiś tam kot :D) wsadził do pudełka, które przykrył ręcznikiem, przedtem sprawdził całość ptaszka, gdzie głaszcząc go uspokajał, ptaki mają słabe serducha i ze strachu mogą paść na zawał, i po tym jak się kos uspokoił, sobie sam z siebie, Miśka się w ogóle nie bojąc, odleciał, przyklejona przez ten cały czas do tarasowej szyby w tarasowych drzwiach, które Misiek oczywiście zamknął, kocia morda, Kota Sajmon, bezcenna!!! :D
    jak pomyślę, że za dwa lata czeka mnie pięć hektarów wszelakiego ptactwa i zwierzyny, i żadnego człowieka, to kociokwiku z radości dostaje :D

    łabedziowemu świrowi się Wam nie dziwię ;) taka rodzinę łabędzią widziałam na Motławie będąc teraz w Gdańsku, jedząc na tarasie hotelu kolację i jak na zawołanie, bo widząc malucha płynącego na rodzicu, mało się ja z zachwytu nie zapiszczałam, łabędzi rodzic na moich oczach wymienił pasażera, niestety, aparat, a nawet i telefon, zostawiłam w hotelowym pokoju :(

  • tessa37

    :)
    Dla mnie to tez jedna z wazniejszych cech charakteru H., wazne tez, ze uwielbia koty, a koty jego;)
    My w tym roku korzystamy jeszcze w pelni z ogrodu, ale tez sie ciesze bardzo na taras i widok z okien w przyszlym mieszkaniu, nawet bez rzeczki z labadkami pod nim;) Najwazniejsze, ze wsrod natury, jak wjezdzam do FFM (w tym tyg. spotylam sie tam z "moimi" dziewczynami i bardzo sie na to ciesze, ale rownie bardzo bede sie cieszyc wracajac;) i pomysle, ze mialabym tam mieszkac nadal, to mi sie cos robi, fakt, sa tez fajne miejsca, od czasu do czasu moze byc, ale nie na stale, absolutnie...

  • lifebreath

    To jak to jest, że UK (mieszkałem nie tylko w Londynie) taka ogołocona z lasów wydawała mi się... bardziej "zanurzona" w naturze niż Polska? Irlandia z tego co słyszę też jakoś inaczej jest zorganizowana...

  • ewazdublina

    Irlandia tez niby nie ma lasow ale zieleni, pol, lak, ogrodow itp jest mnostwo:) Anglicy nam lasy wyrzneli

  • lifebreath

    Anglicy to chyba ogólnie lubią wyżynać. Z tego co kojarzę (słabo) to chyba m.in. imć Cromwell sporo się wysłużył koronie w kontekście "wyżynania" w Irlandii...
    Ogólnie chyba to prawda, że my i Irlandczycy mamy wspólne to doświadczenie życia u boku bardzo potężnego sąsiada (my nawet dwóch). I ja mam wrażenie, że z Irlandczykami dogadywałem się znacznie lepiej niż z Anglikami. Jakaś taka inna "chemia".

    I chyba będę musiał cofnąć to co pisałem - tzn. że mało przyrody w polskich dużych miastach. Podobno (takie info dostalem od rodziny) duże miasta w Polsce przeżywają inwazję szczurów :) Jest nawet takie jedno, w którym szczurza populacja oceniana jest na ok 3 razy większą od ludzkiej...

  • ewazdublina

    Anglicy a Irlandczycy to jak woda I ogien :) Nie przepadam za Anglikami. Szkoci sa swietny I bardzo do Irlandczykow podobni z usposobienia.

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci