Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Czasem trzeba odejść

ewazdublina

Minął tydzień od kiedy zaczęłam nową pracę. Dla wielu moich znajomych fakt że zdecydowałam się opuścić miejsce gdzie spędziłam ponad 9 lat, gdzie zarabiałam więcej niż normalna stawka, gdzie miałam ugruntowaną pozycję i pewną władzę i nikt mi nie podskoczył ;) oraz gdzie wszystko inne było na plus - fajni ludzie, dobry dojazd, odpowiednie godziny - był tak niezrozumiały jak to że kiedyś mając własny dobrze prosperujący biznes i dużo pieniędzy zostawiłam wszystko i wyjechałam do Irlandii by zacząc od nowa.

W ciągu 9-ciu lat wyeliminowałam wiele stojących mi na drodze osób jak Cersei z Gry o Tron (choć nie tak brutalnymi metodami ;) i w końcu jak ona zasiadłam na tym tronie. Byłam zaangażowana emocjonalnie w to miejsce bo wyprowadziłam sprzedaż pokoi z prawie 0 do 100% i osiągnęłam wyniki jakich można pozazdrościć. Tamten hotel był jak dziecko które nie miało szans na przyszłość, a jednak dzięki mojemu zaangażowaniu, pracy i kreatywności wyrosło na nieprzeciętną osobę.

Zmagałam się z różnymi idiotami, dwulicowymi spryciarzami, podstępnymi krętaczami. Miałam kilku szefów których szczerze nie cierpiałam. Kłody rzucane pod nogi, zarówno przez inne osoby jak i przez sytuacje od nikogo niezależne, przeskakiwałam z mniejszą lub większą łatwością. Niestety mimo tego że moja działka czyli akomodacja z roku na rok pięła się w górę, to inne działy spadały w dół, a całość pływała po powierzchni dlatego że mój dział utrzymywał wszystkie inne. 

Nie będę Was nudziła szczegółami ale całość była do opanowania gdyby zostały powzięte decyzje których właściciel i mój szef - notabene bardzo sympatyczny człowiek którego bardzo lubię - nie chciał podjąć. Moja wielka wada to za duże zaangażowanie w to co robię zawodowo. Ktoś inny by wszystko olał. Rób swoje - mówiono mi, zostaw coś na co nie masz wpływu. Jak się wszystko rozpiepszy to idź gdzie indziej. Tymczasem ja wracałam do domu podminowana i nie mogłam przestać myśleć o tym jak to się rozpieprza na moich oczach skoro można temu zapobiec.

Na początku roku miałam poważną rozmowę z szefem i zapowiedziałam że jeśli pewne zmiany nie zajdą jak obiecał, to ja odchodzę. Więc dotrzymałam słowa i odeszłam. Głównie dlatego że w pewnym momencie uświadomiłam sobie że jestem jak jakaś żona którą mąż raz za czas walnie i nie jest przez to szczęśliwa, ale z powodu wygody, pieniędzy, tego że może ktoś inny będzie gorszy itp wciąż tkwi w toksycznym związku.

Moja znajoma z poprzedniej pracy miała taki sam dylemat. Po prawie 15 latach w tym samym hotelu mówiła mi - tu wiem jak wszystko funkcjonuje. Wiem gdzie jest moje miejsce i na co sobie mogę pozwolić, wszystkich znam, moją pracę mam w jednym paluszku, mam blisko do domu, nikt nie oczekuje że zamiast 8 godzin będę siedzieć tu 10 albo dłużej, nikt nie robi problemu z urlopami. Lepsze jest wrogiem dobrego. Lepszy znany wróg niż nieznany przyjaciel. A to jest jedna wielka bzdura. Jeżeli jedynym powodem że się tkwi w niesatysfakcjonującej z jakichś powodów pracy jest wygoda, to trzeba się ewakuować.

Dojazd do nowego miejsca zajmuje mi może 5-10 minut dlużej. Wybrałam sobie czas pracy. Nikt nie siedzi po godzinach a wręcz jest to niemile widziane. Urlopami się nikt nie przejmuje, byle w danym dziale się nie pokrywały. Ludzie są sympatyczni i czuję się tak jakbym ich znała znacznie dłużej niż tydzień. Odnalazłam się we wszystkim już pierwszego dnia. Pewnie że trochę zajmie mi poznanie tego co w revenue nazywamy "patterns and trends" bo już widzę że są duże rożnice między starym a nowym hotelem, a od tego zależy zarządzanie ratami i dostępnością pokoi. Ale nikt tu nie oczekuje że wpadnę w poniedziałek i w środę będę mieć na wszystko odpowiedź. Wlaścicielka i jednocześnie GM jest bardzo miła, opiekuje się kotami zamieszkałymi na parkinach, dokarmia je i płaci za kastrację.

Pewnie że nie zawsze będzie słodko bo nigdzie tak nie ma, nie mniej tym razem postanowiłam sobie nie angażować się emocjonalnie oraz nie podchodzić zbyt serio od tego co robię. Jestem nadambitna i biczuję się za każdy mały bląd którym nikt się nie przejmuje tylko ja. Chcę być Ms Perfection i Ms NoMistakes i Ms AlwaysRight a to nie jest dobre. Tym razem odpuszczam. A poprzedniemu miejscu pracy zawsze będę wdzięczna bo nabyłam tam dużego doświadczenia a do tego czasem było tak ekstremalnie, że już mnie nic nie zaskoczy i ze wszystkim sobie radę dam. No i poznałam tam kopę fajnych ludzi i C.

Przy okazji - jakie to hotelarskie środowisko jest małe. Jestem szefową dla osoby której już raz szefowałam. I nie wiem czy pamiętacie Monikę o której dawno temu pisałam - dziewczyna tkwiła w toksycznym związku z facetem który ją zdradzał, poniżał, zrobił dziecko innej. Wyżalała mi się godzinami, płakała, wydzwaniała z tekstami: rzucę go, tak, rzucę go. Zerwałam z nią kontakty po jak po kolejnym "rzuceniu" napisala mi w Sylwestra sms z życzeniami od siebie i Barta (to był ten facet). Okazało się że pracowała kupę lat na recepcji w moim nowym hotelu. Dorobiła się razem z Bartem syna a do tego kupili razem dom, przy wydatnej pomoc jego rodziny. Rodzina pomogła ale w zamian zwaliło im się na głowę dwóch wujków którzy uznali że mają prawo z nimi mieszkać a do tego wtrącać się do wszystkiego. Powiedziano mi że ona często popłakiwała po kątach i była bardzo zestresowana. No cóż, niektórzy sie unieszczęśliwiają na własne życzenie.

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Monika z Donegalu] *.broadband.digiweb.ie

    Gratulacje Ewo! I zycze zebys w nowej pracy mogla sie dalej rozwijac i nabywac nowe umiejetnosci. Powodzenia!

  • ewazdublina

    :)

  • Gość: [marga77] *.dyn.telefonica.de

    jeszcze raz wszystkiego najlepszego w nowej pracy :)

    "(...)nie mniej tym razem postanowiłam sobie nie angażować się emocjonalnie oraz nie podchodzić zbyt serio od tego co robię. Jestem nadambitna i biczuję się za każdy mały bląd którym nikt się nie przejmuje tylko ja. (...)" skąd ja to znam? jak z każdą przesada było i u mnie tak, że kropla przelała tzw dzban, ta kropla był niekompetentny idiota, który udawał przez rok ze szefuje w fabryce złota, pół roku później był konkurs i moja firma dzięki debilowi, obiekt straciła! ja która zawsze szła na zastępstwo, tym razem zablokowałam jego numer w moim telefonie na jego oczach, mówiąc mu, że ma dziewięć godzin w pracy, aby mnie poprosić o przysługę, albowiem za furtką fabryczną, to już jest mój czas wolny, a od tego mu wara, w końcu po półtora roku, wyrokiem sadu pracy, bo kadrowa bala się szefa najwyższego i zwlekała z moim przeniesieniem, tak, tak poszłam na udry! zostałam przeniesiona na dawne miejsce pracy, z którego odeszłam nie z własnej woli, a z musu, albowiem moja firma przegrała konkurs, ale po trzech miesiącach na kolanach była błaganą o powrót, a że w fabryce złota, jeszcze tego debila nie było, a bardzo fajna szefowa, która po operacji kolan już w ogóle nie wróciła do pracy, a praca była bardzo ciekawa, to nie myślałam o powrocie na stare miejsce, zaś po powrocie jak ręką odjął skończyło mnie się przejmowanie pracą, uzyskałam w końcu ten wymarzony stan, kiedy już po kroku za drzwi wyjściowe, o pracy się nie myśli, nie powiem żebym notorycznie odmawiała mojemu szefowi zastępstw, wręcz przeciwnie nawet kiedyś zastąpiłam go przez tydzień w biurze, ale to bardziej przyjacielska była przysługa, jak i wszystkie inne, od jakiegoś czasu mam innego szefa, fajny chłopak choć dzieciorób ;) znamy się od początku mojego pobytu w firmie i ja kilka lat temu przekonałam mojego szefa, ze M doskonale się nadaje jako trzeci, nie mniej jednak Mi już kilka razy usłyszał ode mnie "nie!" trzy miesiące temu M nawet mnie awansował, co "mój" szef bardzo poparł i zostałam team liderem, tym sposobem mogę sobie, jak w tym miesiącu wstawić w grafik np dziesięć dni pracowych, a resztę, jak rozliczanie godzin, robić w trybie home office, zaś zarabianie więcej pieniędzy na dwa lata przed emerytura jest jak najbardziej słuszne, bowiem miedzy innymi, pięć ostatnich lat wpływa na jej wysokość ... ale im bliżej do tej emerytury (01.09.2019), tym mam większego, pracowego "niechcemisia" oraz "tumiwisia" ;)
    a ostatnio i mój szef-przyjaciel przekonał się, że nie warto pracować po piętnaście-szesnaście godzin całymi tygodniami, bez wytchnienia, padł bowiem mu system nerwowy i jest już czwarty tydzień na zwolnieniu i nikt mu za poświęcenie cennego zdrowia i czasu, nie dziękuje

  • marga77

    o! wpis ze znakami diakrytycznymi popełniłaś! :D

  • ewazdublina

    Marga, a to juz od jakiegos czasu, nie zauwazylas? Pisze na wirtualnej poslkiej klawiaturze i kopiuje na blog.

  • marga77

    nie, dopiero dzisiaj wpadły mi literki w oko, przecież mamy to samo z czytaniem, to jak miało od razu wpaść? :D

  • tessa37

    Raz jeszcze gratulacje:)
    To takie decyzje które podejmuje się "z brzucha" i są one najlepsze:)
    Życzę spełnienia i zadowolenia w nowej pracy:)

  • beacon1234

    Jeszcze raz wszystkiego dobrego w nowym miejscu.Oj znam ja takich pracoholikow.I to calkiem blisko.:-)
    Nie dac sie zjesc I nie spalac sie emocjonalnie.Choc to latwiej pewnie powiedziec (jak dla mnie) Ja za bardzo sie angazuje a naprawde nie warto.Robic swoje ale nie byc nadgorliwym. To zlota zasada.Wprowadzam ja w zycie z roznymi skutkami ha ha ;-)

  • Gość: [dvt] *.static.as9105.net

    Mysle, ze napisze posta o perfekcjonizmie :)

  • Gość: [ewazdublina] *.bas511.cwt.btireland.net

    Dzieki Tessa i Ewka :) Dita, pisz pisz :)

  • sekretarka.bozeny

    Bożena akurat trochę stoi na zakręcie i trochę w rozkroku. Bo tak jak Ty miałaś w zwyczaju, filaruje coś, co powinno się złożyć niczym chatka ze słomy. Obecnie jeszcze bardziej, niż zwykle w każdym aspekcie - Bożeny w rozkroku ze swoim filarem i tej rozsypki nieuchronnej.
    Czytając to, co napisałaś, Bożena się przez chwilę zastanawiała, skąd się wzięłaś u niej w Kopalni ;)
    No cóż. Czasem dojrzewanie do odpowiedniej decyzji zajmuje chwilę i Bożena jeszcze sobie trochę na krzaku powisi. Ale ile jej starczy siły na walkę z wiatrakami, to wcale nie wiadomo.

  • lifebreath

    Tytuł taki... powiedziałbym Hitchcokowski :)

    Jestem ciekaw, czy faktycznie dasz radę się mniej angażować w nowym miejscu pracy. Nie dziwi mnie wcale, że ciężko było podjąć decyzję o odejściu. 9 lat pracy w jednym miejscu. Szanuję. Ja najwiecej wytrzymałem niecałe 4 lata, a i tak miałem do siebe pretensje, że zbyt długo, że się zasiedziałem (bo co by nie mówić było wygodnie). Wcześniejszy mój "rekord" to 21 miesięcy ;)

    Ja zawsze namawiam znajomych i wszystkich wokół na zmiany. Bo ta pierwsza myśl "chyba czas odejść" pojawia się nie bez powodu. I nie można dać się zastraszyć że "nieznane miejsce, inni ludzie"... każdy z nas to przerabiał wiele razy - szkoła, jedna druga, kursy... i przynajmniej ja zawsze, ale to zawsze trafiałem na fantastyczne osoby. To raczej kolejna możliwość poznania nowych fajnych osób.

    Co do rozmów z szefami - ludzie na kierowniczych stanowiskach nauczyli się oceniać okresowo pracowników. Brawo! To także służy nam - pracownikom. Ale ja jestem orędownikiem podejścia "w drugą stronę" - żeby usiąść sobie raz w roku (niekoniecznie na początku stycznie) i zadać sobie pytanie: jak ja oceniam firmę? Czy chciałbym tutaj dalej pracować? Co firma ma mi do zaoferowania? Czy ja tutaj sie rozwijam? Czy dobrze się czuję? I takie personalne na koniec: jak JA oceniam własnego szefa? Czy to jest osoba, z którą chciałbym nadal pracować?

    Wszystkiego dobrego w nowym miejscu pracy!

  • marga77

    lifebreath a ja nie jestem zwolenniczką zmian, zmieniam dopiero w ostateczności, jak nie mam innego wyjścia, albo raczej dwa wyjścia, powiesić się lub się zwolnić ;) w mojej branży zmiany są same zaprogramowane, jak na przykład przegrany konkurs lub nowy całkiem obiekt, więc ta potrzeba się sama załatwia, jako i podwyżki po które nie muszę żebrać, bo są ze szczebla przyznawane, po latach pracy zauważyłam u mnie taka właściwość, że jak mam fajnych współpracowników, to szefostwo jest do kitu i odwrotnie, zdecydowanie wolę opcje z fajnym szefostwem, stąd też i moja walka w sądzie o zmianę obiektu, a poza tym mieszkając tu gdzie mieszkam i nie pracować na frankfurckim lotnisku lub giełdzie to obciach ;) żartuję :) nie mniej jednak praca na lotnisku to jest to! :)

  • ewazdublina

    Zycze Bozenie zeby podjela odpowiednia decyzje.

  • ewazdublina

    Lifebreath dzieki :) w jakims stopniu sie bede angazowac bo przy mojej pozycji musze. To za wazna rola w hotelu by sie calkiem nie przejmowac I za duzo mi placa;) ale wlasnie kiedy odeszlam z poprzedniej pracy to uzmyslowilam sobie jak sie spalalam z powodow z ktorych Nie powinnam. I jak sie krytykowalam z powodu pierdol mimo sukcesow, a tymczasem inni gowno robili I tez bylo ok. Mam wielka tendencje do perfekcjonizmu I nadambicje.

  • lifebreath

    @Marga77
    Wiesz, myślę sobie, że to jak pracujesz i kiedy zmieniasz pracę i jak ja to robię wynika pewnie ze specyfiki branż, trochę z osobistego podjścia do pewnych spraw (oraz charakteru), ale również pewnego modelu do którego się dąży.
    Ja ogólnie chyba nie lubiałem grzać gdzieś miejsca zbyt długo i gdyby nie pewne... perturbacje pewnie już dawno nie byłoby mnie tu gdzie jestem. Życie jest zbyt krótkie by przesiedzieć je na jednym miejscu. Poza tym - wymyśliłem sobie ostatnie że chciałbym się czuć jak na wakacjach przez cały rok - więc marzy mi się Hiszpania. Albo Włochy. Frankfurt i te jego pieniądze... to już chyba lotnictwo ciekawsze. No... chyba że mówimy o naprawdę innowacyjnym fin-techu, a nie o pracy dla GS, UBS, JPMC czy innego dinozaura "zbyt dużego by upaść" :)

    Pozdrowienia :)

    @Ewa
    Wiadomix (jak to pisze teraz młodzież w Polsce) że będziesz. Tylko poddawałem nieco złośliwie w wątpliwość odcięcie się od tego "nieco" chorobliwego zaangażowania. Choć... przygarniał kocioł garnkowi: nie raz mi się zdarzyło wyłączyć podczas rozmowy z kimś, albo szukać husteczki/kawałka papieru by zapisać sobie "jak rozwiązać problem X" ;) Ale cóż - tak działa nieświadome wnioskowanie mózgu, szkoda tracić rezultaty...
    A co do perfekcjonizmu - pamiętam jak Spud był na interview i pamiętam jego odpowiedź na pytanie o największą wadę :D

    Pozdrowienia!

  • marga77

    lifebreath na brak zmian w moim życiu, zarówno prywatnym, jak i zawodowym, nie mam prawa narzekać, materiał na kilka książek, to mało powiedziane! wręcz przeciwnie marzy mnie się coraz bardziej stagnacja, którą zamierzam osiągnąć i doprowadzić do perfekcji za dwa lata przeprowadzając się na stałe do Portugalii, Niemcy są fajne, ale nie ma tu lata i bywa śnieg, który toleruję jedynie na górskich zboczach mając przypięte narty ;) tam gdzie mam zamiar zamieszkać zimy w ogóle nie ma, a zaczyna się w styczniu wiosna w Europie, nie mniej jednak zbierając papiery do emerytury pozazdrościłam przez moment koleżance, która też była w ten mój proces zaangażowana, że pracuje dziesiątki lat od początku jej kariery zawodowej, w jednej i tej samej firmie :) frankfurckie lotnisko z ponad osiemdziesiąt tysięcy zatrudnionymi na nim ludzi, to małe miasto, a ten kto raz na nim pracował, będzie później w innych pracach się źle czuł, każdy kto tu pracuje, to potwierdzi, tak jak żadna praca nie hańbi, tak pracować tutaj to zaszczyt po prostu :)
    pozdrawiam również serdecznie :)

  • lifebreath

    @Marga77
    Chyba źle się wyraziłem w poprzednim komentarzy. W skrócie: ja bardzo często zadawałem sobie pytanie "czy już w tej firmie nie jestem zbyt długo". A przez pierwsze 4-5 lat kariery planowo zmieniałem pracę praktycznie co roku. Między innymi po to by nabrać doświadczenia, różnego doświadczenia. Sama widzisz, że w tym punkcie nieco się różnimy ;)

    Co do Niemiec - znam część Niemiec dość dobrze i nawet kiedyś myślałem o pracy tam - ale podobnie jak Ty - chciałbym mieszkać w kraju z nieco cieplejszym klimatem. Wydaje mi się, że coraz więcej przemawia za Hiszpanią. Włochy są świetne, ale... W każdym razie rozumiem ten plan doskonale. I ten Twój plan dopinguje mnie do tego, żeby w przyszłości popracować nad tą zmianą dla siebie. Dziękuję więc za motywację :)

    O działaniu lotnisk mam mgliste pojęcie, więc nie bierz sobie serio tego mojego komentarza poprzedniego :) Wiem że frankfurckie lotnisko jest ogromniaste, bo bywałem na nim. Choć na mnie chyba lepsze wrażenie robiło lotnisko w Monachium.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci