Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Młodsza

ewazdublina

To jest Liza. Liza ma 26 lat, mieszka u koleżanki, artystki-lesbijki Maggie w Brooklynie, pracuje jako asystentka w wydawnictwie. Ten obok to  chłopak Lizy. Ma 20 kilka lat i  swoje studio tatuażu. 

Younger
A oto Diana, szefowa Lizy, typ Mirandy z "Diabeł ubiera się u Prady" (ale ma przebłyski człowieczeństwa), oraz Charles, właściciel wydawnictwa, BARDZO przystojny i nieprzyzwoicie wysoki, o głębokim niskim głosie i błekitnych oczach.

Younger

Przyjaciółki Lizy, wspomniana już MAggie, oraz pracująca w tym samym wydawnictwie piękna Kelsey.

Younger
A to córka Lizy, uczennica w koledżu, Caitlin.

 Caitlin1

Acha, jeśli czytacie uważnie to się się Wam nie zgadza...jakim cudem 26-letnia Liza ma dorosłą córkę?

Cofamy się do początku. Liza ma 41 lat, jest w trakcie rozwodu z mężem  hazardzistą który ja zdradzał. Mieszka kątem u przyjaciółki i po 15 latach przerwy w zawodowym życiorysie, spowodowanym wychowywaniem dziecka, musi poszukać pracy. Chce ponownie pracować w wydawnictwie i nie ma większych ambicji niż posada asystentki, ale niestety nikt nie chce jej zatrudnić. Powód? Wiek. Świat się zmienił, nowe technologie opanowały rynek, nikt nie wierzy że pani w "średnim" wieku po tak dużej przerwie da sobie radę w środowisku opanowanym przez robiących kariery millenialsów.

Przypadkiem wzięta za dwudziestokilkulatkę, za namową Maggie postanawia sfałszować swój dowód tożsamości i przedstawiać się jako młoda osoba po studiach, która właśnie powróciła do kraju po pobycie w Indiach. Okazuje się że pomysł był dobry - Liza dostaje pracę asystentki. Szefowa jest ostra jak żyleta z tych raczej gardzących młodymi kobietami. Za to nowe koleżanki szybko wciągają Lizę w wir przyjęć, tequilli, appek, texingu, snapchata i twittera, a super hot tatuażysta do łóżka. Dwudziestokilkuletnie życie jest ekscytujące, a jak dodamy do tego koktajlu zabójczo uroczego Charlesa, Liza ma problem jak z ludowej piosenki: cóż mam biedna zrobić, podoba mi się dwóch...(a nawet i trzech ;)

O serialu słyszałam już od dawna ale opis mnie nie zachwycił. Dopiero polecenie go przez blogerkę Zwierza Popkulturalnego, która reklamuje go jako swoje "guilty pleasure" sprawiło że zaczęłam oglądać. Nie lubię podziałów na kulturę niską i wysoką, na literaturę poważną i lekką (w domyśle "kobiecą"), na seriale "ambitne" i popularne. Czy Younger to dzieło które porusza we mnie jakieś struny, prowokuje do glębokich rozmyślań, wali po oczach artyzmem? Nie. Ale czerpię dużą przyjemność z relaksowania się krótkimi bo zaledwie 18-minutowymi odcinkami gdzie akcja toczy się wartko, nikt nikomu łbów nie ścina, ludzie są atrakcyjni i ładnie ubrani a mężczyźni co jeden to przystojniejszy, i praktycznie każdy zainteresowany główną bohaterką. I na sezony nie trzeba czekać ponad półtora roku jak na GoT ;) 

youngercast

Mimo iż osią serialu są perypetie sercowe i zawodowe Lizy, a także dylemat: "czy się przyznać do wieku i komu", oraz strach: "a co jak się wyda?" to jednak przemycono wiele spostrzeżenień na temat współczesnego świata. Najbardziej oczywista rzecz: ageism - dyskryminacja z powodu wieku. Co za tym idzie - niechęć albo i wrogość osób starszych piastujących wysokie stanowiska w firmach do tych młodszych, które w zamyśle mają ich wykopać ze stołka. Przepaść między millenialsami a pokoleniem 40-50 latków - my jesteśmy z pokolenia które jednego dnia wykręcało numer na tarczy wiszącego na ścianie telefonu oraz wysyłało faksy, a następnego miało w łapie iphona i emailowało (baj de łej podobo email już jest passé. Ba, słowo passé jest passé). Millenialsi urodzili się ze smartfonem w ręce. To pokolenie ludzi niecierpliwych, wychowanych w przekonaniu że wszystko się im należy, że jak się nie zrobi kariery do trzydziestki to potem już tylko kible myć. A tymczasem w serialu widać wyraźnie że oba pokolenia mogą się świetnie wzajemnie uzupełniać i współpracować, a doświadczenia nabytego latami pracy od podstaw nie zastąpi się brawurą i googlem. 

Świetnie i z ironią sportretowano środowisko gdzie liczą się lajki na instagramie, retweety na twitterze a jak nie masz "online presence" to jakby cię nie było. Idolami stają sie youtuberzy, blogerzy i inni influencerzy, kultura celebrytów rządzi.

Pokazując pracę wydawnictwa wyśmiano książki pisane przez "celebrytów" które jednak się wydaje bo robią pieniądze. Niektórzy z pisarzy wzorowani są na prawdziwych osobach, mamy więc autora serii fantasy wypisz wymaluj jak George R.R MArtin (Edward LL Moore) autorkę książek o porządkach (jak "Magia Sprzatania" Marie Kondo) i skandynawskiego twórcę kryminałów. Wspomina się o hygge oraz parodiuje nagrodzone bookerami pozycje które są nudne jak flaki z olejem i nie sprzedadzą się nigdy (w serialu jest to "P like Pidgeon"). Miłośnicy książek znajdą dużo nawiązań do istniejącej literatury (że tylko wspomnę F. Scott Fitzgeralda, Hemingwaya, Tołstoja).

Połknęłam w weekend praktycznie 4 sezony (praktycznie bo 4-ty się jeszcze nie skończył) i świetnie się bawiłam. Jedyne do czego się mogę przyczepić to fakt że akorka która gra Lizę wygląda jak już to na 32-35 lat (ma 41) i może w głębokich ciemnościach ktoś wziąłby ją za młodszą. Jakoś mi to ujmuje wiarygodności postaci ale hej, w końcu cała historia jest niewiarygodna. I jeszcze: dlaczego każdy mężczyzna mający być na ekranie "young" i "hot" musi mieć wyraz twarzy przygłupa i mówić jak po wylewie? (albo jak na taśmie magnetofonowej puszczanej w zwolnionym tempie)? 

younger

PS Zdjecia z internetu.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • tessa37

    Brzmi zabawnie:)
    Tu w Niemczech był taki film, tylko o facecie, który musiał się "odmlodzic", żeby pasować do branzy;) Ale nie pamiętam tytułu, jak mi się przypomni, to napisze:)

  • beacon1234

    Znam I ogladam juz dawna.:-)I tak jak mowisz relaksujacy serial,troche chyba wydumany (nie widze aby taka sytuacja miala miejsce w realu) ale oglada sie niezle.Aktorka faktycznie wyglada na starsza ale who really cares ;-)
    Faktem jest ze mlodsze lepiej sie sprzedaje ale expierience dalej w cenie i ma sie dobrze. :-)

  • lifebreath

    Prawie odkąd pamiętam miałem ogromne problemy by powiedzieć na ile lat ktoś "wygląda". Teraz może jest nieco lepiej (hint: najłatwiej poznać wiek po dłoniach) - ale pewnie moje problemy wynikają z tego że ja nadal wyglądam jak "gówniarz". I dlatego mnie ta sytuacja nie dziwi :) (tzn. to że aktorka jest starsza niż powinna być).

    Co do tych zarzutów (że aktorka "starsza") - przypominam Beverly Hills 90210 (c'mon - chyba każdy oglądał, choć kilka odcinków - niestety oglądałem i ja). Tam przecież też była taka postać, która była grana przez aktorkę znacznie starszą (przecież rzecz dotyczyła "dzieciaków" z liceum). A tak szczerze - wszyscy aktorzy byli chyba starsi od postaci jakie grali.

    Nie oglądam wyborów miss, ale ktoś mi kiedyś powiedział że "misski" z USA wyglądają na znacznie starsze (w porównaniu do Polek, Czeszek itp.) I straciłem potem jakieś pół hektara swojego życia by oglądać te zdjęcia i chyba faktycznie coś jest na rzeczy... Ale jako że ja w określaniu wieku "na oko" ekspertem nie jestem to musicie same sprawdzić :)

    Ale tak ogólnie to chciałem napisać że do "Handmaids's tale" to ten serial nawet nie ma startu. Miałem wielkie nadzieje związane z Ozark (moje ostatnie odkrycie) oglądałem ale jakoś... bez zachwytu (szczególnie że miało to być równie niesamowite doświadczenie z oglądania co Breaking Bad).

    To ja chyba jednak wolę "Il giovane Papa" :)

  • ewazdublina

    Tessa, to dobrze, znaczy sie rownouprawnienie jest skoro panowie tez maja takie problemy ;)

  • ewazdublina

    Beacon, pewnie ze wydumany, ale oglada sie fajnie :)

  • ewazdublina

    Lifebreath, The Handmaid's Tale to zupelnie inna liga :) Zaczelam Ozark z moim chlopakiem ogladac, unudzilam sie na pierwszym odcinku jak mops, nie mowie ze serial jest zly ale po prostu mnie nie podszedl. On zaczal ogladac dalej i mu sie podoba. Zaczelam tez The Mist na podstawie powiesci Kinga i jak pierwszy odcinek super, tak dalej gorzej i gorzej i nie mam zamiaru konczyc. Szkoda czasu.

  • lifebreath

    Oglądnąłem cały pierwszy sezon Ozark. I nie czekam specjalnie na drugi. Czekam na "Better call Saul", czekam na "Westworld", czekam na "Handmaid's Tale", czekam na "American Gods", czekam nawet na nowy sezon "Lucyfera". A na Ozark? Będzie to dobrze - spróbuję obejrzeć ze 3 odcinki. Może "odpali" w końcu. "Better call Saul" też na początku był dla mnie nudny. Ale z drugiej strony - jeśli tego drugiego sezonu nie będzie - to też dobrze. Płakać nie będę.

    Wiem, wiem że "Handmaid's Tale" to inna liga. Ale ja właśnie lubię takie przedsięwzięcia, które po prostu przykuwają do ekranu. Tak miałem gdy zaczynałem oglądać "Dextera" czy "Breaking Bad". I mnie właśnie tego efektu wow w przypadku Ozark brakuje. A naczytałem się jaki to główny bohater to (pardon za wyrażenie) "złodupiec" jak to niby by Waltera White'a skonsumował na  śniadanie. Jaki to z niego mistrz intrygi i tytan intelektu. Ogólnie: balon nadmuchany. Do granic możliwości. Oczekiwania: kosmos. A potem przychodzi zamiast huraganu lekka bryza. Zamiast trzęsienia ziemi - pani Jadzia spod siódemki upuściła talerz. A z balona zrobił się balonik. No szkoda...

    Dziś to chyba czas na jakieś anime :)

  • Gość: [dvt] *.static.as9105.net

    Bardzo na czasie post, bardzo na czasie...dla Dity przynajmniej :) Dzieki za polecenie serialu, skonczylam Big Little Lies i z przyjemnoscia obejrze cos lekkiego. I moze sie wreszcie dowiem jak poderwac Millenialsa nie przyprawiajac go przy tym o zawal serca...

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci