Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Fork off czyli jak się przeklina w Dobrym Miejscu

ewazdublina

Trailer nowego - jak mi się wydawało - serialu Netflixa The Good Place (Dobre Miejsce), niespecjalnie przypadł mi do gustu.

Po prostu nie przepadam za wydumanymi historiami z życia po życiu, w których dodatkowo buszują monstrualne biedronki.
Netflix jednak tak bardzo podsuwał mi ten serial jako "w moim typie" że w końcu dość niechętnie zaczęłam oglądać i w trzy dni wciągnęłam cały pierwszy sezon i początek drugiego. I dopiero wtedy wyczytałam że miał on premierę rok temu.

Historia opowiada o egoistycznej i niesympatycznej blondynie Eleanor Shellstrop która pewnego dnia umiera i budzi się po drugiej stronie, jak się dowiaduje - w Dobrym Miejscu. W przeciwieństwie do Złego Miejsca gdzie lądują źli ludzie, skazani na wyszukane męczarnie, Dobre Miejsce jest specjalnie zaprojektowane dla  najlepszych z najlepszych, tych którzy w życiu wsławili się dobrymi uczynkami i postępowaniem.

Eleanor oczywiście momentalnie zdaje sobie sprawę że nastąpiła jakaś pomyłka ale sprytnie nie przyznaje się do tego sympatycznemu Michealowi, architektowi Dobrego Miejsca który jednocześnie pełni tam rolę przewodnika, doradcy czy nawet przyjaciela. Dobre Miejsce jest kolorowe, słodkie, pełne sklepów z mrożonym jogurtem w tysiącach smaków (mój ulubiony - smak naładowanego telefonu), gdzie nie trzeba mieć pieniędzy, wszyscy są mili i uśmiechnięci a każdemu zostaje przypasowana idealna "bratnia dusza". Niestety z przybyciem Eleanor w tym cukierkowym świecie zaczynają dziać się dziwne i złe rzeczy. Dziewczyna dochodzi do wniosku że musi zapracować na to by mieć prawo pozostać w Dobrym Miejscu zanim Michael nie zorientuje się że to ona zaburzyła wzorowy porządek i że tam nie należy. 

Obserwując poczynania Eleanor po śmierci, widzimy jej wspomnienia z życia ale też poznajemy bliżej inne postacie i ich przeszłość. Jej bratnia dusza, Chidi, to szalenie mądry i wykształcony mężczyzna, mający (i przed śmiercią i po) ogromne problemy z podejmowaniem decyzji i ogólnie z nawiązywaniem kontaktów z innymi. Sąsiadka Eleanor, przepiękna Tahani z irytującym brytyjskim akcentem, zawsze żyła w cieniu starszej siostry. Jej bratnia dusza, tybetański mnich Jianju okazuję się być kolejnym "błedem systemu" - handlarzem narkotyków który udaje kogoś innego by nie być odesłanym do złego miejsca.  Zacznie żywić ciepłe uczucia do Janet - robota/hologramu/anioła? - pełniącej funcje chodzącej encyklopedii, pomocniczki i asystentki.

Serial jest zabawny i błyskotliwie napisany, akcja rozwija się wartko i komplikuje, pojawiają się kolejne postaci jak choćby wysłannicy ze Złego Miejca i tajemniczy sędzia, ktoś w stylu Boga o imieniu Sean. Pod koniec sezonu następuje intrygujacy twist  którego się niejako domyśliłam w połowie. Myślę że uważni widzowie, lubiący zastanawiać się nawet nad pozornie błahą produkcją, dojdą do podobnych wniosków co ja podczas oglądania. W porównianiu do ostatnio modnych seriali typu Gra o Tron czy Narcos, gdzie brutalność i seks są pokazane bardzo graficznie, Dobre Miejsce jest niewinne i właściwie dla całej rodziny, bo nawet przekleństwa zastąpione są wersją "niebiańską" - czyli zamiast f.uck mówi się fork (fork off) i zamiast s.hit - shirt.

TheGoodPlace1

 A dlaczego nie lubię seriali czy filmów o życiu po życiu? Pominąwszy to że w nie nie wierzę, żadna wizja nie wydaje mi się pociągająca, albo odpowiednio przedstawiona. Bo co za przyjemność spędzać wieczność nawet będąc młodym, bez problemów, mając za partnera duplikat Pitta, Jona Bon Jovi lub jakiegokolwiek innego przystojniaka którego nigdy nie miało się okazji mieć za życia...Nic nie zastąpi prawdziwego życia i ludzi których znamy, przyjaciół i bliskich, czy swoich kotów, których się zostawia. Gdybym teraz miała się znaleźć w obojętnie jakim raju, traktowałabym to jak jakiś horror, jakby mnie porwano i uwięziono na wieki. Dlatego wizja odejścia z tego świata na zawsze, bez żadnej kontynuacji obojętnie w jakim stylu, jest dla mnie najbardziej pociągająca. Mój raj jest tu, na ziemi, dopóki żyję.

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • tessa37

    Brzmi zabawnie, przypomina z opisu troche "Pleasantville":)
    Ja niektore filmy z serii "zycie po zyciu" lubie, ale musza byc zabawne, ironiczne i z przymruzeniem oka, najbardziej lubie "A Life Less Ordinary":)
    A tak bardziej na powaznie, od prawie 3 tygodni bywamy regularnie w szpitalu i to co "pacze", to mnie przeraza, Twoj pomysl z dubeltowka wydawal mi sie zawsze ciut za bardzo radykalny i troche makabryczny, ale zmienilam zdanie, makabryczne, to jest to, co sie tam widzi, szczegolnie jak widze osoby, ktore jeszcze nie doszyly do 70, a do toalety same nie sa w stanie dosc, na dodatek niektorzy na wlasne zyczenie, mysle, ze to ci sami, ktorzy jeszcze przed 50 sie zasapali po wejsciu na 3 schody, lub musieli schylic....

  • marga77

    - Heh chciałabym jeszcze raz w życiu mieć Dżasona Stathama w łóżku.
    - A co już miałaś?!
    - Nie, już raz chciałam! :D

    dla mnie w ogóle porównywanie własnego faceta do któregokolwiek znanego "przystojniaka" jest jakimś ewenementem natury kobiety samej ze sobą nieszczęśliwej, bo czym innym jest w ten właśnie sposób udowadnianie światu, ze jej facet w sumie to cienias i atrapa? :D

    serial właśnie mignął mi na Netflixie, ale ominęłam po przeczytaniu opisu, tez nie lubię takich seriali, chociaż ten z stary z Rogerem Moore i Tonym Curtisem, oglądałam swego czasu z przyjemnością :) rzucę okiem, jak będę miała chwile, bo
    obecnie nadrabiam wszystkie sezony Top Gear z tymi trzema wariatami :D

  • ewazdublina

    Marga o jakim serialu z Curtisem I Moorem piszesz?

  • marga77

    The Persuaders, ale Ty wtedy jeszcze za jogurt na wystawie robiłaś :D

  • ewazdublina

    Tessa :)

  • tessa37

    A propos pokecanych filmow, wspominalam Ci tu kiedys o The Circle, wlasnie leci (kabarecik;) z Emma Watson (co se wymysle, ze to super material na film, to szwups od razu z książki robia...no dobra, z Pachnidla zrobilu po 20 latach,)

  • Gość: [Irolka] 51.37.19.*

    Uwielbiam pierogi ruskie, ale gdybym miała je jeść codziennie, to po tygodniu nie mogłabym na nie patrzeć! Wszystko co dobre w nadmiarze się nudzi ;)

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci