Menu

D U B L I N I A

Pozytywnie i optymistycznie o swoim życiu, podróżach, karierze, kotach i Wszechświecie, z zabarwieniem feministycznym.

Emo Court i Rock of Dunamase

ewazdublina

W Irlandii nadal upały i końca nie widać. Zaczynają się ograniczenia zużycia wody, asfalt się topi, rolnicy narzekają że po ciężkiej zimie jest suche lato co zaszkodzi zbiorom, a do tego jest zagrożenie pożarowe. Ciężko egzystować w takich warunkach.
Jak miesiąc temu zasłoniłam moją szklaną ścianę wychodzącą na południe, żeby się mieszkanie aż tak nie nagrzewało, tak do tej pory zostało. Kupiłam też wentylator żeby koty miały wiaterek.

upal

Gorąco...

Ale upały upałami, czasem z domu ruszyć się trzeba nie tylko do pracy. Żeby ukoić nerwy po emocjonujących meczach, postanowiłam ponownie wybrać się do Emo Court. Kilka lat temu zauroczył mnie piękny park ze starymi drzewami o dziwnych kształtach, wzorach na korze i powyginanych gałęziach. Spacerując tam można poczuć się jak w tajemniczym lesie. Spore jezioro porośnięte roślinnością jest domem dla łabędzi i kaczek które nic sobie nie robią z obecności ludzi, siedzą przy brzegu i można bardzo blisko do nich podejść. Sporo lokalsów spaceruje tam z psami, wejście na teren parku jest darmowy.

Tym razem chciałam zwiedzić też dwór, zbudowany w stylu neo-klasycystycznym, nie tak okazały jak inne bardziej znane i chętniej zwiedzane, ale na pewno godny zobaczenia. Byłam jedną jedyną osobą chętną na wycieczkę z przewodnikiem, choć bilet to tylko 5 euro. Oprowadzała mnie urocza starsza drobna pani. Owszem, i historia i wnętrza ustępują takim posiadłościom jak Russborough czy Castletown ale moim zdaniem zdecydowanie warto wstąpić będąc w okolicy.

emo6

Ciekawostką jest to że budynek zaprojektował słynny angielski architekt James Gandon. Gandon dostał zaproszenie od Romanowów by pracować dla nich w Sankt Petersburgu, ale odrzucił je by przyjechać do Irlandii i nadzorować prace nad budową Urzędu Celnego (Custom House) w Dublinie, który teraz jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w mieście (został spalony przez IRA ale potem odbudowany). Zaprojektował wiele innych budynków, między innymi właśnie Emo Court dla Earla Portarlington, oraz most teraz nazywany O'Connell Bridge.

emo7

Historia Earlów Portarlington zaczyna się od Johna Dawsona który otrzymał ten tytuł w 1785 roku. Zasiadał w irlandzkim parlamencie ale jego pasją była sztuka. To on zatrudnił Gandona do zaprojektowania swej siedziby, ale była ona niedokończona przez wiele lat, pewnie z powodu braku środków. Po jego śmierci tytuł i posiadłość odziedziczył syn, również John. Dżentelmen ten służył w armii w stopniu pułkownika, jednakże splamił swój honor podczas bitwy pod Waterloo, w której nie zdążył walczyć bo się po prostu spóźnił, symulując chorobę. Został z armii wydalony i oddał się życiu w swawoli i rozpuście, choć dokończył budowe Emo Court wydając resztki majątku. Umarł bankrutem, zostawiając po sobie konkubinę i nieślubnych potomków.

emo8

Tytuł i włości odziedziczył bratanek II earla, Henry Damer, który z tej okazji musiał zmienić nazwisko na Damer Dawson. Kasy na utrzymanie zadłużonego majątku nie było więc został on wystawiony na sprzedaż. Ale chętny sie nie znalazł...earl musiał więc sprzedać swój majątek w Dorset w Anglii, długi spłacić i uczynić z Emo swą stała rezydencję. Henry miał żonę ale pozostał bezdzietny. Z opisów jego osoby które znalazłam wydaje się być gejem - "not greatly addicted to the sports of the field, but ... well-informed in matters of politics and the arts. He has an imposing figure, and feet so tiny that they seem scarcely fitted to walk with; he dresses with remarkable taste, and plays the pianoforte with the most wonderful feeling and precision.

emo9

Henry był dobrym landlordem, podczas Wielkiego Głodu pomagał okolicznej ludności, w swym testamencie zostawił spore zapisy dla służby. Za życia dokonał wielu ulepszeń w Emo Cort, między innymi zatrudnił architekta do zaprojektowania wspaniałej rotundy zakończonej przepiękną kopuła, dla której samej warto zapłacić za wstęp.

emo31

Ciężko zrobić zdjęcie rotundzie tak by oddało jej splendor. Tu kopuła wyszła płasko, uwierzcie na słowo że to jedne z piękniejszych wnętrz jakie widziałam tu w Irlandii.

Kolejnym dziedzicem został Lionel Seymour Dawson-Damer, który w Emo mieszkał zaledwie 3 lata i nie zapisał sie specjalnie niczym szczególnym, może tylko tym że nazywano go Hippy...Jego syn, to już będzie V Earl, opisywany był przez współczesnych w ten sposób: "not a very brilliant man, but people like him" - czyli bystrzachą nie był ale go lubiano ;) Zmarł w wieku zaledwie 42 lat i majątek przeszedł w ręce syna, 17-letniego Lionela Arthura.
Młody chłopak musiał borykać się z problemami finansowymi - majątek nie przynosił dochodu, wskutek nowych praw okoliczna ludność mogła wykupywać ziemię którą wcześniej tylko "wynajmowała" od lorda. Rozwiązanie okazało się proste - dobry mariaż. 

emo10

Lionel poślubił córkę szkockiego milionera Winnifredę Yuill. Niestety nowa Lady Portarlington nie chciała mieszkać w irlandzkiej głuszy, a że pewnie z racji majątku miała męża pod pantoflem, pod jej namową wyprowadzili się do Londynu i wystawili Emo na sprzedaż. Urządzono aukcję na której wyprzedano meble i inne ruchomości, ale na dwór chętnych nie było i pozostał od niezamieszkany od 1920 do 1930 roku, kiedy to wreszcie zakupili go Jezuici. Ale VII Earl Portarlington choć "bez ziemi" istnieje i ma się dobrze - jest nim wnuk Lionela,  George Lionel Yuill. Jego ojciec, syn Lionela, został zabity podczas II wojny światowej podczas misji dla RAF-u. Obecny earl mieszka w Australii, nic mi nie wiadomo o tym czy kiedykolwiek odwiedził rodową siedzibę.

emo11

Kiedy Jezuici zakupili Emo, część ziemi była już sprzedana państwu. Dom był tak zapuszczony że hol porastała trawa. Cena Emo wyniosła 2000 funtów ale kolejne 40.000 trzeba było włożyć w naprawy, między innymi dachu, i założenie centralnego ogrzewania. Jezuici dokonali też barbarzyńskich przeróbek by budynek przekształcić w kolegium dla nowicjuszy. Pozbyto się zbytkownych kolumn, ozdobnych kominków, wyrżnięto pół ściany w rotundzie. Tyle tylko że usunięte fragmenty budowli przechowywano a nie wyrzucono. Jezucici przysposobili  też dekoracyjne ogrody na warzywniaki.

emo21

Tzw "butler table" - rzadki mebel

emo51

Podczas ich bytności w Emo gościł u nich niezwykły człowiek, jezuita Frank Browne. Powiązany jest w interesujący sposób z Titanikiem -dostał bowiem w prezencie bilet na podróż tym statkiem z Southampton przez Cherbourg aż do Cobh (zwanego wtedy Kingstown). Poznany na pokładzie milioner tak polubił księdza, że zaoferował się zapłacić za dalsza jego podróż do Ameryki. Nie zgodził się na to przełożony Browne'a który wysłał na statek telegram o treści: get off this boat! tym sposobem być może ratując mu życie. Frank Browne zrobił na Titaniku mnóstwo zdjęć bo był zapalonym fotografem amatorem. Wiele z nich opublikowała prasa po zatonięciu statku.

Po I wojnie światowej, w której brał udział w stopniu majora, zapadł na zdrowiu i wyjechał do cieplejszego klimatu do Australii. Po powrocie zamieszkał u Jezuitów w Emo Court, dokumentując na kliszy życie okolicznych mieszkańców i zakonników. Szacuje się że podczas swojego życia ojciec Browne wykonał ponad 40.000 zdjęć. Kolekcję negatywów odnaleziono przez przypadek w 1986 roku, niektóre niestety okazały się być zniszczone ale sporą część uratowano. W Emo można obejrzeć wystawę poświęconą fotografowi.

browne1

browne2

browne3

Znakomite zdjęcia ojca Browne'a można zobaczyć na czasowej darmowej wystawie.

Jezuici wynieśli się z dworu calkowicie w 1969 roku i wystawili budynek oraz pozostałą ziemię na sprzedaż. I tak się złożyło, że tego samego dnia kiedy w prasie ukazało się ogłoszenie o poszukiwaniu nabywcy na ten majątek, były makler giełdowy, Anglik ale mieszkający w Irlandii pan Cholmeley Harrison, jechał sobie właśnie na wyścigi konne ze znajomym i ową gazetę czytał. Posiadłość tak go zaintrygowała że na wyścigi nie dotarł ale pojechał prosto do Emo Court, zakochał się w nim i mimo ostrzeżenień przyjaciela ("Only a lunatic would buy it!") kupił go. 

Nowy właściciel poświecił lata i duże fundusze by przwrócić bydynek i ogrody do dawnej świetności oraz skompletować meble i przedmioty z epoki. W domu znajdują się jego dwa portrety, na obu widać starszego dystyngowanego pana o szlachetnych rysach i bardzo mądrym,ciepłym spojrzeniu. W 1995 roku Cholmeley Harrison podarował majątek państwu, z zastrzeżeniem że będzie mógł mieszkać w Emo Court do śmierci. Zmarł w 2008 roku dożywszy 100 lat. 

O rzut kamieniem od Emo znajdują sie moje ulubione "ruiny" które odwiedzam zawsze kiedy tamtęty przejeżdżam - Rock of Dunamase. Pochodzenie i wiek tego fortu jest zagadką: w II wieku grecki kartograf Ptolomeusz wspomina o miejscu zwanym Dunum ale nie ma dowodów że to właśnie Dunamase. Na 100% można powiedziec że twierdza istniała w IX wieku i wtedy splądrowali ją Wikingowie. W XII wieku przeszła w ręce Normanów a później irlandzkich lordów, ale nie była przez nich zamieszkiwana. Budowla popadała w ruinę i w stanie obecnym z jej prawdopodobnego kształtu dużo nie zostało, ale wygląda bardzo malowniczo i ma jakąś aurę tajemniczości. Kiedy byłam tam pierwszy raz nie było żadych zwiedzających, i przyznam że czułam coś niesamowitego wkoło siebie. To było bardzo dziwne uczucie, ale nie nieprzyjemne. Teraz wydaje mi się że podobne doznania mogła mieć bohaterka Outlandera kiedy spacerowała w Szkocji między starymi głazami, a kiedy ich dotknęła przeniosła się do XVII wieku:) Od tamtej pory nie udało mi się ponownie przebywać tam samotnie ale ciągle mam nadzieję to powtórzyć. Ale kamieni macać nie będę, za dobrze mi w czasach obecnych by się przenosić do przeszłości (no i gdzie gwarancja że Jamie Fraser tam będzie ;)

dunamase3

dunamase1

dunamase2

Rock of Dunamase pojawia się czasem w filmach, występował na przykład w  "The Leap Year" ("Oświadczyny po irlandzku") co prawda po sporej obróbce i dorobieniu murów.

Castle_before

 rock1

 

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • tessa37

    Pozdrawiam urlopowo, poczytam po powrocie, bo urlop bardzo intensywny (też goraaaaaco), ruiny też sa;) W mojej rodzinnej okolicy jest ich pod dostatkiem, wczoraj były Bobolice:)

  • Gość: [dammar] 176.61.105.*

    Chetnie sie tam wybiore jak tylko bedzie troche chlodniej, obecnie jezdzimy tam gdzie jest woda, duzo wody :)
    Bardzo podoba mie sie kopula ktora sfotografowalas, naprawde robi wrazenie.

  • ewazdublina

    Tessa :)

  • ewazdublina

    Dammar mam rzeke pod mieszkaniem wiec wody mi nie brakuje ;)

  • Gość: [dammar] 176.61.111.*

    Szczesciara :))))

© D U B L I N I A
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci