| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Virtual Pet Cat for Myspace
RSS
piątek, 18 maja 2012
Kierunek Umbria

No i wracam cora marnotrawna na staly italski lad po zeszlorocznej zdradzie na rzecz Sycylii.

Umbria niby mala a jak zaczelysmy z Alex szukac co by zobaczyc i gdzie by pojechac to sie nazbieralo na conajmniej 3  wyjazdy, glownie dlatego ze i o Lazio by sie chcialo zahaczyc, i o Marche i nawet Toskanie.

Zainwestowalam w porzadny atlas samochodowy calych Wloch, przyda sie na pewno w przyszlosci jako ze bardzo chetnie bede tam spedzac conajmniej kazdy majowy wypad przez kolejne kilka(nascie;) lat.

W miedzyczasie uczestniczylam w sesji zdjeciowej, lo matko buzka nigdy wiecej (tzn nigdy wiecej w profesjonalnej, kolezankom i kolegom moge pozowac :) Sesja byla prezentem urodzinowym od mojej soon-to-be-ex-roommate. Zaczelo sie fajnie, kawka, dziewuszka do makijazu i wlosow, mily pan fotograf. Jakbyscie zobaczyli ten make-up...postarzyl mnie o conajmniej 10 lat. Brwi to mialam jak taka ruska baba ze wsi co je poczernila sadza z pieca. No skrzydla kruka. Zmywalam potem w domu przed pol godziny i jeszcze czuje ze nie zeszlo calkiem. Wlosy - najpierw mi przylizala i nalakierowala jakbym miala chelm na glowie. Nie podobalo mi sie wiec je natapirowala i zaczesala do tylu, a grzywke w bok. Koszmar. Wreszcie troche wspolnymi silami sie udalo zrobic, ale dziewcze bylo wkurzone ze sama chcialam sie czesac a przeciez to jej JOB.

Pan fotograf strzelil  w sumie kolo 30 zdjec - jedne gorsze od drugiego. KMZ to lewa reka bez patrzenia mi lepsze 1000 razy robila. Wreszcie wybral jakies najmniej koszmarne i tak mi poprawil photoshopem ze mam jedno oko inne drugie inne. Scary!!!!

A wybieralam sie na specjalna sesje buduarowa do innego studia zeby porobic troche fotek dla Ciacha, w kajdankach itp, ale sie zrazilam. Alex sorki ale teraz to na Ciebie spadnie ;)

No to drodzy Czytelnicy plci obojga, niech Wszechswiat bedzie z Wami (ale napierw ze mna;) i do poczytania jak wroce. Chyba ze cos w trakcie przemyce na fb.

00:48, ewazdublina
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2012
O tym jak trzy ksiezniczki przetrwaly oblezenie zamku (i nie tylko)

Co czytam o jakims ogrodzie to jest to "najbardziej romantyczny ogrod w Irlandii", "hidden gem" albo "jewel in Ireland's gardening crown". I troche racji w tym bo ciezko by wybrac jakiegos zwyciezce w rankingu ogrodow - kazdy jest piekny i kazdy na takie miano zasluguje.

Altamont Gardens rozposciera sie na 40 akrach w Tullow i choc wejscie wyglada niepozornie i troche zaniedbanie to wystarczy zapuscic sie nieco glebiej zeby sie w nim zakochac. Najpierw jednak jeszcze przed wejsciem stoi dworek, zupelnie opuszczony i bedacy jedynie malownicza ruina. Gdyby go wyremontowac i zalozyc hotel byloby to idealne miejsce na organizowanie wesel.

Niestety nie znam sie na roslinach zeby Wam tu rzucac nazwami, ja jestem z tych co podziwiaja ale nie wiedza co ;) Akurat byl sezon na liliowe dzwonki ktore zdominowaly krajobraz, ale oczywiscie ogrod jest pelen przeroznych okazow i drzew, i kwiatow,i ziol.

Przepieknie jest nad jeziorem na ktorym zyja labedzie - akurat samica spodziewa sie mlodych i siedzi w gniezdzie na malej wysepce. Wkolo sa poukrywane laweczki w romantycznych kacikach i altankach, takie dla zakochanych ;)

Mozna sie tez wybrac na dluzszy spacer wzdluz rzeki by potem wrocic do ogrodow na skroty wspinajac sie po stu schodach (czy bylo sto to nie wiem, tak pisalo na drogowskazie).

Zegnal nas pan paw ktory pojawil sie w poprzednim poscie.

Z ogrodow Altamont pojechalysmy do zamku dwojga imion Clonegal/Huntington.

Wyszukala go przypadkiem Alex na stronie gdzie figurowal pod nazwa Clonegal i mial byc w Enniscorthy, co troche dziwne bo gdzie Clonegal a gdzie Enniscorthy. Miala sie w nim miescic kwartera wyznawcow bogini Izis pod wodza kaplanki o dzikim spojrzeniu. Jakiez bylo nasze zdziwienie kiedy pod wplywem uwagi Taity zorientowalysmy sie ze te dwa zamki to w sumie jeden i ten sam.

Wyobrazalysmy go sobie jako bardziej spooky, tymczasem to najspokojniej wygladajace miejsce jakie do tej pory zwiedzilam. Kaplanka to leciwa lady Olivia juz ponad dziewiecdziesiecioletnia, wyznawcy bogini Izis nie skladaja ofiar z ludzi a sama kaplica to zbior przeroznych bibelotow i ciekawych przedmiotow glownie o tematyce egipskiej.

Potomek rodu ktory siega wstecz do 1180 roku sam osobiscie oprowadza zwiedzajacych. Wnetrza sa ciekawe, pelne interesujacych przedmiotow ktore atrakcyjnieja kiedy lord opowiada o nich anegdotki. A to o ciotce co majac 16 lat zabila krokodyla, a to o uzywaniu wosku ze swiec do zaklejania sladow po ospie na twarzy, a to ze winorosl ktora pnie sie po suficie w oranzerii pochodzi ze szczepu sprezentowanego przez Anne Boleyn.

Ciekawy tour i zachecam jakby ktos byl w okolicy. Ogrody przyzamkowe male i niezbyt interesujace oprocz szpaleru piecsetletnich drzew ktorych galezie pochylaja sie tworzac sklepienie.

Kolejne w programie byly ruiny Ballyloughan Castle ktory teraz lezy na prywatnej posesji, jak wlasnie wyczytalam z netu. Mozna sie bylo tego zreszta domyslic po zamknietej na klodke bramie, ale oczywiscie przeskoczylysmy.

Z zamku niewiele sie zachowalo i kiedy juz postanowilysmy wracac, dostrzeglysmy idace polem krowy ktory zauwazywszy nas, zaczely szybkim krokiem i z obledem w oczach zblizac sie.  Naprawde z obledem w oczach, szczegolnie jedna prowodyrka, czarna przywodczyni stada. Krow bylo ze trzydziesci a nas tylko trzy, wiec schowalysmy sie do zamku odgrodzone barierka i czekalysmy co bedzie dalej.

Krowy nie chcialy dac za wygrana i sformowaly szyk wojenny. Spytalam Alex czy ma jakas biale chusteczke cobysmy mogly nia wzywac ksieciunia na bialym koniu, miala ale higieniczna. Dobre i to. Wreszcie gdzies od strony domu wylonil sie straszy mezczyzna i zaczal isc w kierunku ruin. Oczywiscie pomyslallysmy ze to pan gospodarz ktory nas zobaczy i sie wkurzy ze mu po posesji chodzimy, wiec cichaczem wlazlysmy po schodkach na wiezyczke i przyczailysmy sie. Wreszcie po paru minutach uslyszalysmy dochadzace z dolu: Hello...

Trzeba sie bylo ujawnic i przyznac ze boimy sie krow. Mily farmer powiedzial ze nas widzial jak sie blakalysmy po polu i jak ucieklysmy przed krowami wiec nas przyszedl uratowac. Sa dzentlemeni na swiecie! a raczej w co Carlow, pozdrawiamy panow z hrabstwa Carlow ;)

Po przezyciach ukoilysmy nerwy bailey's coffee w miejscowym barze i udalysmy sie w kierunku ostatnich ruin tego dnia, Dunleckny Church. Koscioly byly dwa i wyglada na to ze jeden sie zaczal rozlatywac wiec zaczeto obok stawiac drugi. Ciezko dostrzec to miejsce z drogi bo jest zasloniete domkami. Mieszkancy susza pranie w ogrodkach z widokiem na cmentarz.

Fotoreportaz:

Rolls Royce w Altamont Gardens

 

Dworek Altamont Gardens

 

Tata labadz

 

River Walk w Altamont Gardens

 

Roslinka jak laska biskupia

 

Huntington Castle

 

 

Slynny szpaler drzew

 

Swinka w lordowskich ogrodach

Ballyloughan Castle

 

Wsciekle krowy atakuja ;)

 

Dunleckny Church

...i w bardziej posepnej wersji:

23:19, ewazdublina
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 maja 2012
Mr Handsome z ogrodow Altamont

Zanim napisze cos wiecej o naszej sobotniej wyprawie podczas ktorej bylo baaaardzo niebezpiecznie (zostalysmy zaatakowane, otoczone w ruinach zamku, po czym uratowane jak trzy ksiezniczki przez ksieciunia) - oto pan ktory podbil moje serce:

 

Paw nosi zaszczytny tytul najpiekniejszego ptaka swiata i wydaje mi sie to w pelni zasluzone. W swiecie zwierzat to panowie sa plcia piekna wiec to wlasnie samiec posiada znakomite barwy no i ten slynny tren. jakie to sprawiedliwe - to samiec sie musi samicy spodobac by go zechciala, ona sobie moze byc szara i bez ogona, a i tak sie o nia bija! A u ludzi odwrotnie!

Ten piekny pan chodzil sobie po ogrodach i ogon wlokl za soba, dopiero kiedy na dachu budynku pojawila sie samiczka okazal inicjatywe i ruszyl w jej kierunku. I kiedy zaczelysmy robic jej zdjecia, on jakby ja chcac chronic rozpostarl ogon i zakryl ja calkowicie.

Trudno oderwac wzrok od tych barw i ksztaltow jakimi natura obdarowala tego wspanialego ptaka. Wspomniec wypada ze oprocz urody jest on rowniez pozyteczny - w swych ojczystych krajach gdzie zyje na wolnosci (Indie, Pakistan, Sri Lanka) zjada jadowite weze i skorpiony. W celach ozdobnych zaczal byc chodowany juz w starozytnym Egipcie.

 

Wystepuje rowniez albinoska wersja pawia, zdjecie pozyczone ze strony NL2:

 

A moja rodzina mieszka w domu przy ulicy PAWIA a moze raczej PAWIEJ :) 

Pan paw pozowal dlugo ale w koncu chyba mial dosc bo pokazal nam swoja druga strone jakby dajac do zrozumienia ze ma nas w d...

(to zdjecie zrobione przez Alex)

14:45, ewazdublina
Link Komentarze (12) »
czwartek, 10 maja 2012
W trudzie i znoju.

Naprawde sie dzis wzruszylam jak inni ciezko pracuja.

Zapewne znacie strony typu booking.com przez ktore mozna robic rezerwacje hoteli. Oczywiscie wspolpracujemy z kilkunastoma takimi, niektore sa mniej lub bardziej produktywne, taki booking.com to przynosi kolo 60 rezerwacji miesiecznie dla przykladu w slabym miesiacu (poza sezonem, bez zadnych eventow typu Paddy's Day), co nie jest zlym wynikiem.

Otwieram dzis poczte i widze maila od jednej z takich agencji ktora ma nas w ofercie, a w nim taki oto wstep (nazwa jej i mojego hotelu zastapione iksami)

"XXX agency has been working hard throughout the last year to bring The XXX Hotel 10 bookings and with our new technology and increased global presence we are very confident that these numbers will increase throughout the upcoming year"

Ale sie napracowali! Przy zaprzegnieciu owej wspomnianej technologii to w tym roku doczekam sie moze 100 % wzrostu a wiec 20 bookingow!

Jak zauwazyl C. - powinnam sie cieszyc ze XXX agency pracuje dla mnie a nie przeciw mnie, bo z taka technologia to mogliby powaznie zagrozic!

 

Ksiezyc, buty i spiew.

Jaka ladna pelnia byla!

O taka:

 

Krazylysmy z Alex dobra godzine po PHOENIX Parku szukajac najlepszego ujecia ksiezyca, w rezultacie mam ze 100 zdjec wygladajacych praktycznie tak samo :)

Przedtem jednak spedzilysmy przemily wieczor w Charleville Castle w towarzystwie miejscowej smietanki, sluchajac arii operowych i operetkowych w wykonaniu trzech pieknych pan i jednego mlodzienca.

Alex mnie straszyla ze zimno bedzie wiec wlozylam znienawidzona welniana sukienke z dlugim rekawem, a tu upal na sali bo w kominku hajczylo ze hej. Ale miala racje jak sie okazalo bo juz w toaletach mozna bylo do sedesu przymarznac.

Wracajac do muzyki - spiewacy znani i utytulowani, z dorobkiem, ktorzy dla podratowania kultury w Co Offaly wystapili za darmo. Pierwsza czesc wieczoru byla powazniejsza, za to po przerwie na wine reception (bardzo dobre biale wino) troche lzejsza, z rewelacyjnym duetem kotow "Miau"

Mam zamiar bywac na takich wieczorkach czesciej!

W tzw miedzyczasie doszlo do mnie ze juz za tydzien i troche bede sie wybierac do Umbrii. Jezdzac z KMZ bylam odpowiedzialna za opracowanie tras a ona za oprawe muzyczna. Z Alex jest dokladnie odwrotnie, wiec po pracy zamiast sie uczyc szukam Corki Rybaka, Ziuty, Moniki Dziewczyny Ratowanika i wypalam plytki;)

A tak z zupelnie innej beczki - weszlam na bloga polecanego przez Onet i o butach bylo, a wlasciwie to o tym czy jak sie idzie w gosci to sciagac je czy nie, i czy to jest faux pas jak gospodarz poprosi o zdjecie obuwia.

Autorka bloga wyrazila poglad ze nie sciaganie jest brakiem szacunku dla gospodarza i sciagac sie powinno, bo kto potem z mopem lata - no gospodarz a wlasciwie to gospodyni, a szpilki niszcza posadzki itp.

Nie zopiniowalam bo onetowskie polecone blogi szczyca sie niskim poziomem komentarzy wiec nie chcialam sie w tym babrac, ale temat interesujacy bo u mnie w domu uwazalo sie ze jak ktos wlezie w butach to niewychowany buc (nie wiem jaka jest forma zenska od buca) i dla gosci sie mialo kapciuszki. I pamietam ze jakies potancowki odchodzily i u moich rodzicow i u ich znajomych, gdzie sie tanczylo w papuckach albo w rajstopkach (panie) i skarpetkach (panowie). Teraz mi sie to wydaje zabawne ;)

Z drugiej strony w salonach krolowaly wtedy dywany w tzw arabskie wzory, nie posadzki ktore latwiej w czystosci utrzymac!

Osobiscie uwazam ze dywany to bardziej do sypialni czy innych miejsc gdzie tylko gospodarze chadzaja, a gdzie indziej to posadzka czy podloga. I nie wyobrazam sobie pojscia w gosci na jakies przyjecie (nie mowie o nasiadowie z kumpelkami ale o jakiejs okazji) i ze mi ktos kaze buty sciagac. Jest to integralna czesc kreacji i bez nich sie wyglada smiesznie. Jak ktos ogladal SATC to pewnie pamieta jak Carrie musiala zdjac swoje Blahniki i od razu sie zrobila taka malutka i stracila caly szyk.

A co do szacunku dla gospodarza - to czemu do sklepu czy do hotelu w butach wchodzimy, przeciez tam tez ktos po nas sprzata.

Jak ktos nie lubi myc podlogi po gosciach to chyba nie powinien organizowac przyjec, tak mi sie wydaje.

Nie lubie tez tych paskudnych kapci jakie trzeba wkladac w niektorych atrakcjach turystycznych np w zamku w Pszczynie. Nie sposob w tym chodzic, trzeba sunac po tych podlogach tam jak na nartach, a juz zejscie po schodach to wyzsza szkola jazdy. Pamietam ze za pierwszym razem jak tam bylam to rozdawali takie plastikowe woreczki z gumka ktore jeszcze byly do zniesienia, ale rok temu kapciochy powrocily.

Poza Pszczyna jedynym miejscem z kapciochami jakie mi sie zdarzylo zwiedzac to zamek w Karlstejnie. Gdziekolwiek indziej ludzie normalnie chodza w butach, czy to zamki, dwory, synagogi czy inne miejsca.

11:09, ewazdublina
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49