| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016

Mini-serial Stranger Things wyprodukowany przez Netflix chyba niedlugo wyskoczy mi z lodowki tyle sie o nim pisze i dyskutuje. Niepozorna wydawalo by sie 8-odcinkowa opowiesc z pogranicza s-f, filmu przygodowego i horroru klasy B  bez zadnej specjalnej promocji ani pewnie zbytnich oczekiwan tworcow stala sie telewizyjna sensacja i niektorzy nawet okreslaja serial jako kultowy (na wyrost moim zdaniem).

Kiedy po raz kolejny przeczytalam opinie ze "Netflix nigdy wczesniej nie wyprodukowal czegos tak dobrego" to po prostu musialam go zobaczyc, choc raczej nie przekonywala mnie specjalnie tresc ani czas akcji. Po obejrzeniu dwoch odcinkow zaczelam sie zastanawiac dla kogo to jest serial. Najpierw myslalam ze raczej dla mlodziezy i to mlodszej. Szybko jednak doszlo do mnie ze wcale nie bo jest on dla tych ktorzy byli mlodsza mlodzieza w latach osiemdziesiatych i maja sentyment do tamtych czasow i do specyficznego typu filmow takich jak ET czy  Goonies

Serial tak swietnie wkomponowal sie w epoke o ktorej opowiada ze gdyby nie aktorzy ktorych znam i wiem ile maja lat i wiem rozwniez ze to nowa produkcja, moglabym smialo uwierzyc ze nakrecono go w latach osiemdziesiatych. Ci ktorza lubia wyszukiwac smaczki i nawiazania do innych filmow znajda takich cala mase. Zreszta Stranger Things to jeden wielki mix stworzony z ogranych chwytow - a wiec mamy tu inteligentne dzieciaki kursujace na rowerach ktore sa przesladowane przez wrednych chlopakow z tej samej szkoly. Mamy starsze rodzenstwo nie potrafiace sie dogadac z mlodszym. Jest tajemnicze laboratorium, dziwni naukowcy, nawiazywanie kontaktu z innym wymiarem, jest malomiasteczkowy szeryf ktory sie okazuje nie taki glupi, czolowka z muzyka jak z archiwum X. Nie jest to wcale czyms zlym, wrecz przeciwnie - mam wrazenie ze to wlasnie byl cel zamierzony i takie granie na nostalgii za klimatem kina lat 80-tych jak widac sie oplacilo.

Po dwoch odcinkach akcja mnie wciagnela, po pieciu dalam serialowi ocene bardzo dobra na filmweb ale pozniej zmienilam ja na dobra. Bo niestety przy szostym odcinku serial sie robi meczacy i raczej czlowiek sie cieszy ze juz prawie koncowka.

Jesli ktos jeszcze jakims cudem nie uslyszal o czym on jest - w malym miasteczku ginie chlopiec. Szuka go policja, rodzina oraz przyjaciele ktorzy natrafiaja na tajemnicza dziewczynke uciekajaca przez "zlymi ludzmi". Wszycy beda musieli zmierzyc sie z nieznana, przerazajaca sila oraz z groznymi naukowcami. 

Na pewno calosc (oprocz koncowki) oglada sie bardzo dobrze i moze ja nie jestem az tak zafascynowana serialem bo nie czuje zadnej tesknoty do przeszlosci. Jest troche glupot jak w kazdym tego typu produkcie - jedna czy kilka osob juz zaginelo ale jakas idiotka czy idiota beda sie snuc noca po lesie i wlazic w kazda dziure...Rodzice tez jakos dziwnie nie reaguja kiedy ich pociechy calymi godzinami po zmroku jezdza po okolicy na rowerach mimo zagrozenia. Zabija sie z zimna krwia przypadkowego swiadka co sobie nie zdaje sprawy co widzial ale wypuszcza sie takiego co wszedzie wlazl i wszystkiego dotknal...Mam tez wrazenie ze historia z naukowcami i eksperymentami sie calkiem kupy nie trzyma. Ale znow chyba jest to cel zamierzony - kalka.

W roli matki zaginionego chlopca wystapila ikona kina lat osiemdziesiatych (przypadek???) Winona Ryder ktora wypada fatalnie, zdecydowanie przeszarzowala z emocjami. Pelen podziw dla aktorow dzieciecych (skad Amerykanie biora takie zdolne dzieci?) i dla aktora grajacego szeryfa. Ktos kto pracowal przy scenografii spisal sie swietnie - ech te plakaty z Tomem Cruise na scianie, modne w tamtych czasach gadzety, sprzety, stare komputery, archiwa gazet gdzie sie przegladalo numery na fiszkach. 

Nie rozumiem piania pelnego zachwytu ale na pewno ogladanie sprawilo mi przyjemnosc i dostarczylo rozrywki, a czy nie o to chodzi? Juz przebakuje sie o sezonie drugim. Zreszta tworcy celowo skonczyli serial niedopowiedzeniem i zachetka na wiecej. 

Przy okazji wspomne ze bardzo lubie kiedy widza traktuje sie z szacunkiem i funduje sie mu historie ktora moze i zostawia uchylona furtke na ciag dalszy ale jest skonczona. Nie cierpie kiedy wciagnie mnie jakis serial i nagle po pierwszym sezonie kiedy wszystkie watki sa zawiazane i az czlowieka skreca by sie zaczal nastepny, okazuje sie ze kontunuacji nie bedzie. Tak stalo sie z rewelacyjnym The Family (polski tytul Rodzina Warrenow) Swietna mini seria w klimatach podobnych do Broadchurch po piewszym sezonie skonczonym takim zwrotem akcji ze widz zostaje w fotelu z rozdziawiona geba, niestety zostala skasowana. A tyle slabych ciagnie sie bez konca.

 

 

15:45, ewazdublina
Link Komentarze (8) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

Dobry marketing to 2/3 sukcesu. Ring of Kerry jest tak samo piekny jak wybrzeze Donegalu, Dingle Peninsula czy Ring of Beara, ale to na Ring of Kerry niezmiennie ciagna hordy zwiedzajacych. To najbardziej turystyczne i jak na Irlandie zatloczone 190 km drogi, gdzie autokary maja nakaz poruszania sie w kierunku przeciwnym do wskazowek zegara zeby nie spowodowac ogromnych korkow. Niedawno krecono tam sceny do nowych Gwiezdnych Wojen (a konkretnie na wyspach Skelligs) i oczywiscie to rowniez jest az do przesady wykorzystywane w promocji regionu. Zreszta wplyw kinowych i telewizyjnych hitow na turystyke to bardzo ciekawy temat. Gra o Tron wpompowala do Irlandii Polnocnej tabuny milosnikow serialu, a takie np Dark Hedges o ktorych 10 lat temu nikt nie slyszal (kiedy tam bylam pierwszy raz to nawet miejscowi nie wiedzieli o co mi chodzi) teraz sa oblegane. Czy to zle czy dobrze - trudno stwierdzic. Dla mieszkancow i turystyki na pewno.

Ring of Kerry zaczyna sie od miasta Killarney ktore ktos okrzyknal najatrakcyjniejszym miastem Irlandii i tak sie przyjelo, aczkolwiek jest to opinia bardzo przesadzona. Polecam darowac sobie zatrzymanie sie tam i ruszenie w droge. Jesli ktos nie ma czasu na zrobienie calego ringu mozna przynajmniej zwiedzic przepiekny park narodowy, pojechac na slynny punkt widokowy Ladies View i przez przelecz Molls Gap zawitac do sympatycznego miasteczka Kenmare. My mielismy czasu az zanadto ale zanim ruszylismy w kierunku przeciwnym do wskazowek zegara, zboczylismy na Gap of Dunloe. Przelecz zostala uformowana 2 miliony lat temu przez cofniecie sie lodowca. Turysci odwiedzaja ja od roku 1860 kiedy to rozreklamowala ja wizyta Krolowej Wiktorii (no wlasnie, marketing istnial juz wtedy). Oczywiscie w tamtych czasach przejezdzalo sie ja konno lub w karetach. Teraz owszem mozna skorzystac z powozu ale mozna tez pokonac kreta i waska droge samochodem, ewentualnie sie przejsc. Trasa upstrzona jest konskimi odchodami ale zamiast patrzec w dol lepiej rozgladnac sie wokolo i podziwiac dramatyczny i dziki krajobraz, a takze kozy i owce ktore chetnie dolaczaja do turystow.

Gap of Dunloe

A kiedys bylo tak (zdjecie ze strony gapofdunloe.com):

gapofdunloehistory

 Gap of Dunloe

Gap of Dunloe

Gap of Dunloe

Poczatkowo mielismy w planie zatrzymac sie w okolicy zanim objedziemy Ring, a to w celu nocnej wycieczki z przewodnikiem by obserwowac niebo. Bo wlasnie w Kerry znajduje sie rezerwat nieba - International Dark Sky Reserve. Niebo jest tam tak doskonale czarne (z powodu braku miejskich swiatel) ze wrazenia z ogladania go golym okiem sa takie jakby sie bylo gdzies na pustyni w Afryce czy w kanionie Kolorado. Niestety jak widac na zdjeciach bylo raczej pochmurnie (choc bardzo cieplo) wiec wycieczki byly odwolane. Nastepnym razem koniecznie. 

Ruszylismy wiec w kierunku Killorglin, miasteczka ktore slynie z Puck Fair organizowanego w poczatkach czerwca. Festiwal ma ponad 400-letnia tradycje i obchody polegaja glownie na zlapaniu dzikiej kozy, umieszczeniu jej na wysokiej platformie, koronowaniu na krola i tancach oraz muzykowaniu przez 3 dni.  W dawnych czasach koze po zakonczeniu hulanek zabijano ale obecnie oczywiscie sie tego nie praktykuje. Na noc zatrzymalismy sie w Cahersiveen gdzie w knajpie Frank's Corner zjadlam najlepsza zupe jaka mi bylo dane kiedykowiek probowac. Poniewaz jestem na diecie juz ponad 24 lata zazwyczaj jak juz cos jem "na miescie" to jest to wlasnie zupa. Irlandzkie zupy podawane sa w postaci gestego kremu z obowiazkowym chlebem i przewaznie sa bardzo smaczne. W Frank's Corner mieli zupe z pomidorow, chilii, papryki i jakiegos czwartego skladnika krorego nie pamietam, i bylo to niebo w gebie. Zachwalajac ja w stylu bohaterow serialu "Jak poznalem wasza matke" - ta zupa byla tak boska ze chcialam wziac z nia slub i spedzic z nia reszte zycia. 

Tymczasem nastal drugi dzien wycieczki i jak pierwszy byl dniem pochmurnym ale z przeblyskami slonca i bez deszczu, tak drugi juz byl znacznie gorszy. W sumie to nie przeszkadzalo nam to w ogole bo krajobraz jest piekny i w deszczu, tylko zdjecia kiepsko wychodza. Pojechalismy promem na Valentia Island. Cala "przeprawa" trwa kilka minut a terminal prezentuje sie jak z jakiegos odcinka sitcomu Father Ted:

Valentia ferry

Valentia jest piekna i ma mnostwo punktow widokowych z ktorych mozna ogladac klify i ocean. Najwiekszym miastem jest Portmagee ktory laczy wyspe z ladem poprzez most. Z Portmagee jechalismy dalej wzdluz oceanu przystawajac na chwile by podziwiac turystow ktorzy nie baczac na porywisty wiatr i siekajacy w twarz deszcz usilowali robic zdjecia.

 Ring of Kerry

Musze tam wrocic kiedy bedzie slonce chocby po to by zjechac na te wszystkie malutkie plaze i do miasteczek z miniaturowymi marinami. Ech, co sie odwlecze to nie uciecze :) Kolejnym wiekszym miastem po drodze jest Waterville znany z tego ze odbywa sie tam festiwal filmow komediowych imienia Charlie Chaplina. Jest tam duzy sklep z pamiatkami dla turystow gdzie znajduje sie kacik dla wielbicieli Gwiezdnych Wojen - mozna sie poprzebierac w kostiumy Dartha Vadera i innych bohaterow a takze zaopatrzyc sie w rozne gadzety. 

Kolejne wieksze miasto to Sneem i wreszcie Kenmare ktore moim zdaniem jest duzo atrakcyjniejsze niz Killarney. Stamtad o rzut beretem do punktu widokowego z ktorego mozna podziwiac jeziora parku narodowego, zwanego Ladies View na czesc krolowej Victorii ktora zatrzymala sie tam ze swymi dworkami kiedy odwiedzala Irlandie w 1861 roku. Pisalam o tym miejscu kilkakrotnie, zwlaszcza o restauracji w ktorej serwuja jedna z lepszych Baileys i Irish Coffee w calym hrabstwie. Kiedy tam bylismy nad jeziorami pojawila sie ogromna tecza (na zdjeciu niestety nizbyt widoczna).

Ladies View

Kusi mnie perspektywa wynajecia domu w Kerry  na tydzien i porzadnej eksploracji. Bardzo mozliwe ze w koncu tak zrobie ktoregos lata. Wracajac C. wlaczyl nawigacje i usmialismy sie za wszystkie czasy, bo nawigacja nie jest w stanie wymowic niektorych irlandzkich nazw i je literuje. A juz do spazmow doprowadzilo mnie to ze biedne urzadzenie chyba calkiem poleglo i jedna z niewymawialnych drog nazwalo sobie HAHA. Turn left into THE HAHA. Continue on the HAHA for another 10 minutes. Wyrazenie The Haha istnieje naprawde i oznacza ukryta granice miedzy ogrodem a posiadloscia. Zadaniem HAHA bylo uniemozliwienie bydlu przekroczenie terenu na ktorym nie bylo mile widziane.

 Kerry

 
Kerry

Kerry

Kerry

Kerry

Kerry

Kerry

Kerry

Kerry

 Kerry

Kerry

Kerry

Kenmare

 Kerry

Ross Castle

Kerry

Kerry

 Kerry

wtorek, 16 sierpnia 2016

Cieplo, leniwie, relaksujaco...

C. od niedzieli jest na urlopie i jak zawsze w takich okolicznosciach obudzil sie w nim gospodyń domowy. Najpierw zaprosil na popoludnie rodzicow co juz od dawna chcielismy zrobic. Przygotowal zimny bufet z serami, owocami, wedlinami i jakimis przystawkami typu melon zawiniety w szynke i kremowy serek w lososia i inne bajery, podane na profesjonalnych platerach ktore pozyczyl z hotelu. A wczoraj siedzi na kanapie i patrzy na tace z nieco przejrzalymi bananami. Patrzy i mysli i nagle mowi: 

- Banana bread.

Jako ze akurat w tle leciala jakas muzyka najpierw pomyslalam ze to jakas grupa.

Ale nie. Wzial i zaczal szukac przepisu w internecie i zaraz pobiegl do sklepu po brakujace skladniki do upiecznenia chleba bananowego. 

I w ogole sprzata, pierze, alarm przeciwpozarowy wymienil. 

W czwartek jest moja rocznica przyjazdu do Irlandii wiec wyjezdzamy do Kerry na 2 dni. Bede nadawac na biezaco na fejsbuku :) 

10:41, ewazdublina
Link Komentarze (8) »
niedziela, 07 sierpnia 2016

Bardzo lubie francuskie kino. Mam wrazenie ze w latach kiedy mialam 15-20 lat w telewizji i w kinach  bylo wiecej filmow francuskich niz teraz. Nie jestem ekspertem ale nie wydaje mi sie by owczesnie jakies gwiazdy z tego kraju mialy taka europejska czy swiatowa renome jak niegdys Alain Delon, Belmondo czy Brigitte Bardot. Ale wracajac do wspolczesnosci - na szczescie niektorym filmom udaje sie byc takimi hitami by uslyszal o nich i mogl obejrzec przecietny widz jak MUA. 

Do ktoregos z ostatnich numerow Twojego Stylu dolaczona byla plytka z komedia "Za jakie grzechy dobry Boze" o ktorej slyszalam wiele dobrego. Plytka przelezala jakis czas na polce bo od obejrzenia odrzucal mnie polski lektor - uznaje tylko napisy ale z drugiej strony lektora mozna jakos przelknac (troche to kanibalistycznie zabrzmialo) czego nie mozna juz powiedziec o dubbingu. Tak wiec pewnego wieczora postanowilam film zobaczyc i musze go naprawde goraco polecic tym ktorzy lubia lekkie, niezobawiazujace farsy.

Oto malzenstwo zamoznych i konserwatywnych burzujow, Claude i Marie, przechodzi od kilku lat ciezkie chwile. Maja czetry piekne i wyksztalcone corki dla ktorych wymarzyli sobie zieciow z tej samej klasy spolecznej, ale jedna z corek wychodzi za Araba muzulmanina, druga za Chinczyka a trzecia za Zyda. Rodzice z wielkim trudem usiluja sie z tym pogodzic, zreszta zieciowie rowniez za soba nie przepadaja. W koncu kiedy cala grupka osiagnie jakas tam rownowage we wzajemnych stosunkach, najmlodsza jeszcze niezamezna corka oswiadcza ze sie zareczyla. Owszem, z katolikiem. Niestety z czarnym. To juz jest za duzo dla rodzicow. Do tego rodzina przyszlego pana mlodego tez nie pala sympatia do bialych. 

Film pokazuje ze rasizm i uprzedzenia sa w kazdym z nas, wystarczy czasem jednak zrozumiec i poznac kogos by przekonac sie ze to tez czlowiek jak i my, mimo innego wyznania czy koloru skory. Dodatkowo nie czyni tego w sposob moralizatorski.

 

Przy okazji polecam kilka innych francuskich komedii jak znalazl na letnie wieczory.

"Potiche" czyli Zona Doskonala, film Francois Ozona, z Catherine Deneuve z roli tytulowej. O tym jak typowa zona przy mezu, pani domu bez konkretnego zajecia, musi przejac zarzadzanie fabryka parasolek w zastepstwie malzonka i odnajduje w sobie utalentowanego i przebojowego menadzera. Silny wydzwiek feministyczny ale znowu podany w bardzo lekkiej konwencji.

"Kobiety z 6-go pietra" to bardzo ciepla komedia obyczajowa z niezrownanym Fabrice Luchini (zagral tez w Potiche) w roli bogatego maklera gieldowego Jeana Louisa ktory jest tez wlascicielem kamienicy przynoszacej duze zyski z wynajmu. Jego uporzadkowane choc nudne zycie zmieni sie o 180 stopni za sprawa mieszkajacych na poddaszu kamienicy hiszpanskich emigrantek pracujacych jako gosposie. Jean Louis zaprzyjazni sie z pracowitymi i prostolinijnymi paniami co w jego sferze wywola prawie skandal. 

"Nietykalni" - wielki przeboj znad Sekwany obsypany wieloma nagrodami. Uznanie i krytykow i widzow to cos co nie zawsze idzie w parze. Fabula nie brzmi zbyt komediowo - oto sparalizowany milioner zatrudnia do opieki czarnego mlodzienca ktory mial juz konflikt z prawem. Dwoch zupelnie wydawaloby sie roznych mezczyzn szczerze sie z soba zaprzyjazni i kazdy w jakis sposob pomoze drugiemu sie ogarnac w zyciu. Scenariusz powstal na podstawie prawdziwej historii.

 "Artysta" - sensacja 2011 roku, zdobywca pieciu Oscarow i wielu innych cenionych nagrod, i nie wierze ze ktos kto lubi kino nie widzial tego filmu :) To obraz niemy i czarno bialy, nie tylko opowiadajacy histore gwiazd kina niemego ale i zrealizowany w tej konwencji. Dziecieciem bedac uwielbialam stare nieme filmy w ktorych gralo sie glownie twarza i gestami. Trzeba bylo byc przerysowanym bo bez glosu i dialogu trudno inaczej oddac uczucia i ogolnie to co sie dzieje na ekranie. Pamietam jak podziwialam piekna i eteryczna Lilian Gish i podsmiewywalam sie z blyskajacego dziko oczami Rudolfa Valentino. Udzwiekowienie spowodowalo niemala rewolucje w zyciu niektorych gwiazd bo nie wszystkie mialy odpowiedni glos. Np Pola Negri musiala sie pozegnac z kariera bo miala niski i chropowaty glos oraz silny polski akcent. Artysta to historia slawnego amanta kina niemego ktory nie moze sie odnalezc w fimach dziekowych i popada w zapomnienie. Swietny obraz, ogladajac go zapomina sie zupelnie o tym ze aktorzy nie mowia, nie ma to zadnego znaczenia. W paru momentach poplakalam sie jak mops.

"Przepis na milosc" - ten film niedawno pokazal sie na Netflix. O milosci subtelnie i ze smakiem. Bohaterami jest para bardzo niesmialych ludzi - on to wlasciciel upadajacej fabryki czekolady ktory oblewa sie potem na mysl o rozmowie z kims obcym, a ona to cukierniczka znajaca tajemniczy przepis na czekoladki ktory moglby uratowac biznes. Tylko jakos trudno im sie z soba dogadac.

A TU tytuly ktore chce obejrzec. Jesli znacie i polecacie jakies dobre francuskie lekkie filmy, dajcie znac.

A tak na marginesie skoro wspomnialam o dubbingu, czy w Polsce jeszcze dubbinguje sie filmy (oprocz tych dla dzieci oczywiscie)? Toz to jest cos strasznego. Pamietam czasy kiedy prawie wszystko co zagraniczne bylo dubbingowane i istniala cala elita polskich aktorow ktorzy sie w tym specjalizowali, bo nie jest to wcale proste. No przeciez i Przyjaciele mowili po polsku :) 

 

13:39, ewazdublina
Link Komentarze (18) »
sobota, 06 sierpnia 2016

Ilekroc mam ochote gdzies pojezdzic ale nie za dlugo i nie daleko, wybieram sie do Wicklow przez przelecz Wicklow Gap i wracam przez Sally Gap. Zdania na temat tego ktora jest ladniejsza i oferuje piekniejsze widoki sa podzielone i to jest taka dyskusja jak nad wyzszoscia Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkiej Nocy. Na Sally Gap jest pusciej i pewnie dlatego ja wlasnie wole. Bardzo rzadko mija cie jakis inny samochod a jak sie kogos wyprzedza to tylko zmachanego rowerzyste. A przy okazji to ponownie wspomne o moim nieustajacym zdziwieniu nad osobami ktore mieszkaja w Dublinie od ponad pieciu a nawet dziesieciu lat, i NIGDZIE poza Dublinem nie byly. Poznalam kolejna taka osobe, niesamowicie sympatyczna i o ze sie tak wyraze wysokiej kulturze osobistej, wyedukowana, z dobra placa i praca, w rodzinie dwa porzadne samochody, pieniedzy nie brakuje. I nigdy nie wybrali sie na wycieczke nawet do Wicklow ktore od Dublina jest o rzut beretem. Mieszkaja tu z jedna trzyletnia przerwa w sumie 12 lat.  A mnie juz brakuje nieznanych mi miejsc. 

 

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

Wicklow

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 123