| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
RSS
niedziela, 25 września 2016

Na ponizszej mapce zaznaczylam wszystkie miejsca ktore zobaczylam, oczywiscie w Porto jest duzo wiecej atrakcji, muzeow, galerii czy kosciolow. 

>

Ribeira 

Najstarsza czesc miasta datujaca swe poczatki na V wiek. Nieco podobna w charakterze do lizbonskiej Alfamy, dzielnica zamieszkala kiedys przez biedote a i teraz chyba przez mniej zamoznych obywateli. Waskie uliczki tworza niesamowity klimat, slychac rozmowy mieszkancow za otwartymi oknami, na zewnatrz suszy sie pranie, dzieci graja w pilke i sasiadki plotkuja na rogu. Czasem az dziwnie jest robic zdjecia, mozna poczuc sie jak intruz. Ribeira jest na liscie swiatowego dziedzictwa Unesco.

Porto Ribeira

 Porto, Ribeira

 Kiedy schodzi sie od gory, najlepiej ulica R.Mercadores lub R.S. Joao, wyjdzie sie wprost na gwarny plac de Ribeira. Stamtad odplywaja stateczki oferujace okolo 50 minutowy rejs po rzece. Jesli pojdziemy w lewo w kierunku zelaznego mostu Ponte de D.Louis, przejdziemy przez dlugi rzad wysokich, kolorowych budynkow ktore mieszcza pod spodem bary, restauracje i sklepy z pamiatkami. A kiedy wejdzie sie w jakakolwiek brame znow inny swiat, prawdziwe zycie mieszkancow. Na koncu tej ulicy znajduje sie malutki bar z zaledwie trzema stoliczkami, sprzedaja glownie porto ale tez i drobne snacki. Mialam ochote na lampke ale nie bylo gdzie usiasc, wiec pan kelner szybko przyniosl mi rozkladane krzeslo i rozlozyl na zewnatrz. Czulam sie jak Shirley Valentine kiedy grecki kelner zataszczyl jej fotel az na skraj morza :) 

Porto Ribeira

Porto Ribeira

Po Ribeirze najlepiej jest sie po prostu powloczyc. Wejsc w obojetnie jaka uliczke, zgubic sie nie sposob bo po jednej stronie widac Se - Katedre, a po drugiej wieze Clerigos. No i wiadomo ze jak droga prowadzi w dol to sie dojdzie do rzeki ;)

Porto Ribeira

 Porto Ribeira

Se Catedral do Porto - Katedra 

Katedra powstala w XII wieku jako obronny kosciol romanski, pozniej przebudowany w stylu gotyckim. Wieczorem piekny kruzganek ozdobiony plytkami azulejos jest romantycznie podswietlony a z dziedzinca rozciaga sie cudowny widok na dzielnice.

Se Porto

Se Porto

Porto

 Miradouro da Vitoria

Jeden w wielu punktow widokowych na rzeke i miasto Gaia, mnie szczegolnie utkwil w pamieci bo byl pierwszym z ktorego zobaczylam taka panorame. Niestety samo miejsce jest otoczone ruderami budynkow i pelne pustych butelek po piwie i innych smieci. Wystarczy sie jednak nie rozgladac wkolo ale przed siebie.

Porto

 Dworzec kolejowy Estacao Sao Bento

 Jeden z najpiekniejszych dworcow jakie widzialam. Ozdobiony plytkami azulejos i malowidlami przedstawiajacymi historie Porto. W dzien pelno w nim nie tyle podroznych co turystow robiacych zdjecia, najlepiej przyjsc poznym wieczorem.

Dworzec kolejowy Porto

Cafe Majestic

W Porto jest wiele budynkow i fasad - w roznym stanie, niekore bardzo zaniedbane - w stylu art nouveax. Od razu przypomina sie Praga a mnie takze nie wiedziec czemu akurat serial Kariera Nikodema Dyzmy z przedwojenna Warszawa. Na dlugiej ulicy Santa Catarina znajdziemy drogie butiki i restauracje a takze Cafe Majestic, piekna kawiarnie w stylu art nouveax wlasnie. W srodku tlum gosci a na zewnatrz tlum turystow robiacych zdjecia. Nie udalo mi sie zrobic ladnej fotki wiec posilkuje sie zdjeciem z ich strony www.cafemajestic.com Kiedy pojade do Porto kolejny raz wezme jakies reprezentacyjne ciuchy zeby sie tam polansowac ;) 

Cafe Majestic

 Clerigos Church i Torre dos Clerigos - Kosciol i wieza Clerigos

Kosciol jest taki sobie za to z jego schodow jest bardzo ladny widok na przydymione mgielka miasto:

Porto

Na wieze (wstep bodajze 2 euro) prowadzi 240 stopni ale warto sie wspiac dla widokow. 

Porto

 Porto

Igreja do Carmo &  Igreja das Carmelitas

Dwa koscioly przylegajace do siebie, no prawie - jak sie dowiedzialam podczas przejazdu yellow bus wg dawnego prawa nie mozna bylo budowac kosciola obok kosciola, wiec by to prawo obejsc obie budowle rozdziela budynek o szerokosci metra. Szczerze nie wiem ktory jest ktory, fasada jednego z nich jest przepieknie ozdobiona plytkami.

Porto

 Porto

Livraria Llelo czyli jedna z trzech najpiekniejszych ksiegarni na swiecie.

Bracia Llelo, Jose i Antonio, byli milosnikami literatury i pragneli byc wydawcami i ksiegarzami. Z poczatkowa pomoca szwagra zrealizowali swoje marzenia i w 1881 roku otworzyli swa pierwsza ksiegarnie i wydawnictwo. Od tej pory stali sie waznymi osobami na arenie kulturalnej Porto, byli tez aktywistami spolecznymi i udzielali sie w polityce. Ksiegarnie ktora podziwia swiat otworzyli w 1906 roku. Podobno pisarka JK Rowling mieszkajac w Porto czesto ja odwiedzala i to jej wnetrze zainspirowalo ja do stworzenia Hogwartu. Niestety ta wiadomosc spowodowala ze do ksiegarni trudno sie dopchac, jest pelna milosnikow cyklu robiacych sobie zdjecia we wszystkich mozliwych katach i oczywiscie na slynnych schodach. W 2015 roku wprowadzono tam oplate za wstep (3 euro) ale pieniadze te odlicza sie przy dokonaniu zakupu. Moze dlatego ze juz bylo prawie poza sezonem nie doswiadczylam godzinnego stania w kolejce, czekalam doslownie niecale 5 minut. W srodku tez nie bylo tragicznie aczkolwiek nie wiem jak jest mozliwe spokojnie przegladanie ksiazek kiedy wkolo kazdy pstryka fotki i przeciska sie z plecakiem na grzbiecie nie patrzac czy kogos taranuje czy nie ;) Uwazam ze warto zobaczyc to miejsce bo jest naprawde przepiekne. 

Llelo

Llelo

 

Llelo

 Llelo

 Llelo

Niedaleko ksiegarni znajduje sie maly park z bardzo klimatyczna aleja obsadzona drzewami:

Porto

Igreja Santo Ildefonso

Przechodzilam kolo tego kosciola codziennie 2 razy bo wyznaczal droge do mojego apartamentu :) To bardzo atrakcyjna XVIII wieczna budowla ktorej fasada jest pokryta 11.000 plytkami azulejos.

Porto

Ponte de D. Luis I

O dziwo ta ogromna zelazna konstrukcja doskonale wtapia sie w krajobraz i koresponduje ze Starowka. Most zostal zaprojektowany przez Gustave Eiffel, tego od wiezy w Paryzu jego imienia :) Porto moze poszczycic sie az szescioma mostami, zeby je dokladnie zobaczyc mozna wybrac sie na rejs stateczkiem odplywajacym z placu de Ribeira. Ponte de D. Luis jest podwojny i na obu poziomach mozna spacerowac. Radze wejsc na wyzszy, zwlaszcza o zmierzchu. Widoki na Porto i miasto Gaia za zachwycajace. Obok kursuje funikular ktorym mozna zjechac do Ribeiry zamiast zejsc po schodach. 

Porto

 Porto

 Porto

Jardins do Palacio de Cristal

 Urocze ogrody pelne cudownie zaprojektowanych tarasow, oczek wodnych, alejek, zakatkow z ukrytymi laweczkami, a wszedzie cicho, spokojnie, tylko kogut czasem zapieje albo paw krzyknie. Do tego co za widoki na rzeke! Wymarzone miejsce zeby posiedziec z ksiazka (czy tez w moim przypadku z czytnikiem) Chyba moje ulubione miejsce w Porto.

 Jardins do Palacio de Cristal

 Jardins do Palacio de Cristal

Jardins do Palacio de Cristal

Gaia i wytwornie Porto czyli po drugiej stronie rzeki.

Wystarczy przejsc mostem na druga strone rzeki by nie tylko miec swietne widoki na Porto, ale znalezc sie w swiecie znakomitego trunku (ktory wlasnie popijam) czyli Porto. tam mozna zrobic sobie Porto Tour. Jak juz wiecie z poprzedniego postu mialam wejsciowke do wytworni Cockburn co w wolnym tlumaczeniu znaczy czlonek w ogniu ;) Moze dlatego przewodnik usilowal metnie tlumaczyc ze wymawia sie COWBURN...no niech im bedzie. Sama wycieczka taka sobie, one wszystkie sa do siebie podobne, historia marki, wlascicieli, regionu, informacje jak sie produkuje, lazenie miedzy rzedami beczek i wdychanie oparow ;) Za to tasting byl w porzadku bo dano nam naprawde spore dwie szklanice, a nie tak zeby tylko dziob zamoczyc ;) Nawet mi troche w glowie zaszumialo bo porto ma 20% zawartosci alkoholu. To romantyczny dziedziniec w Cockburn's:

Cockburn

A to widok na Porto od strony Gaia.

 Porto

Foz do Douro

Ta dzielnica nad oceanem przypomina architektura i stylem brytyjskie nadmorskie kurorty. Ja pojechalam tam glownie po to by sie przejsc, pooddychac rzeskim powietrzem i wreszcie sie troche schlodzic. Na koncu dlugiego mola gdzie stoi latarnia morska jest tabliczka by uwazac na fale ktore z duza sila rozbijaja sie o skaly i samo molo. Przymierzalam sie do zdjecia kiedy jedna taka rozprysla sie tuz przede mna i malo nie oblala od stop do glow. Wyszla ciekawa fotka ale uciekalam stamtad szybko ;)

Foz do Douro

Matosinhos 

Myslalam ze to dzielnica Porto ale wikipedia mowi wyraznie ze to osobne miasto. Przy wjezdzie wita nas duze sitko do makaronu...tzn wg artysty ma to byc siec rybacka. 

 Matosinhos

Zawsze kiedy widze tego typu konstrukcje zastanawiam sie ile artysta na takim szkaradztwie zarobil i ile zaplacilo za to miasto, oraz jak by mozna te pieniadze duzo lepiej wykorzystac...Miasteczko to raj dla smakoszy, tam sa podobno najlepsze knajpy z rybami i owocami morza. Jest taka jedna dluga ulica spowita dymem - ciagnie sie tam rzad barow i restauracji z grillem na zewnatrz na ktorym przyrzadza sie rybki. Tam zjezdzaja sie tez surferzy. Spedzilam chyba 2 godziny na paletaniu sie po brzegu i siedzenie w barze na plazy, prawie pustym, popijajac porto i wsluchujac sie w szum fal i krzyki mew.

Matosinhos

 
Matosinhos

Matosinhos

Murale i graffiti 

Niektorzy uwazaja je za wandalizm inni za sztuke uliczna. Ja nie cierpie bohomazow typu: cracovia pany, ale graffiti i murale w odpowiednich miejscach dodaja miastu charakteru. W Porto jest ich cale mnostwo, zauwazylam tez ze czerwone budki telefonicznie juz dawno nie maja w srodku aparatow, za to sa pokryte graffiti.

 Porto

Porto

Porto

Porto

 Przed zachodem slonca

Wydaje mi sie ze wtedy miasto wyglada najpiekniej :) Dobrze byloby obserwowac zachod z wiezy Clerigos ale akurat kiedy ja tam byla zachod zaczynal sie o 19.30 a wieze zamykano o 19.00. Za to mozna sie przejsc na most i na dziedziniec Se, tam tez dobrze widac Porto pograzajace sie powoli w mroku.

Porto

Porto

 Porto

Porto

Na koniec dodam ze lotnisko  jest swietne, duze, doskonale zorganizowane, z mnostwem sklepow i restauracji oraz barow. Wybor Porto przyprawia o zawrot glowy a ceny sa zachecajace. A w jednym z barow zaszalam i kupilam lampke 20 letniego Porto ktora kosztowala wiecej niz dwie litrowe butelki "zwyklego" :) 

12:54, ewazdublina
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 września 2016

Wrocilam z Porto zachwycona, ale to miasto nie spodoba sie kazdemu. Jesli byliscie w Lizbonie i nie przypadla Wam do gustu to raczej nie ma po co jechac do Porto. Jak by najcelniej opisac ogolne wrazenie - czuc w tym miescie jego historyczna potege i wielkosc ale tez i zle czasy. Bieda przeplata sie z przepychem, piekne budynki ktore niszczeja i sa niezamieszkane stoja tuz obok odremontowanych. Na jednej ulicy mozna zobaczyc zadbane sklepy i kamienice, ubranych w garnitury biznesmenow spieszacych do pracy i rozchichotane nastolatki oraz mezczyzne szukajacego jedzenia w smietniku czy babcie skromnie ubrana, truchtajaca stroma ulica z laseczka, malutka i krucha jakby sie miala zaraz rozpasc. Ogromne mosty, kilkukilometrowe avenidy i ulice z bankami i drogimi butikami sasiaduja z odrapana ale niesamowicie malownicza starowka gdzie do niedawna lepiej sie bylo nie zapuszczac po zmroku. Widac ze turystyka kwitnie - niezliczona ilosc restauracji i barow jest zapelniona, po miescie kraza rozne busy typu hop on hop off, oferta zorganizowanych rozrywek jest naprawde duza a punkty informacyje na kazdym kroku. I komunikacja jest rozbudowana - wiele linii metra, autobusy, historyczny tramwaj jak w Lizbonie, rowery do wypozyczenia. 

Porto

Porto jest kolorowe i sloneczne ale i zasnute lekka mgielka, widac to bardzo dobrze na zdjeciach. Bylo naprawde goraco choc powiedziano mi ze w zasadzie to juz jest chlodno, lato bylo tak upalne ze mojej gospodyni z airbnb zdechly kaktusy na tarasie. Kaktusy! Jak ktos nie lubi sie wspinac to tez nie bedzie zadowolony - Porto jest chyba jeszcze bardziej niz Lizbona zlokalizowane na wzgorzu i albo sie schodzi w dol albo sie wspina pod gorke, czesto po schodach albo po "kocich lbach". Ale to ma wielka zalete (oprocz spalania kalorii i pracy nad miesniami posladkow) - widoki. Tzw miradouro czyli punkty widokowe sa praktycznie wszedzie. W zasadzie moznaby co kilka minut stawac i robic zdjecia.

 Porto

Rady i informacje praktyczne - mieszkalam w apartamencie BIRDNEST wynajetym przez airbnb i ponownie jestem bardzo zadowolona. Wybralam go ze wzgledu na decor, po prostu spodobaly mi sie zdjecia. Dodam ze vis a vis mieszkala urocza pani z kotem syjamskim ( a wlasciwie kotka i chyba seniorka) z ktora czesto prowadzilam rano pogawedki (z pania, nie z kotka ;) Kotka codziennie przychodzila do mnie na glaskanie. Apartament byl mniej wiecej 20 min na piechote od starowki i jakies 5 min od stacji metra - ja oczywiscie lazilam wszedzie. Taksowka z lotniska kosztowala 25 euro, z powrotem wzielam jednak metro. Nie bede Wam opisywac jak sie poruszac po miescie metrem (i nie tylko) bo to juz zrobila autorka bloga Duze Podroze TU. Nic dodac nic ujac. Na wiekszych stacjach metra placze sie kilku panow w zoltych kamizelkach ktorzy przechetnie udzielaja pomocy w zakupie biletu jakby ktos mial problem.

 porto130

Porto

Starowka i glowne atrakcje sa zlokalizowane tak ze mozna sie wszedzie bez specjalnego wysilku dostac pieszo. Z czystego wygodnictwa kupilam dwudniowy bilet na YELLOW BUS ktorego dwie linie kraza nie tylko po centrum ale i docieraja do dzielnic Foz i Matosinhos gdzie chcialam pojechac ale bez  kombinowania z publicznym transportem. Do tego w cenie biletu za 15.00 euro  jest 50 minutowy rejs po rzecze Douro i odwiedziny w wytworni Porto polaczone z testowaniem trunku - obie atrakcje kosztuja osobno po okolo 12 euro wiec sie oplaca. Na pewno nie polecam yellow bus jesli ktos chce tylko pojezdzic sobie po starowce czy po miescie na drugim brzegu rzeki - Gaia. To wszystko jest bardzo blisko a na busa bedziecie czekac na przystankach i do godziny. Choc tyle ze bilet uprawnia tez do przejazdu wszystkimi innymi autobusami. 

Porto

Wszedzie sa bankomaty, wszedzie mozna placic karta. Jak i w Lizbonie prawie kazdy mowi po angielsku z duza swoboda. Ogolnie ludzie sa mili choc widac ze zycie chyba zbyt latwe tam nie jest. Czulam sie bardzo bezpiecznie, owszem nie wloczylam sie nocami po Ribeirze choc w przewodnikach pisze ze zamontowano oswietlenie i okolice patroluje policja. Wiadomo ze zawsze trzeba zachowac zdrowy rozsadek i nie pchac sie w jakies uliczki samemu po zmroku, to dotyczy kazdego kraju. Po godzinie osmej wieczorem sklepy spozywcze sa zamkniete ale jakby co z glodu sie nie umrze bo rozne snack bary, restauracje i inne przybytki tego typu sa na kazdym rogu. Alkohol jest bardzo tani i jak zwykle mnie trafialo kiedy widzialam nazego baileysa i naszego Jamesona duzo tanszego niz w Irlandii. Ale w Porto sie pije Porto oczywiscie :) Lampka w barze kosztuje od 2,5 euro a butelka w sklepie od 7.00. Wino jakiekolwiek sie nie wezmie z polki, nawet i najtansze po niecale dwa euro bedzie bardzo dobre. W porownaniu do cen irlandzkich to artykuly spozywcze sa smiesznie tanie. 

Porto

Nie jadalam w restauracjach bo ogolnie nie lubie, do tego dieta, wiadomo :) Gdybyscie chcieli sie dowiedziec gdzie i co jadac ponownie zapraszam na Duze Podroze.

Na upartego mozna zwiedzic Porto w dwa dni, ale ja nie lubie byc w trasie od rana do wieczora, nie lubie pospiechu i napietego planu. Mialam pelne 3 dni by zobaczyc to co chcialam (nie liczac dnia przylotu i odlotu). Gdybym sie bardziej sprezyla na pewno zdolalabym przeznaczyc jeden dzien na wypad poza miasto ale zostawiam to sobie na nastepny raz. Pewnie nie za rok nie za dwa, ale za jakis czas chetnie odwiedze Porto ponownie.

Porto

13:43, ewazdublina
Link Komentarze (15) »
niedziela, 18 września 2016

Czytam dosc sporo ale niewiele ksiazek wywoluje u mnie reakcje na tyle istotne by o nich napisac. Jest bardzo duzo przecietnej literatury, i nie chodzi mi wcale o to ze popularna literatura, jak np kryminaly czy powiesci obyczajowe jest przecietna. W kazdym gatunku literackim sa ksiazki swietne, srednie i zle. Romans tez moze byc dobrze napisany, albo i w sposob wolajacy o pomste do nieba. 

Calkiem przypadkiem natknelam sie jednak na objawienie, na ksiazke ktora sprawila ze wtopilam sie w wykreowany przez nia swiat, ogarnely mnie rozne emocje - od smiechu, nawet tak histerycznego jak przy "Ostatniej Arystokratce", przez wruszenie az do placzu. Do tego wreszcie jakas interesujaca forma i niesztampowe postaci. Na tytul "Stowarzyszenie milosnikow literatury i placka z kartoflanych obierek" natrafilam juz dawno ale odstraszyl mnie. Czesto okazazywalo sie bowiem ze intrygujacy tytul, tak samo jak i piekna okladka, niestety nie swiadcza automatycznie o tym ze tresc bedzie dobra. Do tego pomyslalam ze musi to byc znow cos o porzuconych kobietach ktore sie zbieraja razem i debatuja nad swoim zyciem a jednoczesnie nad ksiazkami. Jakis tydzien temu dostalam milego emaila od publio z duzym rabatem na kolejne zakupy z okazji rocznicy bycia ich klientka, no i rzucilam sie buszowac po ich sklepie. Oprocz ksiazek Kate Atkinson polecanych przez znajoma blogerke ksiazkowa Chiare (choc do Atkinson sie zrazilam po "Jej wszystkich zyciach") wpadla mi w oko powiesc "Opowiem ci pewna historie" ktora tez ktos gdzies polecal. Kilknelam na nazwisko autorki i od razu pokazal sie kolejny tytul, wlasnie o Stowarzyszeniu. Wiec wzielam obie.

"Stowarzyszenie..." przeczytalam dzisiaj w ciagu poltorej godziny, ignorujac koty domagajace sie uwagi poprzez wskakiwanie mi na tors i biczowanie ogonem po twarzy (Killer) oraz skrobanie pazurem po mojej nodze (Kitty). 

Zaczne od tego ze ksiazka ma nietypowa forme literacka bo jest to powiesc epistolarna, a wiec w postaci listow jakimi wymieniaja sie bohaterowie. Jestem milosniczka takiego stylu choc jest on raczej niepopularny - chyba najbardziej znane powiesci epistolarne to rewelacyjne "Niebezpieczne Zwiazki" Pierre'a Choderlos de Laclos, "Cierpienia mlodego Wertera" Goethego i "Dracula" Brama Stokera. Marzy mi sie odrodzenie gatunku w uwspolczenionej wersji - przeciez ludzie choc nie wymieniaja sie listami to przeciez emailuja, fejsbukuja, wysylaja smsy...

Akcja dzieje sie po drugiej wojnie swiatowej i zaczyna od zaczetej przypadkowo i nietypowo korespondencji miedzy mloda londynska pisarka Juliet a farmerem z wyspy Guernsey, jak sie okazalo wielbicielem ksiazek a w szczegolnosci prozy Charlesa Lamba. Mezczyzna wspomina w liscie o Stowarzyszeniu milosnikow literatury i placka z kartoflanych obierek, co tak zaintryguje Juliet iz poprosi nieznajomego o wytlumacznie tej nazwy. W ten sposob miedzy pisarka a Dawseyem Adamsem, a pozniej miedzy innymi mieszkancami wyspy, nawiaze sie korespondencja a z czasem przyjazn. Juliet poruszona wojennymi wspomnieniami mieszkancow Guernsey postanowi osobiscie ich poznac i napisac ksiazke o ich przezyciach. Pobyt tam odmieni jej zycie.

Co mnie najbardziej urzeklo w tej historii - milosc do ksiazek ktora pozwala przetrwac ciezkie chwile i ktora laczy pozornie zupelnie innych ludzi. Humor, cieplo, sympatia z jaka autorka opisuje swych bohaterow, przy czym ci prosci ludzie z wyspy jak sie okazuje sa na swoj sposob niezwyczajni. I wlasnie to ze kazdy ma cos do opowiedzenia...od razu skojarzylo mi sie to z fejsbukowa strona Humans of New York, gdzie jej autor robi zdjecia przechodniom na ulicach i pyta ich o to co robia, czym sie z nim chca podzielic, co sie wydarzylo w ich zyciu. Jest tez ta smutna czesc a wiec wojna i niemiecka okupacja. To sie ciezko czyta i jak zawsze nie moglam opanowac lez. I nie tylko nad ofiarami, ale glownie ze zlosci nad okrucienstwem katow. Jaki narod ludzki potrafi byc ohydny, ale tez jak jednostki, i to w kazdej narodowosci i w kazdej sytuacji potrafia byc bohaterskie i po prostu dobre. 

Smutne ze autorka ksiazki, Mary Ann Shaffer nie doczekala sukcesu swej pierwsze i jedynej powiesci. Juz podczas jej pisania czula sie zle z powodu choroby nowotworowej i w dokonczeniu pomogla jej siostrzenica Anne Barrows, dlatego te dwa nazwiska figuruja na okladce. Mary Ann Shaffer odeszla w 2008 roku. 

I co za zbieg okolicznosci ze przez ta ksiazka czytalam "Ciernista Roze" Charlotte Link ktorej akcja tez dzieje sie na tej samej wyspie, zarowno wspolczesnie jak i podczas niemieckiej okupacji. Odczytuje to jako znak by kiedys odwiedzic Guernsey ktora mnie zafascynowala. Nigdy wczesniej nie slyszalam o tym miejscu a na pewno zasluguje na uwage. 

A jako puente zacytuje mysl z ksiazki "Jak sie poczyta dobre ksiazki to te kiepskie potem zupelnie nie ciesza" No wlasnie :)

A w ogole to jutro lece do Porto wiec zapraszam na fejsbuk gdzie bede pokazywala to miasto :) Relacja oczywiscie po powrocie!

19:00, ewazdublina
Link Komentarze (16) »
środa, 14 września 2016

Moja blogowa (i juz nie tylko) znajoma Dita najwyrazniej polubila Irlandie bo goscila u mnie w tym roku po raz drugi. To byl bardzo spontaniczny przyjazd, do tego udalo sie go polaczyc z weekendem ktory juz wczesniej zaplanowalam z inna blogowa znajoma Irolka. (Ze sobie pozwole wtracic - ile ja fajnych osob dzieki temu blogowi poznalam :) 

Dita przyleciala wiec w czwartek, akurat C. mial wolne wiec moglam go wykorzystac do ugotowania nam obiadu ;) Bo w piatek jako osoba niegotujaca moglam li tylko przygotowac plater zakasek, glownie serow, za to prosze jak pieknie sie prezentowal:

cheese_plater

Ale zanim doszlo do konsumpcji platera i ogladania - w celach porownawczych - kilku odcinkow programu Rolnik szuka zony w wersji australijskiej i polskiej, pojechalysmy do Kilkenny. (Jesli kogos interesuje program i jak wypadlo porownanie - polski to bardzo na serio show z nieciekawie wygladajacymi panami, ktorzy wyobrazaja sobie ze sa jakas wielka zdobycza a tak naprawde to tylko dziwic sie ze jakies kobiety w ogole chca sie z takimi spotkac. Australijski jest z humorem, mezczyzni o niebo przystojniejsi i sympatyczni. Nawet psy polskich rolnikow to jakies burki a australijskich rasowe ;) 

Kilkenny opisywalam TU i teraz tylko wspomne ze juz dawno nie bylo u nas takiego deszczu jak wtedy kiedy tam z Dita pojechalysmy. Kilkenny jest zawsze tloczne wiec turysci byli, ale zakutani w kurtki przeciwdeszczowe, z twarzami smaganymi przez wiatr, chyba niespecjalnie uszczesliwieni. Niestety bylysmy w stanie tylko pobuszowac po sklepach pamiatkarskich i zjesc lunch w slynnej knajpie Kyteler Inn. 

Za to nastepnego dnia z rana zaczelo sie przejasniac i w koncu zrobilo sie bardzo slonecznie i cieplo. I w sobote i w niedziele tak bylo, z wyjatkiem wieczorow, ale wtedy i tak juz bylysmy po zwiedzaniu i glownie w samochodzie. 

Ruszylysmy - tym razem z Irolka - na poludnie, w kierunku hrabstwa Wexford. Zatrzymalysmy sie najpierw w New Ross, miescie znanym glownie z tego ze stamtad wywodza sie przodkowie Johna F. Kennedy'ego. Slynny prezydent goscil tam w 1963 roku. Teraz jego STATUJA naturalnej wielkosci stoi w tym samym miejscu gdzie wyglaszal mowe do mieszkancow i mozna uscisnac jej prawice. No, lepsza statuja niz nazwanie kompleksu handlowego ze stacja benzynowa i hotelem Barak Obama Plaza, jak sie to stalo w Moneygall skad pochodza przodkowie tegoz. W New Ross znajduje sie tez replika statku Dunbrody, tzw famine ship, ktorym do Ameryki emigrowali  Irlandczycy w czasie wielkiego glodu spowodowanego zaraza ziemniaczana. Poza tymi dwiema atrakcjami raczej nie ma juz nic ciekawego do ogladania.

New Ross

New Ross

Kolejne na liscie znalazlo sie ulokowane nieopodal Tintern Abbey o ktorym juz wspominalam w TYM wpisie. Pierwszy raz napatoczylam sie na to piekne opactwo przypadkiem, bylo zamkniete ale samo abbey nie zainteresowalo mnie tak jak polozone pare krokow dalej w lesie ruiny mlyna prawie calkiem zagarniete przez roslinnosc. Za drugim razem rowniez nie udalo mi sie zalapac na wizyte za to zauwazylam oryginalny most ktory wczesniej przeoczylam. Ale do trzech razy sztuka. Samo opactwo w srodku nie jest az tak spektakularne by zaparlo dech, ale w jednej z sal wystawiono krotkie opisy wszystkich 14 wlascicieli tego miejsca nalezacych do rodziny Colclough (rodzina ta przejela opactwo i ziemie od Cystersow na podstwawie prawa ustanowionego przez Henryka VII). Niesamowite  ze ta sama rodzina posiadala to miejsce przez 450 lat. Dzieje jej czlonkow sa bardzo interesujace i warto poczytac te krotkie zyciorysy. Znalazlam nawet jakies nawiazanie do swojej osoby bo jeden z panow Colclough zostal pozbawiony glowy, ktoraz wrzucono do rzeki Slaney nad ktora teraz mieszkam ;) Ostatnia wlascicielka zmarla bezpotomnie w 1983 roku, wczesniej przekazawszy Tintern panstwu. Nie miala chyba wiekszego wyjscia bo finanse rodziny juz od jakiegos czasu topnialy i kobieta zyla w strasznej biedzie.

Tintern Abbey

Zanim jednak opactwo i ziemie zaczely nalezec do rodziny Colclough, zyli sobie w nim cystersi przybyli z Walii. Co prawda o tym jak klasztor powstal juz pisalam na blogu, ale mysle ze warto wspomniec o tym ponownie bo wczesniej nawet nie zdawalam sobie sprawy ze jego fundatorem byl czlowiek uznawany za najlepszego sredniowiecznego rycerza. William Marshall, bo o nim mowa, to przeciekawa osoba o bardzo interesujacym zyciu, a do tego jak na owe czasy bardzo dlugim bo zmarl majac 72 lata. 

Tintern Abbey

William byl synem niezbyt zamoznego szlachcica, nie mogl oczekiwac zadnej fortuny ani ziem w spadku. Od dziecka wykazywal silna ambicje by zdobyc to samemu (jak zawsze powtarzam najlepszy jest zimny wychow i brak pomocy od rodziny, to ksztaltuje charakter :) Kiedy mial 12 lat wyslano go do domu zamoznego magnata, kuzyna matki, gdzie pobieral stosowne nauki ale przede wszystkim przysposabial sie na rycerza. Pasowany w wieku 20 lat zaczal brac udzial w walkach i bitwach sluzac krolowi Henrykowi II tak dobrze i wiernie ze ten podarowal mu posiadlosc w Cumbrii oraz reke bogatej dziedziczki. Dzieki temu malzenstwu mogl zostac baronem Lancasteru ale jednak nie zdecydowal sie na slub, majac prawdopodobnie wieksze ambicje. Juz wtedy zarabial wcale niezle dzieki wygranym w licznych turniejach, pokonal w nich rekordowa ilosc przeciwnikow bo az piecsiuset.

Tintern Abbey 

Na pewno kazdy slyszal o slynnym krolu Ryszardzie Lwie Serce, otoz byl on synem Henryka II. Sprzymierzyl sie z jego wrogiem i wystapil przeciw wlasnemu ojcu. William walczac u boku Henryka II mial okazje spotkac sie w walce jeden na jeden z Ryszardem, ktory to pojedynek wygral stracajac buntownika z konia. Nigdy nikomu innemu nie udalo sie pokonac Ryszarda ani wczesniej ani pozniej w bezposredniej potyczce. A jednak Ryszard nie chowal urazy bo kiedy po smierci ojca zostal krolem, chetnie powital Wiliama u swego boku, pewnie logicznie myslac ze tak lojalny i dzielny rycerz przyda sie podczas krucjat ktore mial w planach.

Ruins of the old mill

Dopiero w wieku 43 lat William znalazl odpowiednia dla siebie kandydatke na zone, byla nia 17letnia Isabel de Clare, corka Earla Pembroke. To malzenstwo wywindowalo Williama jeszcze bardziej w gore, zarowno pod wzgledem prestizu jak i majatku, stal sie on bowiem wlascicielem licznych ziem w Anglii, Normandii, Walii no i w Irlandii. Kiedy Ryszard zmarl, krolem zostal Jerzy ktoremu oczywiscie nasz Wiliam rowniez wiernie sluzyl. W tamtych czasach nie brakowalo roboty dla rycerzy - ciagle bunty, walki, konflikty. W miedzyczasie jednak nasz bohater znalazl czas na pierwsza wizyte w Irlandii. Zanim do niej doplynal na morzu rozpetal sie sztorm i pobozny Ryszard zlozyl przysiege Bogu ze jesli wyjdzie z opresji calo, od razu zafunduje klasztor w miejscu do ktorego dotrze po wyladowaniu. No i tak powstalo Tintern Abbey. William nie bylby soba gdyby poprzestal tylko na zbudowaniu klasztoru - zaczal budowe portu w New Ross oraz latarnii morskiej na Hook Peninsula, a podczas kolejnego pobytu - zamku w Kilkenny, Ferns i Carlow. 


Tintern Abbey

W 1216 roku krol Jerzy zmarl i poniewaz jego syn byl jeszcze dzieckiem, krolem regentem zostal wlasnie William Marshall. Bedac w dosc podeszlym wieku 70 lat dziarsko walczyl przeciw zbuntowanym baronom i krolowi francuskiemu Louisowi VIII ktory chcial zagarnac tron Anglii - i bitwe wygral. William mial piekne zycie i piekna smierc, zmarl bowiem spokojnie, w otoczeniu swej najblizszej rodziny. Jest pochowany w Tintern Abbey ale w tym walijskim, nie irlandzkim.

Zostawil po sobie 10 dzieci - pieciu synow i piec corek. Wszyscy synowie zmarli nie zostawiajac po sobie potomkow. Wg legendy stalo sie tak dlatego iz biskup z Ferns, niezadowolony z przejmowania majatku zakonnego przez Earla, rzucil na jego synow klatwe. Za to piec corek rozmnazalo sie ochoczo, a dwie z nich nawet mialo po trzech i dwoch mezow. Zycie rycerza zostalo opisane w ksiazce Waleczny rycerz - historia Williama Marshalla, ktora mam zamiar kupic.

Bedac w Tintern Abbey warto odwiedzic tez ogrody - uwaga, osobna oplata. Ogrody jakie sa takie sa za to rosna w nim niskopienne jablonki i grusze o przepysznych owocach ktorych nie omieszkalam sprobowac - tak jak i poziomek. Dla szukajacych bardziej konkretnego jedzenia otwarto niewielka kafejke. 

O rzut beretem od Tintern jest Hook Peninsula ze slynna latarnia Hook, najstarsza w Irlandii i jedna z najstarszych na swiecie. Jej budowe zlecil jak juz wiecie William. Na poczatku obslugiwali ja mnisi, od XVII wieku profesjonalni latarnicy. Obecnie jest obslugiwania zdalnie, a od 2001 roku rowniez otwarta dla zwiedzjacych. Nie mialysmy jakos specjalnie ochoty na wycieczke ale planuje odwiedzic to miejsce w przyszlosci.

Hook Lighthouse

Wybrzeze wokol latarni zacheca do skakania jak kozice bo sa to bardzo plaskie i rozlegle platy skaly. Widac to dokladnie na tym zdjeciu znalezionym w internecie

webHookLighthouseHookPeninsulaCoWexford

Skierowalysmy do Youghal ktore wymawia sie JOUL, ale my nazwalysmy go Jugolem. Bylam tam dwa razy, ostatni raz jakies kilka lat temu i musze przyznac ze to sympatyczne miasteczko z bogata przeszloscia bardzo sie stacza. Jest przygnebiaco z tymi opuszczonymi i zrujnowanymi lokalami na glownej ulicy. Niestety glowna atrakcja czyli 800letni wciaz dzialajacy kosciol i przylegajacy do niego cmentarz byl juz zamkniety dla zwiedzajacych. Trzeba sie bylo zadowolic kotami ;)

Youghl

Youghal

 

 Podjechalysmy do pobliskiego Ballycotton gdzie chcialysmy sie zatrzymac na nocleg. Miasteczko jest znane ze swej uroczej mariny i z tego ze duzo czasu spedza tam aktorka Angela Lansbury. Marina piekna ale noclegu nie znalazlysmy wiec ruszylysmy dalej.

Ballycotton

Jak sie pozniej dowiedzialysmy, z powodu jakiejs ogromnej ilosci slubow w okolicy trudno bylo o nocleg, ale w koncu znalazlysmy B&B w miejscowosci Shanagarry. Jakkolwiek B&Bs w Irlandii sa zazwyczaj top class, tak ten byl taki sobie (za to sniadanie bylo super i zaplacilysmy tylko 30 e na lebka) Mila wlascicielka zarekomendowala nam restauracje w pobliskim Cloyne. Lokal wygladal podejrzanie i byl pusty, za to po drugiej stronie drzwi miescil sie bar i tam tez mozna bylo zjesc, wiec zostalysmy w barze. Jedzenie choc bardzo tanie bylo zaskakujaco dobre a porcje OGROMNE. Po powrocie do B&B oddalysmy sie konsumpcji wina oraz czytaniu fragmentow pewnej ksiazki ktora miala byc na powaznie a jest przezabawna. I nie, nie mojego autorstwa ;)

Nastepnego dnia Irolka namowila nas na wizyte w destylarnii whiskey w Midleton. Bylam tam dawno temu ale malo pamietalam. Wycieczka z przewodnikiem trwa okolo 45 minut i jest naprawde ciekawa a przy tym nie nudzi zbyt technicznymi terminami. No i oczywiscie na koncu jest degustacja :) 

Ostatni na liscie do zwiedzania znalazl sie Cobh (wymawia sie Kouw) czyli ostatni przystanek Tytanika przed jego spektakularnym zatonieciem (wtedy miasto nazywalo sie Queenstown). W poblizu Cobh zatonela tez Lusitania zatopiona przez niemieckiego U-bota w 1915 roku. Ocaleli oraz ciala zmarlych przywieziono do Cobh, gdzie je pogrzebano na pobliskim cmentarzu (zmarlych oczywiscie, nie tych co ocaleli. To by bylo dziwne ;)

Cobh

Glowne atrakcje oprocz muzeum ofiar Tytanika i oryginalnej rampy ktora na jego poklad weszli pasazerowie, to robiaca wrazenie katedra Sw Colemana oraz rzad 23 kolorowych domkow zwanych Deck of Cards ktore polozone sa na dosc stromej ulicy zaraz kolo katedry. Niektore mimo iz opuszczone sa ladnie utrzymane z zewnatrz, widac ze pod turystow.

Deck of Cards

Cobh

Deck of Cards

Po depresyjnym Jugolu Cobh wydalo sie nam bardzo radosne i pelne energii. Ale jak tam wialo!

Cobh

 
Cobh

Cobh

Z powodu jakiejs sportowej imprezy nie moglam podejsc blisko do rampy na Tytanika wiec prezentuje zdjecie zrobione kilka lat temu.

Cobh

wtorek, 06 września 2016

Wszechswiat bardzo uwaznie slucha wiec trzeba byc ostroznym o czym sie uporczywie mysli ;)

Wiecie jak BARDZO nie lubie jezdzic do centrum Dublina i unikam tego jak ognia. A jak juz musze jechac to narzekam jak kura z jajem. Juz od dawna powinnam byla pojechac do polskiej drogerii ale ciagle cos wyskakiwalo, w zeszla niedziele juz nie mialam zadnej wymowki  - pogoda piekna, slonce, cieplo, nic do roboty (zreszta kiedy ja w weekend mam cos do roboty oprocz pisania bloga i picia malibu) wiec bardzo niechetnie zaczelam sie przygotowywac do wyjazdu. 

Bylam tak zle nastawiona do tego by opuszczac mieszkanie ze podswiadomie wyszukiwalam powody by opoznic wyjscie - a to emaile trzeba sprawdzic, a to z kotami sie pobawic, a to cos jeszcze zrobic. C byl od rana w pracy i kiedy zadzwonil oczywiscie opowiedzialam mu jak bardzo nie chce a musze jechac do centrum.

No i jak juz bylam w pelnym rynsztunku czyli z umytymi wlosami, lekkim makijazem, ubrana do wyjscia, to jak nie walnelam sie w palec u nogi o moj rowerek treningowy. Nie przesadzam zawylam jak  Chewbacca ale glosniej, az moje dwa koty przyszly sprawdzic co sie dzieje. Bol byl niesamowity. Okazalo sie ze nie moge kroku zrobic wiec jakos na jednej nodze doskoczylam do lodowki gdzie oczywiscie nie bylo lodu, wiec do oblozenia palca musialam uzyc mrozonej fasolki. Po jakiejs pol godzinie sprawdzilam czy jes lepiej ale wciaz moglam tylko kicac na prawej nodze. Po godzinie wcale lepiej nie bylo wiec stwierdzilam ze ok, teraz mam prawdziwy powod do zostania w domu wiec sie nie ruszam.

Cala niedziele przekicalam na jednej nodze co jest bardzo niewygodne jesli sie ma w rece drinka. Na szczescie kolo piatej wrocil C. ktory mogl mi dolewac i w w ogole mnie obslugiwac. 

Dzis sytuacja przedstawia sie tak ze pominawszy sino-fioletowo-czerwony kolor palca, palce rozcapierzyly sie w srodku w dwie strony wiec moja stopa wyglada jak ustawiona w litere V. Wiecie ze japonscy nastolatkowie kiedy pozuja do zdjec to zawsze reka pokazuja symbol V, no wiec ja to teraz moge robic noga. Gdyby jakis fetyszysta stop zobaczyl teraz moja, to by sie na pewno wyleczyl.

Na szczescie bol jest mniejszy i moge prowadzic samochod i nawet jakos kustykam. A moral z tego taki: trzeba uwazac na to o czym sie mysli i czego sie chce (albo nie chce). Bo wszechswiat czuwa i zsyla to co uwaza za przez nas chciane ;)

 

 

 

12:46, ewazdublina
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 125